Kup Magazyn Gitarzysta

Enslaved - Soulfly

Enslaved

Wykonawca:

Soulfly

8 /10

Dziennikarze zarzekają się, że to najlepszy i najbrutalniejszy album Soulfly. I wiecie co? Mają zdecydowaną rację. Max z każdym nabytym kilogramem tłuszczu doprowadza swój macierzysty zespół do punktu, z którego jedynym wyjściem jest atak.

Frontalny najazd na nasze małżowiny uszne, i kompletne fuck off dla wszystkich aktualnych trendów. Co prawda, niektóre riffy są niebezpiecznie proste, a Mark Rizzio nie popisuje się jak do tej pory. Dodatkowo niektóre melodie mogą wydawać się zaskakujące (końcówka "American Steel"), ale o co tutaj naprawdę chodzi, to fakt, że Soulfly w głównej mierze cofa się do chwalebnych czasów "Arise" Sepultury.

To posunięcie zasługuje na aplauz na koncertach i aprobatę wszystkich fanów dobrego łojenia. Wiadomo, Soulfly to mikstura thrash/death i groove metalowych elementów, ale gdyby tak death metalu w stylu Morbid Angel było więcej (patrz: "World Scum" z udziałem frontmana Cattle Decapitation) nowy album Maxa Cavalery i spółki wynosiłbym pod niebiosa. Tak czy owak, nawet jeśli grupa powraca do typowego dla siebie bujania (m.in. "Revengeance" - tribute song dla zmarłego pasierba lidera Soulfly, z udziałem trójki synów Maxa), czy zwalnia tempo, by przywalić mocnym breakdownem ("Intervention") jest cios, którego w tym roku się nie spodziewałem. Nie, jeśli chodzi o metal.

Fani blastów znajdą tutaj dla siebie kilka solidnych partii, wszak przecież David Kinkade miał co najmniej kilka okazji by je wyćwiczyć (m.in. w Borknagar, Arsis). Ci zaś, którzy cenią sobie egzotyczne oblicze Soulfly, z pewnością ucieszą się zarówno z hiszpańskiego tekstu w "Plata O Plomo", deathcore’owego breakdownu z wokalami nowego basisty Tony’ego Camposa, jak i partii flamenco, będących niezwykle odświeżającym motywem.

Zastanawiam się, czy Andreas Kisser słucha albumów Soulfly i czy nie jest mu wstyd za to, że gra muzykę niemal całkowicie pozbawioną ikry w porównaniu z tym, co robi Max.

Grzegorz "Chain" Pindor