Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Wspólny Mianownik

Wspólny Mianownik - Vienio vs. Way Side Crew

Wspólny Mianownik

Wykonawca:

Vienio vs. Way Side Crew

Gatunek:

Hardcore

5 /10

Nigdy nie lubiłem rapu wymieszanego z metalową muzyką. Z hc włącznie, dlatego Body Count, czy bardzo popularny ostatnio Danny Diablo (o wszelkim nu-metalu już nie wspominając) są poza kręgiem moich zainteresowań.

Co innego raperzy sami w sobie, a co innego gdy dobierają sobie grajków i "łoją". W przyszłym roku za ciężkie granie ma się zabrać Kid Cudi. I aż się boję…

A wracając do naszej sceny, Vienia, jak sądzę, nie trzeba nikomu przedstawiać. Way Side Crew może i owszem, ale dopiero, gry raper spotkał zespół, doszło do fuzji, która u jednych może wywołać palpitację serca, u drugich zaś - grymas na twarzy, bliższy politowaniu niż radości. Moje odczucia sytuują się gdzieś między rozczarowaniem, a pochwałą za zrobienie czegoś innego, na przekór polskiej scenie hh.

Zeszłoroczny "Etos’’ Vienia przeszedł bez większego echa i szczerze mówiąc, szczególnie się nie dziwię. A przynajmniej, do momentu przearanżowania tamtych beatów (loopów i sampli) na gitary i mocny groove. Vienio nigdy nie należał do najlepszych mc’s w kraju pod względem liryk czy flow, ale ma to do siebie, że jest kompletnie szczery i naturalny w tym co robi i o czym rapuje. Jak się okazało, wraz z załogą Way Side Crew z czegoś pozornie bardzo prostego (jak nawijki na "Etosie") można zrobić pulsujący materiał, który nadaje się na koncerty i może trafić do harcore’owej publiki.

Szkoda tylko, że mimo licznych pomysłów - czy to punkowych, a nawet lekko bujających w rytmie ska, premierowego materiału, mogącego uchodzić za wspólny mianownik jest tyle, co kot napłakał. Niestety, a może stety, wydaje mi się, że tylko jedna ze stron, w dodatku ta z ciężkiej kategorii wagowej (co widać również na klipie promującym "Wspólny Mianownik") wykonała dobrą robotę.  

Na krajowej scenie ciekawostka, zaskoczenie, album do którego nie będę wracał, ale o którym będę pamiętał.

Grzegorz "Chain" Pindor