Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Underwater Sunshine

Underwater Sunshine - Counting Crows

Underwater Sunshine

Wykonawca:

Counting Crows

Gatunek:

Pop rock

6 /10

Każdy porządny zespół ma swój cover band. Niektóre z nich są na tyle popularne, że przyciągają na swoje koncerty tłumy słuchaczy, dla których jest to często jedyna szansa usłyszenia na żywo ulubionej muzyki.

W naszym kraju świetnie przyjęły się występy cover bandów Pink Floyd i Genesis. Czy najnowsza płyta Counting Crows mogłaby powtórzyć ten sukces? Trudno powiedzieć…

Początek istnienia Counting Crows datuje się na rok 1991. Wtedy wokalista Adam Duritz (były filar The Himalayans) wraz z producentem i gitarzystą Davidem Brysonem stworzył w San Francisco zespół, początkowo istniejący jako akustyczny duet. Dwa lata później duet rozrósł się do kwartetu, który wydał debiutancki album. Nie minęło dużo czasu, a kawałki Counting Crows trafiły na listy przebojów i porwały słuchaczy na cały świecie. Zespoły z tak dużym stażem rzadko sięgają więc po covery. A tymczasem Counting Crows nagrali dość nietypową płytę coverową, bo każdy kawałek na niej zawarty pochodzi z dyskografii innego artysty.

"Underwater Sunshine" to 15 utworów upchane w godzinie muzyki na płycie. Wśród coverowanych wykonawców znaleźli się m.in. Travis, The Faces i Bob Dylan. W graniu przebojów Counting Crows odnajdują się bardzo dobrze, więc najnowsza płyta nie stanowiła dla nich większego wyzwania. Może dlatego też w efekcie większość utworów nie posiada za dużo wartości dodanej i trudno się dopatrywać w nich świeżego spojrzenia na znane szerokiemu gronu odbiorców wykonania. Poza rzetelnym odegraniem partii brakuje tu jakiejś większej fantazji, choć nie przeszkadza to w odbiorze albumu jako całości.

Utwory, takie jak "Untitled (Love Song)", “Meet On The Ledge", czy “Coming Around" z pewnością będą siłą napędową najnowszego albumu Counting Crows. Trzeba jednak pamiętać, że nie są to autorskie kompozycje, a covery, które w oryginale brzmią podobnie, a może nawet i lepiej. "Underwater Sunshine" mimo, że składa się z wielu przebojów, nie jest płytą przebojową, a słuchanie jej jest przyjemne, choć szybko nużące. Wobec czego wypadałoby ją polecić jedynie fanom zespołu.

Kuba Chmiel