Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Świat, w którym przyszło ci żyć

Świat, w którym przyszło ci żyć - Ghetto

Świat, w którym przyszło ci żyć

Wykonawca:

Ghetto

Gatunek:

Hard rock

7 /10

Świat, w którym przyszło nam żyć jest z jednej strony przekleństwem dla muzyków - stacje tematyczne zamiast ich teledysków pokazują durne seriale dla "młodzieży", a wytwórnie płytowe wolą promować tylko pewne marki.

Z drugiej - za stosunkowo niewielkie pieniądze i to w dodatku samemu można wyprodukować naprawdę dobrze brzmiącą płytę.

I właśnie świetne brzmienie to jest to, co rzuca się na uszy przy pierwszym spotkaniu z płytą "Świat, w którym przyszło ci żyć" - pełnowymiarowego debiutu trio Ghetto. Dźwięk wylewający się ze słuchawek (preferuję takie słuchanie muzyki) to kawał dobrego, soczystego soundu, nieco chropowatego a la grunge, ale jednocześnie z podaną ze smakiem melodią - tu znów kłania się blues jako inspiracja.

Bo ta trójka facetów z Kutna, jak na solidne hard rockowe power trio przystało, czerpie z całej palety gitarowej historii. Powstały w 2006 r. band równie rozkosznie tuli się do hendrixowego stylu podawania riffów, co do energii płynącej z muzyki takich tuzów wynalazku pierwszej połowy lat 90. jak Soundgarden czy Pearl Jam. Już otwieracz w postaci "Okiem kamer" znakomicie wpasowuje się w tą definicję: progresja akordów głównego motywu oddaje hołd Jimiemu, pęd kawałka od razu przywodzi skojarzenia z ekipą Chrisa Cornella, a znów solówka brzmi, jakby maczał w niej palce niejaki Mike McCready.

Oprócz openera warto zwrócić uwagę na "Zapomnianego", ze względu na bardzo fajną pracę sekcji, szczególnie basu, oraz smakowitą solówkę. Mnie osobiście podobają się też przestrzenne, ciepłe "Słowa i chwile" z relatywnie gładkimi gitarami i gęstą pracą Półkotów. Nieźle w tę konwencję wpisuje się też breakoutowe "Oni zaraz przyjdą tu" - punkowa jazda z jednej strony może i odziera ten numer z bluesowego drive’u, ale z drugiej daje mu energetycznego kopa.

"Świat, w którym przyszło ci żyć"
cierpi trochę na brak killera, który wyróżniłby się spośród 12 kawałków upakowanych na płycie. Ale tak naprawdę wszystkie kompozycje trzymają wysoki poziom, cieszą dobrym riffem i emanują starą, dobrą gitarową energią.

Jurek Gibadło