Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Clash. Ostatnia załoga na mieście

The Clash. Ostatnia załoga na mieście - Marcus Gray

The Clash. Ostatnia załoga na mieście

Wykonawca:

Marcus Gray

Gatunek:

Punk

9 /10

Nigdy nie przepadałem za The Clash, podobnie zresztą jak za całą pierwszą falą brytyjskiego punka. Jeśli już punk, to zdecydowanie ten agresywniejszy i brutalniejszy, prezentowany przez kolejne fale kapel tego nurtu, np. The Exploited. Tymczasem "The Clash. Ostatnią załogę na mieście" pochłonąłem niemal jednym tchem.

A nie było to łatwe, bo Marcus Gray nie tylko opowiada historię The Clash na 760 stronach, co sytuuje go w gronie rekordzistów pośród autorów biografii rockowych (zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że kapela istniała ledwie 10 lat), ale dodatkowo robi to w sposób nieprawdopodobnie wręcz szczegółowy. Autor wykonał benedyktyńską pracę, przez karty powieści przewija się prawdziwy tłum postaci (bez szans na zapamiętanie większości z nich), a czytelnik lawiruje w gąszczu adresów, miejsc, faktów, zdarzeń i anegdot. Oprócz historii The Clash, nie zabrakło i rozdziałów poświęconych pierwszym muzycznym doświadczeniom clashowców  (m.in w London SS czy The 101'ers) oraz ich działaniom po rozwiązaniu bandu. Nie bez powodu użyłem wcześniej określenia ’powieść’, bo "The Clash" nie jest typową biografią; perypetie formacji to najważniejszy wątek, ale wcale nie jedyny, co sprawia, że całość zyskała własną dramaturgię i rzeczywiście czyta się ją jak solidną dawkę beletrystyki.

Trudno przedstawić początki kapeli w oderwaniu od rodzącego się wówczas ruchu punkowego, a Grayowi świetnie udało się odmalować muzyczno-społeczny ferment tamtych czasów. Sporo miejsca poświęcono więc również Sex Pistols, pojawiają się też inne kapele ruchu. Autor nie ukrywa, że to właśnie The Clash był jego najważniejszym przedstawicielem, choć "Ostatniej załodze na mieście" daleko do hagiografii. Nie brak tu krytycznego spojrzenia na historię wzlotów i upadków zespołu, co więcej, autor wyjątkowo celnie ujawnia paradoksy stojące za całym punkowym ruchem oraz skutecznie i trafnie prześwietla mitologię, kształtowaną przez samych muzyków The Clash.

Dowiadujemy się więc o celowym umniejszaniu społecznego statusu muzyków (np. zatajenie faktu, że ojciec Joe Strummera był urzędnikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych) i ukrywaniu wykształcenia (prywatna szkoła, do której chodził Joe). Czytamy o rekrutacjach do zespołu, gdzie jedynym kryterium był wygląd, a nie umiejętności muzyczne, albo o trasach po uniwersyteckich salach, choć oficjalnie formacja stała po innej, raczej robotniczej, stronie barykady. Gardzący muzycznym mainstreamem i rockowymi dinozaurami The Clash zaliczył etap stadionowych koncertów otwierając gigi... The Who, a chętnie odwołując się do rewolucyjnej symboliki, już po pierwszej wizycie za Oceanem zafascynowali się kapitalistycznym Babilonem - Ameryką.

Przykłady można by mnożyć, jednocześnie jednak historia The Clash porusza czytelnika na wielu innych poziomach. Uwikłani w fatalny kontrakt z wielką wytwórnią (kolejna niezgodność z antykorporacyjnym charakterem punka) bardzo późno zaczęli zarabiać jakiekolwiek pieniądze na graniu (Strummer przez lata mieszkał w squatach). Krytykowani i często niezrozumiali, kultowy status zyskali dopiero po rozpadzie formacji. Jednym z największych paradoksów jest fakt, że jedynym singlem kapeli, który wspiął się na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów był, wydany ponownie po 9 latach od premiery "Should I Stay or Should I Go". Stało się tak jednak wyłącznie dlatego, że kawałek ten został wykorzystany... w reklamie Levisów, co zresztą samo w sobie kłóci się z punkowym etosem, deklarowanym przez muzyków.

Trudno po lekturze "The Clash. Ostatniej załogi na mieście" oprzeć się wrażeniu, że muzycy The Clash, targani wewnętrznymi konfliktami, twórczą biegunką skutkującą seryjną produkcją kiepskich kawałków (3 płytowy "Sandinista!") oraz nadmiernym eklektyzmem zwyczajnie zaprzepaścili swój potencjał i talent. Dowodzą tego także dalsze losy Micka Jonesa i Strummera, którzy nie odnieśli później żadnych większych sukcesów i z zadziwiającą wręcz konsekwencją angażowali się (zwłaszcza Joe) w mało wartościowe, albo nigdy nie zrealizowane projekty. Żadnej z muzycznych biografii, którą miałem okazję czytać (a było ich niemało) nie udało się tak dobrze przedstawić blasków i cieni, paradoksów, wreszcie konformizmu, jakie niezmiennie związane są z graniem w zespole, któremu udało się wydostać z piwnicy. Znakomita książka.

Szymon Kubicki

Wydawnictwo Kagra