Kup Magazyn Gitarzysta

RANDALL RM22

Rodzaj sprzętu:

wzmacniacz gitarowy,

marka:

RANDALL

Randall RM22 - wzmacniacz gitarowy
WYNIKI TESTU
Funkcjonalność
Brzmienie
Wykonanie
Jakość/Cena

Posłuchaj testowanego sprzętu

Mówi się, że Miles Davis miał dobrą rękę do gitarzystów - z jego zespołu wyszli tacy mistrzowie, jak John Scofield, Mike Stern czy John McLaughlin.

W świecie gitarowego sprzętu swego rodzaju "Davisem" był Leo Fender, który, podobnie jak legendarny trębacz, skupiał wokół siebie nieprzeciętnie utalentowanych fachowców. Jednym z nich był Don Randall, który nie tylko jest autorem tak znanych nazw jak Broadcaster i Stratocaster, ale też w słynnej kalifornijskiej firmie dotarł do stołka wiceprezesa.

Don odszedł z niej jednak w roku 1969, już po wykupieniu marki przez niesławny koncern CBS. W roku 1970 mister Randall założył własny biznes o zaskakującej nazwie Randall Amplifiers, w którym wreszcie może w 100% realizować swoje inżynierskie wizje. Tu właściwie zaczyna się rozdział w historii firmy, który wszyscy znamy łącznie z wejściem na scenę U.S. Music Corporation w połowie lat 90., która to obecnie opiekuje się marką Randall.

MTS


Randall MTS to seria wzmacniaczy modułowych obecna już na rynku od kilku lat. Koncepcja niezwykle ciekawa, bo stojąca w dyskretnej opozycji wobec panującego "tryndu", czyli digitalizacji i wciskania w możliwie najmniejsze obudowy możliwie jak największej liczby symulacji prawdziwych wzmacniaczy. Tu mamy raczej do czynienia z interpretacją klasyki - oto na warsztat wzięto najsłynniejsze konstrukcje i na ich podstawie zbudowano lampowe, wymienne preampy, które najzupełniej dowolnie i zgodnie z konstytucyjnym zapisem o wolności jednostki ładować można do "stacji bazowej" uzbrojonej w lampową końcówkę mocy. W ten sposób w rękach muzyka nie pozostaje graniczący z białym szumem tryliard cyfrowych modeli i presetów, ale kilka konkretnych i logicznie wybranych wedle jego gustu barw.

W serii MTS znajdziemy obecnie dziesięć modułów standardowych i po trzy modele sygnowane przez Kirka Hammetta i George’a Lyncha. W linii standard są to: Tweed (oparty na wzmacniaczu ‘59 Fender Bassman), Blackface (oparty na Fenderze Blackface Twin), Deluxe (oparty na Fenderze Blackface Deluxe), SL+ (oparty na Marshallu Super Lead w wersji "hot rod"), JTM (Marshall JTM45), Treadplate (hi-gain/ nu-metal), Ultra (hi-gain w stylu Randalla), Clean (ciepły kanał czysty z dużym headroomem), Top Boost (czysty w stylu Voxa), XTC (oparty na wzmacniaczu Bogner Ecstasy).

W serii sygnowanej przez Kirka Hammetta znajdziemy trzy preampy (KH1, KH2, KH3) odpowiadające barwom używanym przez gitarzystę: czysta, rytmiczna, solowa. Z kolei George Lynch sygnuje swoim nazwiskiem preampy Mr. Scary (klasyczne rockowe brzmienie Dokken), Grail (współczesny Rectifier) oraz Judge (wariacja na temat Plexi). To są oczywiście oficjalne moduły prezentowane na stronie firmowej Randalla - wiemy bowiem, że powstało ich znacznie więcej. W obiegu dostępne są także moduły takie jak 1086, Brown, Brahma, DLX, Plexi, Modern, Super V, Ultra Lead, Ultra XL, Dan Donegan i Recto. Tak więc do wyboru, do koloru - każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Każdy z takich dwulampowych modułów załadować możemy do stacji - tu firma Randall też zadbała o odpowiednią dowolność wyboru - head, combo lub po prostu rack. Heady występują w odmianach: RM100 (100 W mocy w wersji wykończenia modern lub vintage i z miejscem na trzy moduły), RM50 (50 W mocy z dwoma slotami na moduły), RM20 (15 W z miejscem na jeden moduł), RM1250 (potwór ze slotami na dwanaście modułów, 50 W mocy) i RM22 (18 W z dwoma miejscówkami). Combo to w zasadzie odpowiednik wersji head (pierwsze z nich ma dwa głośniki): RM100, RM50 i RM20. Mieliśmy już okazję testować wersję RM100M (head modern) - tym razem na warsztat weźmiemy model RM22.

