Kup Magazyn Gitarzysta

ElaeLa - Elżbieta Mielczarek

ElaeLa

Wykonawca:

Elżbieta Mielczarek

Gatunek:

Pop rock

6 /10

W latach ‘80 okrzyknięto ją pierwszą damą polskiego bluesa, a utwór "Poczekalnia PKP" swą niespotykaną popularnością wyszedł daleko poza bluesową publiczność.

U szczytu kariery zniknęła ze sceny muzycznej, wyjechała do Niemiec i zajęła się medycyną wschodu (jest dyplomowaną specjalistką medycyny chińskiej i ma swój gabinet w Berlinie). Bardzo sporadycznie pojawiała się na estradzie. Teraz, po prawie trzydziestu latach, zdecydowała się wydać swą pierwszą studyjną płytę. Album nie jest powrotem samej tylko Elżbiety Mielczarek. Na perkusji zagrał dawno niesłyszany w Polsce Andrzej Ryszka, były muzyk zespołu Krzak, który na stałe mieszka w Kanadzie. Spory wkład w to, że płyta w ogóle się ukazała, ma Leszek Winder. Dzielnie wspierał Mielczarek w sprawach organizacyjnych oraz zagrał na gitarze w kilku utworach.

Prawie trzydzieści lat upłynęło od wydania poprzedniej płyty Elżbiety Mielczarek, i pewnie jej fani (w tym i ja) spodziewali się, że najnowsza produkcja będzie zawierała muzykę utrzymaną w podobnym charakterze. Stety czy niestety, tak się nie stało. Już pierwszy utwór ("Mgła nad miastem") rozwiewa oczekiwania i pozbawia złudzeń. Oto bowiem przed nami Elżbieta Mielczarek, jakiej nie znaliśmy. Sama kompozycja nie jest zła, ale bluesa nie słychać zupełnie. Delikatny, kołyszący podkład instrumentalny, ze świetnie brzmiącym basem (Darek Ziółek) oraz niepowtarzalny głos Mielczarek to z pewnością jasne punkty tego numeru. "Kołysanka" to kompozycja Django Rejnhardta z bardzo dobrym tekstem Marka Kreutza. Na gitarach (akustycznej i elektrycznej) pięknie zagrał Mirek Rzepa.

W utworze "Przestrzeń będzie ze mną" możemy posłuchać wszystkich gitarzystów, których zaprosiła do współpracy Mielczarek, to jest Windera, Rzepę i Kapołkę, a mimo to nie da się powiedzieć, że jest on przesadnie gitarowy. Utwór utrzymany jest w klimacie piosenek J.J. Cale, podobnie jak kolejny, czyli "Spacer nad jeziorem". Ponownie wypada pochwalić Darka Ziółka za piękne solo na basie. Jeden z moich ulubionych utworów to "Mississippi". Mocno bluesowy, zagrany z towarzyszeniem gitary akustycznej (Grzegorz Kapołka), stanowi wyraźne i jedyne nawiązanie do stylu Mielczarek, znanego sprzed lat. Bardzo eksperymentalnie brzmi "Wyszedłeś". Tylko gitara, niekonwencjonalnie potraktowana perkusja oraz głos. Długi (prawie siedem i pół minuty), z psychodelicznym klimatem i bardzo kontrowersyjną linią wokalu (irytujące "podganianie" melodii, tak by zdążyć dośpiewać frazę np. "mojej twarzy ślad", "poprzez deszcz"). "Opowieść mam" to całkiem udana kompozycja Andrzeja Ryszki, lekko funkująca, z przyjemnym motywem przewodnim. "Żółty balonik" brzmi trochę jak dziecięca piosenka, taki raczej żarcik. Płytę zamyka melancholijna ballada "Zaśpiewać ci chcę".

Łącznie dziewięć, w większości autorskich, utworów, nieco ponad 44 minuty nowej muzyki Elżbiety Mielczarek. Nie jestem zachwycony tym, co usłyszałem, a najwięcej zastrzeżeń mam do wokalu, czyli tego, co mogłoby uchodzić za największy atut. Oczywiście, barwa pozostała ta sama, interesująca i bardzo charakterystyczna, ale najgorzej jest z interpretacją. Nieciekawie, czasem nudno i monotonnie, sporo zawodzenia, jakby niepewnie, wręcz po amatorsku. Mam wrażenie, że lata spędzone poza czynnym uprawianiem muzyki odcisnęły jednak swoje piętno.                 

Zespół towarzyszący wokalistce brzmi niezwykle naturalnie, tak jakby nagrań dokonano na "setkę". Znakomitych gitarzystów mamy tu aż trzech, ale instrument ten podany został niezwykle dyskretnie i nienachalnie. Dominują naturalne brzmienia, pozbawione wszystkich tych "cudownych" elektronicznych wynalazków. Ma to niewątpliwie swój urok.

Nie wiem, kto dziś nosi zaszczytny tytuł królowej polskiego bluesa (moim zdaniem, tron jest nieobsadzony), ale tą płytą Ela Mielczarek nie zdobędzie zbyt wielu punktów w tej kategorii. Powód jest prosty - to nie jest płyta bluesowa. Tylko jeden utwór ("Mississippi") utrzymany został w takim stylu; cała reszta to raczej rockowe czy nawet poprockowe piosenki. Chciałbym też przy okazji wyraźnie zaznaczyć, że dla mojej oceny fakt, iż materiał nie jest bluesowy, nie ma najmniejszego znaczenia.

Mam do Elżbiety Mielczarek wielki sentyment za jej dokonania w latach ’80, i pewnie z tego powodu na jej najnowsze propozycje patrzę mimo wszystko łaskawym okiem. Płyta jest bardzo średnia, głównie przez wokal. Ktoś pozbawiony sentymentów mógłby dokonać surowszej oceny.         

Robert Trusiak