Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Possession

Possession - Christian Mistress

Possession

Wykonawca:

Christian Mistress

Gatunek:

Heavy metal

9 /10

Jest ktoś, kto nie chciałby podróżować w czasie? No właśnie. Muzycy Christian Mistress najchętniej przenieśliby się gdzieś w okolice przełomu lat '70 i '80.

Fizycznie to niemożliwe, dlatego serwują muzyczną eskapadę do tych cudownych lat. Pełnymi garściami czerpią z doświadczenia hardrockowców lat '70 i mają ten sam entuzjazm, raczkujących wtedy bandów heavy metalowych. Stawiam wszystkie pieniądze, których nie mam, że nie ma chwili, w której panowie wraz z  panią z Christian Mistress nie żałowaliby, że nie urodzili się co najmniej cztery dekady wcześniej. Takie przynajmniej mam wrażenie, słuchając ich muzyki.

Ekipa z Olympii w stanie Washington nagrała wyśmienity album. Grają z dużym luzem, brzmią, jakby dowolny z bandów początku lat '80 ubiegłego wieku przeniósł się jednym skokiem do obecnej dekady i zarejestrował płytę. Na "Possession" można odnaleźć wszystko to, co najlepsze w tego typu graniu. Spontaniczne, energetyczne, proste kompozycje,  okraszone znakomitymi solówkami towarzyszą słuchaczowi przez 41 minut. Lekką ręką gitarzyści sypią melodiami, które, choć pozbawione hiciarskiego charakteru, skutecznie zapadają jednak w pamięć. Te przebojowe utwory przekładane są wolniejszymi, bardziej przestrzennymi numerami, niekiedy o zabarwieniu balladowym, przynajmniej w części. Są uosobieniem hasła "muzyka z duszą". Odkąd odkryłem Alabama Thunderpussy, nie słyszałem tak udanego połączenia emocji, energii skondensowanej w tak prostym graniu.

Dopełnieniem znakomitych numerów jest wokal Christine Davis. Jej lekko zachrypnięty głos szczególnie dobrze prezentuje się w spokojniejszych partiach.

Redakcyjny kolega Szymon co jakiś czas prezentuje takie retro perełki (Graveyard, Lonely Kamel...). "Possession" można postawić na tej samej półce. Christian Mistress nagrali płytę, na którą niektórzy pracują latami. Wszystko się tu zgadza, świetne piosenki, wokal, melodie, aranżacje, zagrane na dodatek z niespotykaną swobodą. Z każdego dźwięku bije szczerość. Dla mnie osobiście to sentymentalna podróż do początków mojej muzycznej edukacji, ale to również świetny album sam w sobie, bez względu na to, w jakiej dekadzie człowiek dorastał.

Sebastian Urbańczyk