RM22


Wzmacniacz modułowy RM22 to odpowiedź na życzenia wielu użytkowników RM100 (lub jakiegokolwiek innego pełnowymiarowego heada). Model RM22 jest po prostu znacząco mniejszy. Waga zamyka się w około 12 kilogramach. Obudowa ma 44,5 cm szerokości, 25,5 cm głębokości i 23,5 cm wysokości (razem z gumowymi nóżkami). Wzmacniacz daje 18 W mocy, wykorzystując dwie lampy EL84. Zaraz po wyjęciu z opakowania head straszy dziurą dokładnie pośrodku obudowy - to tam właśnie, jeden nad drugim, włożymy dwa wybrane moduły/modele preampów. Przez otwór dostrzec możemy specjalne sloty służące do ich łączenia ze wzmacniaczem oraz wiatraczek chłodzący wnętrze.

Na panelu przednim z lewej i prawej strony umieszczono pokrętła i przełączniki - zobaczmy, jakie manipulatory dostajemy fabrycznie. Z lewej strony zamontowano przełącznik kanałów CH. SEL., gniazdo INPUT oraz dwie sekcje dedykowane modułom, a w każdej z nich: switch CH. 1/2 BOOST, pokrętło BOOST GAIN i diodę sygnalizującą aktywację określonego modułu (kanału). Po prawej stronie znajdziemy parę potencjometrów CH. 1/2 BOOST LEVEL, gałki PRESENCE i POWER AMP DENSITY, a także przełączniki POWER i SILENT/LIVE. Ten ostatni, chociaż jego nazwa nie jest oczywista, pełni funkcję stand-by. Uzupełnieniem jest oczywiście panel z tyłu, na którym - idąc od lewej - odnajdziemy: gniazdo zasilania MAINS wraz z bezpiecznikiem, gniazdo footswitcha (z którego przełączać można kanały oraz aktywować booster na każdy z kanałów oddzielnie), wyjścia EXT SPEAKER OUT, LINE OUT oraz DIRECT RECORDING OUT (XLR z układem Mic Eliminator), sekcję testu i regulacji biasu, a także gniazda szeregowej pętli efektów SEND/RETURN.

Same moduły wykonane są w jednakowy sposób: dwie lampy 12AX7 i garść elementów na płytce drukowanej zakończonej złączem. Po włożeniu w odpowiedni slot można je przykręcić dwoma śrubkami. Każdy z nich ma panel przedni wyposażony w ten sam set potencjometrów: GAIN, BASS, MIDDLE, TREBLE, LEVEL oraz przełącznik BRIGHT ON/OFF.

Odpalamy


Na potrzeby testu wzmacniacz Randall RM22 otrzymaliśmy z paczką RV112GB, która w brzozowym froncie zamontowany ma dwunastocalowy głośnik Celestion Greenback. Zarówno wzmacniacz, jak i dołączona paczka są stosunkowo lekkie i nie powinny sprawić najmniejszych problemów w transporcie i przy przenoszeniu. Firma Music Info zaopatrzyła nas także w cztery moduły: Mr. Scary (z charakterystycznymi gałkami w kształcie czaszek), Plexi, Blackface i XTC.

Trzeba przyznać, że instalacja modułów w headzie została idealnie zaplanowana - trwa to dosłownie kilka sekund, a moduł trzyma się w slocie na tyle stabilnie, że do grania nie trzeba go nawet dokręcać. Umożliwia to błyskawiczną zmianę, na przykład na koncercie pomiędzy utworami wymagającymi skrajnie różnych barw. Świetnym rozwiązaniem jest także pokładowy booster, którym dopalić możemy zamontowane w RM22 moduły i osiągnąć poziom gainu wcześniej niedostępny dla danego modułu (np. Plexi). Jakby nie liczyć, daje nam to cztery brzmienia z jednego wzmacniacza.

Dodatkowym plusem jest regulacja BOOST LEVEL - można ustawić go tak, by przypalona boosterem barwa była parę decybeli wyżej od barwy podkładowej (np. do solówek) lub na tym samym poziomie (np. do mniej i bardziej przesterowanych riffów). Producent pomyślał także o footswitchu, który dostajemy w zestawie, a z którego wybrać można kanał (moduł), a także aktywować jego booster. Do pełni szczęścia oddano nam do dyspozycji regulację PRESENCE oraz POWER AMP DENSITY, które uzupełniają możliwości oferowane przez standardowe potencjometry każdego z modułów.

