Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Night Of The Red Sky

Night Of The Red Sky - Joseph Magazine

Night Of The Red Sky

Wykonawca:

Joseph Magazine

9 /10

"Jezu jak się cieszę" - śpiewał kiedyś Lech Janerka z zespołem Klaus Mitffoch. Ja sam często używam tego zwrotu, kiedy coś mnie, ot tak po prostu, raduje.

Jezu jak się cieszę, że powstają takie płyty, że są zespoły, którym chce się grać taką muzykę. To, że mamy do czynienia z polskim wykonawcą jest miłym, aczkolwiek niespecjalnie znaczącym, faktem, bo gdyby ten materiał nagrali Chorwaci, Belgowie czy Peruwiańczycy moja radość byłaby równie duża. Z prostego powodu - lubię takie granie, a to jest naprawdę bardzo dobry krążek.

Wyczytałem w jednym z wywiadów, że kapela nie lubi porównań do Dream Theater, ale gdybym miał komuś nie znającemu dokonań Joseph Magazine jednym zdaniem opisać ich muzykę, z pewnością powiedziałbym, że grają muzykę z okolic tego co robią nowojorczycy, tylko że ... lepiej, z fantazją, świeżością, pomysłem i młodzieńczym zapałem. Jednocześnie, zdaję sobie sprawę, że to jest bardzo duże uproszczone i nie do końca adekwatne porównanie.

Płyta jest konceptem o podróży w głąb siebie, o wędrówce i przemianie duchowej głównego bohatera. Kolejne utwory opisują poszczególne etapy tej wyprawy. W związku z tym, że partii wokalnych jest bardzo mało (w zasadzie jest to materiał instrumentalny) w książeczce do każdego utworu podany jest mały przewodnik pozwalający podążać za muzyką w tej niezwykłej podróży. Oczywiście, ktoś, kto nie zna angielskiego sam sobie może pod muzykę podłożyć własną wizję dokładnie taką, jaką Joseph Magazine wykreuje w jego głowie. Podróż zaczyna się od zrobienia pierwszego, najtrudniejszego kroku ("Beginning"). Czeka nas długa i ciężka wyprawa, ale na końcu tunelu widać światełko, iskierkę, która daje nadzieję ("Vison"). Po latach poszukiwań i mozolnej wędrówki znajdujemy swoją Świętą Ziemię ("Holy Land"). I tak dalej, bo to zaledwie początek podróży, w jaką z pewnością warto się wybrać w towarzystwie Joseph Magazine.

Pod względem instrumentalnym grupa prezentuje się niezwykle okazale. Pochwalić należy wszystkich razem i każdego z osobna. Zwłaszcza "czteroręki" perkusista Rafał Brodowski wypada w tej materii imponująco. Wymieniłem go jako pierwszego tylko dlatego, że bardzo lubię ten instrument, bowiem pozostali muzycy są równie wyśmienici. Najbardziej "słyszalny" jest gitarzysta Bartosz Socha. Na płycie pełno jest jego mocarnych, gęstych riffów i pięknych solówek. Dzielnie sekunduje mu Marcin Walecki. Świetnie słucha się niezwykle ciekawych gitarowo-klawiszowych popisów obu panów. Marcin Szadyn na basie stanowi doskonałe uzupełnienie załogi. W składzie zespołu jest również wokalista, ale z jego możliwościami mamy sposobność zapoznać się w zaledwie jednym i to ostatnim utworze (nie licząc krótkiej wokalizy w "Holly Land"). To nie jest tak, że kapela zwątpiła w możliwości wokalne Bartosza Struszczyka i nie pozwoliła na pełniejsze zaznaczenie jego obecności na albumie. Powód jest prozaiczny, wokalista dołączył do zespołu bardzo późno, w momencie, kiedy cały materiał był już w zasadzie gotowy. Wszystko więc wskazuje na to, że kolejna płyta Joseph Magazine będzie bogatsza w partie wokalne.  

Prawie godzina niezwykle ciekawej mieszanki rocka progresywnego i metalu z całym mnóstwem świetnych pomysłów brzmieniowo-kompozytorskich. Piękna okładka autorstwa Mattiasa Norena dobrze koresponduje z tytułem krążka i stanowi uzupełnienie niezwykle atrakcyjnej całości. Jak dla mnie Joseph Magazine to debiutant roku, a "Night Of The Red Sky" zaliczam do wąskiej grupy najciekawszych wydawnictw roku 2011.

Robert Trusiak