Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Truth Is…

The Truth Is… - Theory of a Deadman

The Truth Is…

Wykonawca:

Theory of a Deadman

Gatunek:

Hard rock

5 /10

Twór Nickelbacko-pochodny, jak na to patrzeć? Dobrze wiemy, że to z jednej strony muza szyta na miarę słuchacza bardzo przeciętnego, mająca na celu ściągnąć z niego jak najwięcej pieniędzy. Z drugiej - ciężko odmówić jej przebojowości i "wpadalności" w ucho.

Dokładnie tak jest z Theory of a Deadman - programowe pozy, mydlące oczy "Parental Advisory" na okładce, w aranżach roi się od "smaczków" w stylu smyków czy instrumentów dętych (vide słabiutkie "Hurricane"). Co to ma wspólnego z porządnym southernowym graniem? Ale jednak większość numerów żre, mimowolnie mruczę je sobie pod nosem (co nie jest szczególnie łatwe, gdy chłepcze się poranną kawę).

"The Truth Is…" to czwarty album czwórki Kanadyjczyków. Czwarty, który pokrył się w tym kraju platyną. Czwarty, który zdobędzie taką samą liczbę fanów, jak i wrogów. Jak pewnie wyczuliście z powyższej części tekstu - ja stoję pośrodku. No bo jak tu odmówić uroku napędzanym stonerowym drivem otwieraczom "Lowlife" i "Bitch Come Back"? Nawet jeśli wokalista Tyler Connolly rozminął się w swoim głosie z rock’n’rollem (no dobra, próbuje chłop nadrabiać chrypką). Albo takie "Love is Hell" to sprawnie poprowadzona południowa ballada z delikatną zwrotką i nieco mocniejszym refrenem. A to wszystko okraszone dobrym, selektywnym brzmieniem, które na szczęście nie chowa gitar pod płaszczem radiowości.

Niestety, na "The Truth Is…" znajdziemy równie dużo kwestii do hejtowania. Dosłownie zatelepało mi flakami, gdy usłyszałem "Out of My Head" - na wszelkie "hajajajajaj" reaguję alergicznie; na "four chords", czyli najbardziej oklepaną sekwencję czterech akordów w historii muzyki rozrywkowej tym bardziej nie mogę patrzeć. Wspomniane wyżej smyki w "Hurricane" też pasują do tej płyty jak pięść do nosa. Wreszcie drażni mnie poza agresywnych rockerów (te wszystkie "faki" i "bicze" wywołują na mej gębie uśmiech politowania).

Tak więc powtórzę - najnowsze dziecko Theory of a Deadman to materiał wyraźnie krojony pod publiczkę, ale z drugiej na tyle chwytliwy, że nie ma sensu go jednoznacznie przekreślać i skazywać na banicję. Co kto lubi, skosztować można.

Jurek Gibadło