Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / All Is One

All Is One - Drawers

All Is One

Wykonawca:

Drawers

7 /10

Rosyjski label Slow Burn Records do tej pory eksplorował tereny zza naszej wschodniej granicy, głównie w poszukiwaniu zespołów poruszających się w obrębie doom metalu, sludge czy stonera.

Sytuacja zmieniła się nieco, jeśli idzie o kwestię geograficzną, wraz z wydaniem płyty belgijskiego Grown Below, a teraz francuskiego Drawers.

"All Is One" to dwanaście numerów, wypełnionych sludge/stonerem. Takie granie ostatnio jest w modzie, chociaż trudno zarzucić Francuzom wpisywanie się w trendy. Chłopaki wyraźne czują te klimaty, jakby całe życie żałowali, że nie urodzili się gdzieś w Alabamie, Luizjanie czy Georgii. I nawet, jeśli nie zdobywają punktów za oryginalność, numery są na tyle dobre, że można im to wybaczyć. Drawers pełnymi garściami czerpią od bardziej znanych kolegów po fachu, od Mastodon, przez Crowbar i Down, na Baroness kończąc. Każdy znający muzykę tych zespołów będzie w pełni usatysfakcjonowany zawartością "All Is One".

Brzmienie albumu jest doskonałe. Głęboki, brudny, zapiaszczony sound gitar sprawdza się idealnie w, przeważnie, energetycznych kompozycjach. Wiele partii jednoznacznie przywodzi na myśl twórczość Mastodon z okresu "Leviathan" (wystarczy posłuchać otwierającego materiał "Caput Mortuum Ocean"). "All Is One" jest zresztą koncept albumem o żeglarzu, który wyrusza w podróż w poszukiwaniu swego nemezis, co też w jakimś stopniu może kojarzyć się z kwartetem z Atlanty.

Płyta w przeważającej części jest zbudowana na ciężkich, mocnych riffach, zagranych z fajnym groovem. Te przetykane są lżejszymi partiami w duchu Down. Luzackie stonerowe riffy stanowią zgrabne uzupełnienie. Muzycy umiejętnie balansują między ciężkimi i lżejszymi partiami. Podobnie opracowane zostały wokale. Nicolas Bastide drze się nieco w stylu chłopaków z Mastodon, czy Kirka Windsteina w mocniejszych fragmentach. Kiedy trzeba, potrafi jednak zaśpiewać tak, że zaczynam się zastanawiać, czy zespół nie zapomniał wspomnieć o Philu Anselmo na featuringu. Nie mam jednak powodów, by nie wierzyć Francuzom, że autorem wszystkich wokali jest Bastide.

To bardzo przyjemna płyta, zwłaszcza dla kogoś, kto lubi takie granie. Nie ma sensu nikogo zwodzić, że klasą czy talentem Francuzi dorównują swym amerykańskim kolegom. Mimo to udało im się nagrać dobrze brzmiący, zawierający całkiem zajmujące kawałki krążek. Czuć czasem braki aranżacyjne; tu i ówdzie pojawiają się naprawdę znakomite riffy, które gdzieś uciekają uwadze i za chwilę się o nich nie pamięta, ale partie te mają niemały potencjał. I, to już moje osobiste odczucie, byłoby dobrze, gdyby panowie zdecydowali się, czy chcą grać bardziej jak Down, czy bardziej jak Mastodon. Zdecydowanie pomogłoby to w budowaniu klimatu. Cóż, może następnym razem, w końcu to dopiero debiut Drawers. Tak czy inaczej,  fani wymienionych tuzów zza Oceanu mogą brać w ciemno "All Is One".

Sebastian Urbańczyk