Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Painthings

Painthings - Deathcamp Project

Painthings

Wykonawca:

Deathcamp Project

Gatunek:

Gothic rock

7 /10

Odwilż Wam nie w smak? Preferujecie arktyczne mrozy jak te sprzed kilku tygodni? Ładnie proszę - dajcie sobie spokój, będzie lepiej jak posłuchacie Deathcamp Project. Mróz gwarantowany!

Drugi album duetu, "Painthings", to bowiem solidna porcja dźwięków mających korzenie w latach 80., gdzie zimna fala i syntetyczny gotyk zalewały cały muzyczny świat. Panowie Void i Betrayal rozłożyli syntezatory, nastawili automat perkusyjny, chwycili za gitarę i poczęli tworzyć.

I stworzyli, jako się rzekło, 10 wiejących chłodem numerów w klimacie łączącym rozedrganie Joy Division, podejście do melodii Fields Of The Nephilim czy Depeche Mode (to w wersji ejtisowej), oraz wokale rodem z Sisters Of Mercy. Ale tenże miks nie drażni powtarzalnością, po przesłuchaniu "Painthings" mam raczej ochotę z radością przytaknąć muzycznym pomysłom Deathcamp Project.

Fragmenty warte polecenia? Na pewno otwieracz "Predestination" okraszony ambientową introdukcją, a potem rozwijający się w przyjemną darkwave’ową jazdę z mechanicznym podkładem i gitarowymi pejzażami. Do tego dochodzi charakterystyczny, podwojony wokal Voida, który stanowi wyznacznik całej płyty. Z podobnie poschizowane, romansujące z dark ambientem rejony zabiera nas instrumentalny "Scars Remain". Bliżej klasycznego rocka gotyckiego lokuje się rozpędzony "Through The Fire" z wyrazistą partią basu i ostrymi, chwytliwymi gitarami w refrenach.

Do pełni szczęścia tej płycie brakuje jednego strzału, takiej piosenki co to wiecie - powoduje opad szczęki od pierwszego przesłuchania. Może nie przeboju, ale kawałka, który totalnie zaabsorbuje słuchacza, każe się zapętlić w odtwarzaczu i puszczać w kółko.

Tym niemniej "Painthings" to ponad 40 minut przemyślanego grania, w którym zarówno gitara, jak i elektroniczne podkłady znajdują dla siebie należne miejsce. A i mróz dokucza jeno naszym trzewiom, zostawiając twarz, stopy i ręce w spokoju.

Jurek Gibadło