Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Bag Of Bones

Bag Of Bones - Europe

Bag Of Bones

Wykonawca:

Europe

Gatunek:

Hard rock

9 /10

Pewnie dla wielu miłośników rocka zespół Europe już po wsze czasy będzie kojarzony z "Final Countdown". To zresztą całkiem udany utwór, ale swego czasu prezentowany był w mediach z częstotliwością doprowadzającą do zanudzenia lub porzygania.

Wielu też zapamiętało ich ówczesny wizerunek, czyli miłych, z lekka gogusiowatych chłopaczków z wyondulowanymi, bujnymi fryzurami. Ale upłynęło trochę czasu, "chłopaczki" wydoroślały i od reaktywacji w 2003 wydają całkiem udane płyty. Najnowsza, czyli  "Bag Of Bones" wydaje się być najlepszą jaką dotychczas nagrali (oczywiście moim subiektywnym zdaniem).

Wśród jedenastu pozycji jakie zamieszczono na płycie nie ma słabych utworów. Dokładnie wszystkie kompozycje są po prostu świetne, pięknie zagrane i zaśpiewane, doskonale zaaranżowane z wyczuwalnym ukłonem w stronę rockowej tradycji (zwłaszcza Led Zeppelin i Deep Purple). Fantastycznie się tego słucha i to bez odrobiny znudzenia. Podoba mi się też to, że nie są to utwory monotonne i jednostajne. Często bywa, że jak zespół wskoczy w jakieś określone tempo to goni z tym do końca kawałka. Europe stosuje miłe dla słuchacza zwolnienia i przyśpieszenia, a i rozpiętość dynamiczna poszczególnych części utworu też bywa przyjemnie zmienna tak jak np. w "Bag Of Bones", "Firebox" czy "Demon Head".  Co równie ważne, repertuar jest stylistycznie niezwykle urozmaicony. Oczywiście dominują mocne brzmienia np. "Riches To Rags", ozdobiony "sabbathowymi" riffami "Mercy You Mercy Me" czy "purplowy" w charakterze "Demon Head", ale na drugim biegunie mamy choćby akustyczną, mocno "zeppelinową" balladę "Drink And A Smile".

Świetnie wypada przyjemnie bluesujący a może i czasem zahaczający o southern rock "Doghouse". Najpoważniejszy na albumie to zaledwie dwudziestoośmio sekundowy "Requiem". Pogrzebowe tempo i posępne smyczki doskonale pasują do tytułu, a utwór jawi się jako wstęp do następującego po nim "My Woman My Friend". Intrygujący fortepianowy motyw, dostojne tempo, pięknie słyszalny Hammond i "bonamassowe" riffy gitarowe. A propos Wielkiego Joe, zagrał on gościnnie krótką solówkę w utworze tytułowym. W "Firebox", z orientalnego zamieszania tworzonego przez bębenki i sitarowe brzmienia, pięknie wyłania się gitarowa solówka. Oj jak lubię takie smakowite pomysły. Krążek zamyka ballada "Bring It All Home" może trochę w stylu Bon Jovi i motywem gitarowym jak z "People Get Ready", ale wstydu nie ma.

Od strony wykonawczej jest bardzo dobrze, bez szaleńczych popisów, z umiarem i na prawdę z dużą klasą. Tradycyjny skład instrumentalny jak ze złotej ery hard rocka z pięknym Hammondem w tle, czasem ledwie słyszalnym ale niezastąpionym w budowaniu klimatu tamtych lat. Brzmienie zespołu po prostu wyborne! Soczyste, ciepłe, głębokie, bez "plastikowego" posmaku i tanich elektronicznych sztuczek. Podobno płyta nagrywana była na "setkę". Jeżeli tak rzeczywiście było to należą im się ode mnie wielkie słowa uznania za taki krok.

Duży udział w tym co i jak słychać na "Bag Of Bones" ma z pewnością producent Kevin Shirley. Wielce zasłużony dla świata rocka to jegomość. Współpracował z całą plejadą wykonawców m.in. Iron Maiden, Dream Theater a ostatnio Black Country Communion i Joe Bonamassa. Na albumie Europe zastosował te wszystkie patenty, za które go lubię. Jest poważnie, monumentalnie, gęsto od dźwięków, dużo niskich tonów, a wszystko to podlane leciutką aczkolwiek miłą dla ucha dawką patosu ("patosiku" chyba lepiej napisać).

Wszyscy ci miłośnicy rockowego grania, którzy produkcje zespołu Europe dotąd omijali szerokim łukiem mając w pamięci ich wizerunek i dokonania z lat osiemdziesiątych powinni natychmiast zweryfikować swoje zdanie. "Bag Of Bones" jest najlepszą ku temu okazją bo to trochę ponad czterdzieści minut wypełnionych po brzegi pięknym, soczystym, klasycznym hard rockiem z przyjemnie wyczuwalną bluesową nutką.

Robert Trusiak