Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / March Of Ghosts

March Of Ghosts - Gazpacho

March Of Ghosts

Wykonawca:

Gazpacho

9 /10

“Tick Tock" - średnia ocean w polskim internecie 97%, "Missa Atropos" - 95%. Chyba nie muszę Wam uświadamiać, jak gorącą premierą jest "March of Ghosts", siódmy studyjny album geniuszy współczesnego rocka progresywnego z Gazpacho.

Nie będę owijał w bawełnę i powiem prosto z mostu - "March of Ghosts" to kolejny znakomity strzał Norwegów, tym razem cieszący łatwo wyczuwalną lekkością. Szóstka odeszła (swoją drogą ciekawe na jak długo) od tworzenia koncept-albumu, dzięki czemu zarówno muzyka, jak i treść nabrały przestrzeni. Odpowiada za to luźniejsze podejście do procesu twórczego, w większej mierze opartego na jammowaniu. Jak podkreślają sami autorzy - "March of Ghosts" powstał zaskakująco łatwo.

Album składa się z 10 kompozycji (choć w traciliście podane jest 11 - gdzieś tkwi błąd, ale nie podejmuję się w tym miejscu rozstrzygania gdzie), które stanowią zbiór relatywnie krótkich (jak na progresywny rock) opowieści - najdłuższa trwa niewiele ponad 6 minut. Stanowią one zbiór obrazów/wizji, które obserwuje podmiot liryczny wędrując z tytułowymi duchami.

Muzycznie "March of Ghosts" jest kontynuacją dotychczasowych poszukiwań Gazpacho. Na pierwszy plan wybija się subtelny, piękny wokal Jana-Henrika Ohme, który dla mnie osobiście jest wypadkową brzmienia strun głosowych Jona Andersona i Matta Bellamy’ego - utrzymany raczej w wyższych rejestrach, płynnie przechodzący w falset, co szczególnie urzeka w sennym, smutnym "Black Lily", albo w wielogłosowym "What Did I Do?".

O tym, że najnowsze dziecko koleżków z Oslo trzyma wysoki poziom poprzedników, świadczy już rewelacyjny otwieracz - "Monument/Hell Freezes Over I". Utwór rozpoczyna się od zapętlonej partii gitary Jona-Arne Vilbo, do której powoli dochodzą kolejne instrumenty (polecam zwrócić uwagę na cieplutką partię basu!) i zjawiskowy wokal Ohme. W kolejnych kawałkach jest równie interesująco - Gazpacho jeszcze bardziej eksponuje obecne na wcześniejszych albumach dźwięki skrzypiec (tu przoduje przecudna ballada "Hell Freezes Over III"), a także znów odwołuje się do instrumentów celtyckich (dudy w drugiej części "Hell Freezes Over"). Oczywiście, nadworne instrumenty art rockowej estetyki też mają tu swoje wielkie chwile: w "Mary Celeste" rządzą dźwięki pianina i syntezatorów, a miejscami w tle pobrzmiewają akordeon i fujarki, w "Golem" mocne gitary, przypieczętowane solidną solówką.

Tak więc, drodzy Czytelnicy, sprawa jest prosta - "March of Ghosts" to kolejna porcja WIELKIEJ muzyki od Gazpacho, tym razem zamknięta w nieco lżejszych, skondensowanych formach, ale wciąż ciesząca niesłychanym pięknem i sugestywnym klimatem. Szykujcie pieniążki na ten krążek już teraz!

Jurek Gibadło