Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Gillan’s Inn

Gillan’s Inn - Ian Gillan

Gillan’s Inn

Wykonawca:

Ian Gillan

Gatunek:

Hard rock

8 /10

Płyta "Gillan’s Inn" pierwotnie została wydana w 2006 jako swego rodzaju podsumowanie 40 letniej kariery Gillana na scenie rockowej. Ukazała się wówczas jako dualdisc zawierający zarówno ścieżkę audio jak i video. Rok później pojawiła się wersja "Deluxe Tour Edition" z bonusami oraz poszerzonym materiałem video.

Teraz wytwórnia Edel postanowiła ponownie wypuścić na rynek tę płytę, tym razem wyłącznie w wersji audio. Dla tych wszystkich, którzy przed laty przegapili album to okazja aby się z nim zapoznać. Dla pozostałych nic nowego.

Na repertuar "Gillan’s Inn" składają się utwory jakie towarzyszyły Ianowi Gillanowi przez lata jego bogatej kariery i pochodzą zarówno z solowych dzieł (zdecydowana większość) jak i repertuaru zespołów Black Sabbath, no i oczywiście Deep Purple. Jedyny premierowy kawałek to niezwykle udany, mocno bluesujący "No Worries" z Gillanem grającym na harmonijce ustnej. W nagraniach uczestniczyli wielcy rockowego świata tacy jak Tony Iommi, Joe Satriani, Jeff Healey, Janick Gers (Iron Maiden), Uli Jon Roth (ex-Scorpions), Joe Elliott (Def Leppard), Ronnie James Dio oraz oczywiście purpurowi Roger Glover, Ian Paice, Steve Morse, Jon Lord, Don Airey. Szkoda, że na tak rocznicowej płycie zabrakło Richie Blackmore, ale wzajemne animozje są tak wielkie, że chyba nie prędko doczekamy się ich współpracy.

Każda z kompozycji to swego rodzaju odrębna bajka. Można się skupić na tym, z jakiego okresu działalności jubilata pochodzi, a co najważniejsze i najprzyjemniejsze, delektować się tym, kto i jak ją na "Gillan’s Inn" wykonuje. Konstelacja muzyków zmienia się bowiem z utworu na utwór, a od ilości i wielkości gwiazd aż się w głowie może zakręcić. Na otwarcie dostajemy "Unchain Your Brain" pochodzący z solowego albumu Gillana "Glory Road" z 1980 roku. Zamiast Bernie Tormé (tak jak w oryginale) na gitarze gra sam wielki Joe Satriani. Dynamiczne otwarcie utrzymane w duchu Deep Purple, zresztą takie klimaty obficie unoszą się nad całą płytą. Gillan to ikona hard rocka i jak mało kto może pozwolić sobie na taką ekstrawagancję jak obsadzenie Ronniego Jamesa Dio w ... chórku w utworze "Day Late and a Dollar Short". Niezłe łojenie przynosi "Men of War" zagrany na trzy gitary (m.in. Steve Morse), bas i perkusję.

Największe wzruszenie wywołuje "When A Blind Man Cries" i to nie tylko dlatego, że bardzo lubię ten utwór. Dodatkowe ciary na plecach spowodował grający w tym kawałku niewidomy gitarzysta Jeff Healey. Piękne i wzruszające wykonanie i takie ... wieloznaczne. Szkoda tylko, że w zaledwie mikroskopijnej wręcz dawce słychać cudnie brzmiące elektrycznym dźwiękiem skrzypce (Vasyl Popadiuk). Warto też wspomnieć o znanym z repertuaru Black Sabbath kawałku "Trashed" z, jakże by inaczej, Tonym Iommi oraz Rogerem Gloverem i Ianem Paice w sekcji rytmicznej. Na rocznicowej składance Gillana nie mogło oczywiście zabraknąć ponadczasowego klasyka rocka, czyli "Smoke on the Water". W nagraniu tego utworu uczestniczyło w sumie kilkunastu muzyków, w tym aż czterech obsługujących różne instrumenty perkusyjne co miejscami dało lekko santanowsko-latynoski posmaczek. Świetnie wypada brawurowo wykonany "Speed King" - kolejny killer z repertuaru Deep Purple. Sporo ukojenia wnosi świetna ballada "Loving on Borrowed Time" z Uli John Rothem na gitarze, kończąca zasadniczą część płyty. Jako bonus dodano "I’ii Be Your Baby Tonight". Zaaranżowany na country'owo z rozbrajającym akordeonem i Joe Elliottem (Def Leppard) wspomagającym wokalnie Iana. Niezwykle sympatyczne zamknięcie albumu.

Rockowi giganci na jubileuszu czterdziestolecia pracy twórczej Iana Gillana? Można i tak opisać ten krążek, ale bez wątpienia to kawał porządnego klasycznego, rockowego grania w gwiazdorskiej obsadzie. Dobrze się stało, że na "Gillan’s Inn" znalazło się tak dużo (osiem jak dobrze policzyłem) utworów pochodzących z solowych wydawnictw Iana. Wbrew pozorom dla wielu słuchaczy może to być spore ale i przyjemne odkrycie, że Gillan to nie tylko Deep Purple.

Na pierwszy rzut oka okładka krążka wywołuje miłe skojarzenia ze świętami Bożego Narodzenia - dużo czerwonego koloru, otoczenie obsypane bielutkim i puszystym śniegiem (chociaż Ian stoi na bosaka - ach ci mistrzowie Photoshopa) i tak sobie myślę, że z pewnością wielu miłośników rocka ucieszyłoby się znajdując "Gillan’s Inn" pod choinką.   

Robert Trusiak