Kup Magazyn Gitarzysta

SBB - SBB

SBB

Wykonawca:

SBB

9 /10

Tempo z jakim SBB wydaje swoje nowe płyty w XXI wieku jest doprawdy imponujące. Ta najnowsza jest już szóstym krążkiem w tym tysiącleciu. Co najważniejsze, ilość i jakość idą w parze, bo każdy z albumów jest ciekawą i godną zainteresowania propozycją.

W moim osobistym muzycznym świecie SBB zajmuje szczególne i wyjątkowe miejsce. Byli bowiem pierwszym zespołem, który otworzył przede mną zaczarowany świat muzyki progresywnej i po dzień dzisiejszy pozostają też tym najważniejszym. Na każde ich nowe wydawnictwo czekam z niecierpliwością, pilnie śledzę wiadomości płynące z ich obozu. Chyba do końca życia nie zapomnę oczarowania, jakie towarzyszyło mi podczas odsłuchu ich debiutanckiego krążka z 1974 roku. W swojej kolekcji mam wszystkie "katalogowe" płyty SBB wydane na polskim rynku łącznie z winylami (w tym i parę singli). Po co o tym wspominam? Być może po to, aby mieć swego rodzaju alibi, wytłumaczenie, czy usprawiedliwienie dla tego wszystkiego co napiszę poniżej. Bo nawet jeżeli będą to słowa niezbyt przychylne, to z całą pewnością szczere i płynące z serca wielkiego i oddanego fana zespołu, a nie jakiegoś dyżurnego malkontenta i poszukiwacza dziury w całym.

Zanim o muzyce, kilka słów o rzeczach mniej ważnych. Dawno album SBB nie był "ubrany" w tak dobrą okładkę. Niby nic wielkiego, ot czarno-białe zdjęcie pokazujące dwóch muzyków z profilu, ale jakże doskonale oddaje charakter i zawartość muzyczną krążka (o tym potem). Jeszcze lepsze są zdjęcia zamieszczone w książeczce. Każde z nich jest absolutnie wyjątkowe, a to przedstawiające Lakisa na tle cienia rzucanego przez okno - mistrzostwo świata. Mojej radości z obcowania z takimi pięknymi obrazami nie są w stanie zakłócić ani drobne, aczkolwiek bolesne literówki jakie można znaleźć w tekście (np. "Mahovishnu"), ani skutecznie utrudniający wyjmowanie sposób umieszczenia CD w obwolucie.

Jak wspominałem wyżej, na okładce twarze tylko dwóch muzyków bo materiał został nagrany w duecie: Józef Skrzek, Apostolis Anthimos. Tylko oni dwaj oraz ich bogate instrumentarium i niczym nieograniczona muzyczna wyobraźnia. Na tej płycie, jak na żadnej innej, wyjątkowo mocno zaznaczył swoją obecność Apostolis. Oczywiście gra na gitarze, ale również wszystkie partie perkusji są jego dziełem. Nie jest on bębniarzem klasy Wertico, Nemetha czy tym bardziej Piotrowskiego ale zagrał zupełnie dobrze. Chociaż jego styl opisać można jako "oszczędny" przy wielokrotnym odsłuchu "SBB" ani razu nie przyszła mi do głowy myśl "szkoda, za na bębnami nie siedzi ktoś inny". Apostolis jest też twórcą czterech utworów i współautorem sześciu innych. Kompozycje jego autorstwa są bardzo charakterystyczne i natychmiast rozpoznawalne. Są krótkie i zwarte, z ciekawymi liniami melodycznymi, mocno przesiąknięte jazz-rockiem i jakby żywcem wyjęte z jego solowych wydawnictw. Co ciekawe, również kompozycje Skrzeka utrzymane są w stylu charakterystycznym dla jego własnych płyt. Pomimo tego wcale nie odnoszę wrażenia jakby to był przypadkowy zlepek odległych od siebie pomysłów dwóch muzyków. Raczej jest to harmonijna współpraca wielkich indywidualności.

Wszystkie szesnaście utworów wypełniających "SBB" to kompozycje instrumentalne. Wokalizy Skrzeka pojawiające się tu i ówdzie wypada potraktować jako kolejny instrument. Tytuły kawałków w sposób chronologiczny opisują najważniejsze epizody z historii zespołu. Od początków czyli pierwszych prób w piwnicy w Michałkowicach ("Piwnica") poprzez współpracę z Czesławem Niemenem ("Niemen") a potem kolejne ważne dla formacji etapy działalności. Na koniec utwory traktujące o sprawach ogólniejszych ("Zufanie" czy też "Requiem"). Wszystko układa się w logiczną i sensowną całość. Dobrym uzupełnieniem, a dla nie znających historii SBB przewodnikiem, są słowa wydrukowane w książeczce.

Pierwsze przesłuchanie albumu przyniosło lekkie rozczarowanie faktem, że styl wielu kompozycji nie oddaje tego, o czym one opowiadają. Spodziewałem się, że "Piwnica" będzie free-rockowym szaleństwem z bluesową podbudową, czyli utrzymanym w stylu, który grupa prezentowała na początku swojej kariery. Podobnie "Urodziny w Roskilde", traktujące o wielkim wydarzeniu w historii zespołu, jakim był koncert dla pół miliona słuchaczy z Bobem Marleyem na jednej scenie, a przy okazji hucznie obchodzone 30-te urodziny Skrzeka, wcale nie oddają tej radości i wyjątkowości, gdyż jest to akurat jedna z najpoważniejszych i najsmutniejszych kompozycji. Potem pomyślałem sobie, że byłoby to zbyt proste i oczywiste, gdyby w tak "łopatologiczny" sposób Skrzek i Anthimos skonstruowali nowy materiał. Sądzę jednak, że wielu słuchaczom towarzyszyć będą podobne do moich wątpliwości.    

Na "SBB" dominuje łagodny i kontemplacyjny nastrój pełen duchowości i wzniosłości. Moje ulubione utwory to "Niemen" z hammondowo brzmiącymi klawiszami, dynamiczny "74" z dużą dawką gitary i Mooga, "Ameryka" z bluesującym podkładem gitary basowej, rozmarzony "Nowy Wiek".

Nie wiem jak ten krążek zostanie odebrany przez słuchaczy, którzy znają tylko te najnowsze produkcje zespołu. Pewnie będzie on sporym zaskoczeniem, może nawet niezbyt miłym, ponieważ stylistycznie jest zdecydowanie odmienny od pozostałych. Dla miłośników SBB, takich jak ja, jest to piękny i ważny album logicznie wpisujący się w historię i dyskografię grupy. Nie wiem tylko dlaczego kapela właśnie teraz postanowiła nagrać taki, było nie było, podsumowujący materiał. Gruba kreska? Czyżby następna płyta miałaby być nowym otwarciem? A może to tylko lekko spóźnione uczczenie 40-tych urodzin SBB?.

Robert Trusiak