Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Pages of Paperwork

Pages of Paperwork - Levee Town

Pages of Paperwork

Wykonawca:

Levee Town

Gatunek:

Blues

7 /10

Levee Town  to kwartet pochodzący z Kansas City. Pomimo tego, że istnieją już ponad dziesięć lat są zupełnie nieznani w Polsce, a i na świecie pewnie też niespecjalnie.

W swoim dorobku mają cztery płyty. Wśród dokonań zespołu wypada wymienić udział w International Blues Challenge, gdzie w 2007 r. doszli do finału, a trzy lata później do półfinału.

Ich najnowszy krążek zatytułowany "Pages of Paperwork" wypełnia czternaście kompozycji, co warte podkreślenia, wszystkie autorstwa członków kapeli. Większości materiału napisali gitarzysta Brandon Hudspeth i basista Jacque Garoutte. Jeden utwór popełnił harmonijkarz Jimmie Meade.

Stylistycznie Levee Town porusza się po różnych odmianach elektrycznego bluesa. Mamy więc i chicagowskie brzmienie ("Paperwork", "I’m Gona Leave") i blues rocka ("Lowdown") i jump ("Angel Of My Shoulder") i boogie ("Show Them Whatcha Got") i rock’and’roll ("Don’t Wanna Wait" z wokalami jak w "Rock'N'Roll Is King" ELO) i rockabilly ("Song She Sang"). Niby spore urozmaicenie, ale jakoś poszczególne kompozycje nie zachwycają. Nie jestem w stanie wskazać tej najlepszej, która mi się najbardziej spodobała, ale też nie znajduję utworów zupełnie nieudanych. Po prostu równy, ale średni poziom.

Chyba najsłabszą strona materiału są wokale. Niby udziela się aż trzech członków zespołu, ale wygląda na to, że każdy z nich śpiewa w utworze przez siebie skomponowanym, bo nie kawałki nie zawierają chórków ani jakichś wokalnych harmonii. Nie da się ukryć, że nie są oni też wielkimi mistrzami w tej sztuce. Za to instrumentalnie jest lepiej niż dobrze. Pod tym względem wypada pochwalić zwłaszcza gitarzystę Brandona Hudspetha. Całkiem sprawnie stosuje różne techniki (w tym slide), a brzmienie instrumentu umiejętnie dostosowuje do stylistyki danego utworu. Bardzo miło słucha się jego solówek. Duża klasa.

W sumie to nawet udana płyta. Paradoks polega na tym, że prawdę mówiąc niczym specjalnie nie zachwyca (no może za wyjątkiem partii gitary), ale i nie odrzuca. Zabrakło jakiegoś magicznego czynnika X, który tchnąłby w najnowszą produkcję Levee Town trochę więcej życia i oryginalności.    

Robert Trusiak