Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Paper Monkeys

Paper Monkeys - Ozric Tentacles

Paper Monkeys

Wykonawca:

Ozric Tentacles

8 /10

Niektórzy, nieprzychylni zespołowi słuchacze, twierdzą, że każda kolejna płyta Ozriców nie różni się niczym od poprzedniej, bo jest nagrywana z wykorzystaniem mało twórczej metody "kopiuj-wklej".

Dodają również, że wystarczy mieć jeden, zupełnie dowolny album, aby dokładnie poznać styl i dorobek grupy. Ja wcale tak nie uważam. Prawdą jest, że Ozric Tentacles mają swój doskonale rozpoznawalny styl i dość konsekwentnie się go trzymają. Na opisanie tego, co grają używanych jest wiele określeń. Najczęściej pojawia się psychodelia (czasem z przedrostkiem neo), ale mi najbardziej pasuje "space rock", albo jeszcze lepiej "Space Between Your Ears" (tytuł jednego z ich utworów z przeszłości). Z całą pewnością swoją muzyką otwierają drzwi do świata wyobraźni i przestrzeni (niekoniecznie kosmicznej).

Formacja istnieje już 28 lat i w tym czasie wydała prawie tyle samo płyt, jednak ja osobiście najchętniej wracam do tych z lat '90 takich jak "Erplan", "Strangeitude" czy też "Jurassic Shift". Można tam było znaleźć w sporej dawce elementy jazz-rocka, orientalizmy czy też etniczne wtręty. Zespół często sięgał po niezbyt popularne instrumenty, takie jak flet czy też egzotyczne perkusjonalia.

Od samego początku na czele Ozric Tentacles stoi Ed Wynne - prawdziwy mózg zespołu. Aktualnie to niemal rodzinny skład, bowiem na basie gra jego żona Brandi, a na instrumentach klawiszowych syn Silas. Skład uzupełnia perkusista Ollie Seagle. Dla porządku dodam tylko, że to zespół instrumentalny.

Co było do przewidzenia najnowszy krążek Ozriców nie przynosi żadnych zmian w ich stylu. Dalej grają swoje ku uciesze fanów i zgryzocie przeciwników. Na tle niesamowicie transowo-hipnotycznego podkładu sekcji rytmicznej, przy pomocy instrumentów klawiszowych i gitar, budowane są wielopiętrowe, psychodeliczno-kosmiczne pejzaże, a brzmienie całości przenosi słuchacza (a raczej wciąga jak macki) w zupełnie inne rejony świadomości. Nowoczesna i niezwykle soczysta produkcja powoduje, że niektóre utwory (np. "Lemon Kush") dobrze sprawdziłyby się w jakimś klubie na tanecznej imprezie. Jeżeli miałbym wskazać swój ulubiony utwór, byłby to pewnie "Knurl". Trochę odbiega od pozostałych, zwłaszcza za sprawą gitary basowej pięknie prowadzącej lekko przetrącony rytm. Dopełnieniem całości jest urokliwy fletowy motyw (nie wiem czy to prawdziwy instrument czy może elektroniczny udawacz). Pojawia się też w niewielkiej dawce smakowita, sitarowo brzmiąca gitara.

Najbardziej rockowo-gitarowy moment na albumie to z pewnością "Paper Monkeys". Na tle mocnego podkładu sekcji rytmicznej piękne i soczyste partie na gitarze wycina Ed Wynne. Jak na Ozric Tentacles wyjątkowo mało tu instrumentów klawiszowych. I tak można po kolei opisywać poszczególne utwory, bo w każdym z nich muzycznie dzieje się niezwykle dużo. Co bardzo lubię u Ozriców, kompozycje wypełnione są po brzegi dźwiękami analogowych klawiszy i całym mnóstwem dodatków, smaczków i wtrąceń, a to wibrafon, a to jakieś instrumenty perkusyjne, czy też odgłosy naturalne jak np. śpiew ptaków. Muzyka spływa jak kaskady wody z wodospadu i otacza słuchacza dosłownie ze wszystkich stron. Polecam słuchanie płyty przez słuchawki, wówczas ten elekt jest spotęgowany.

Ozric Tentacles trzymają się swojego stylu. Każdy ich album to czarowna wyprawa w zupełnie inny wymiar, czarująca hipnotycznym nastrojem. Tak jest też z "Paper Monkey".

Robert Trusiak