Druga z funkcji, obrazowo mówiąc, działa jak bliźniak gałki PRESENCE, ale w niskim paśmie - w miarę jej odkręcania dźwięk staje się grubszy i masywniejszy. Pod względem funkcjonalnym naprawdę niczego tu nie brakuje. Ilość opcji powinna wystarczyć każdemu normalnemu muzykowi - tym bardziej wymagającym (czytaj "mniej normalnym") firma Randall dedykuje wzmacniacz modułowy RM1250, w którym można upchnąć dwanaście różnych przedwzmacniaczy. Kilka słów należy się modułom dostarczonym do testu, a raczej brzmieniu, jakie da się uzyskać dzięki połączeniu ich z RM22. Jak wszyscy wiemy, brzmienie gitarzysty nie opiera się na jednym tylko elemencie (np. na gitarze). Końcowa barwa to suma wielu elementów, z których wzmacniacz jest tylko jednym, a i w samym wzmacniaczu także mamy kilka ogniw wpływających na końcowe brzmienie. Jednym z nich jest końcówka, która - jak mi się wydaje - jest zestrojona dość twardo. Gitarzyści znający dobrze Randalla wiedzą, co mam na myśli.

Innym elementem jest paczka - głośnik Celestion Greenback jest sam w sobie dość charakterystyczny, więc podłączenie Randalla RM22 daje odmienne rezultaty, trzeba o tym pamiętać. Ten sam head, z tymi samymi modułami i identycznym ustawieniem potencjometrów, zabrzmi zupełnie inaczej na paczce Randall RV112GB i na paczce RV412 uzbrojonej w dwa głośniki Celestion Vintage 30 i dwa Celestion G12T-75 (i to nie tylko za sprawą innej projekcji dźwięku w dużej czterogłośnikowej paczce, ale właśnie ze względu na inną charakterystykę przenoszenia głośników). Specjalnie piszę o tym wszystkim, aby podkreślić, że teraz dopiero dochodzimy do tematu brzmienia modułów.

Zacznijmy od Blackface, który pod względem charakteru odstaje od reszty. Jest to czysty kanał oparty na klasyce Fendera i w zasadzie w całym zakresie gainu, o ile podłączymy tam gitarę z singlami, brzmienie pozostaje czyste (w niskim jego zakresie dość sterylne, a bardziej elastyczne i żywe przy maksimum). Sytuację zmienia tu BOOST GAIN, dzięki któremu możemy ustawić barwy lekko brudne, ładnie odzywające się przy mocniejszym ataku. Przy grze na singlach trzeba poeksperymentować z gałką POWER AMP DENSITY - np. śmielej ją otworzyć, by dźwięk z singli zyskał średnicy, jednocześnie ścinając nieco pot BASS w module, aby uniknąć dudnienia niskiego pasma.

Przejdźmy teraz do Plexi, który nawiązuje do słynnej konstrukcji Marshalla. Jest to rasowa, oldskulowa barwa, dość mocno skupiona w środku, której gain możemy ustawiać od lekko brudnej po dość mocno nasycony overdrive. Sprawdzi się w większości rockowych sytuacji, a po rozkręceniu gainu na maksimum i/lub dopaleniu boosterem także w metalu.

W porównaniu do niej, na tym samym ustawieniu gałek, moduł Mr. Scary jest nieco mniej głośny, ma mniej podkreślony środek i ze dwa razy więcej gainu, a sam przester jest nieco bardziej gryzący. Nadal jest to jednak barwa klasyczna, można powiedzieć heavymetalowa, bardziej jak przester dopalony overdrive'em niż distortionem.

Natomiast jeśli chodzi o XTC, który jest wzorowany na kanale Red wzmacniacza Bogner Ecstasy, to ma on największy gain z tej trójki. Nie da się na nim praktycznie ustawić barw "prawie czystych", i to zarówno przy oszczędnym dozowaniu gałki GAIN, jak i przy skręcaniu VOLUME w gitarze. Barwa XTC jest bardzo lejąca się, nasycona, z długim sustainem, a przy tym dość krystaliczna w wyższym środku. Brzmienie zdecydowanie szlachetne i nieskażone efektem smażenia, jak to czasem bywa w hi-gainowych efektach distortion. W zasadzie trudno byłoby mi wybrać z tego ulubiony moduł - gdybym był posiadaczem Randalla RM22, czułbym nieodpartą potrzebę posiadania wszystkich trzech.

Podsumowanie


Randall RM22
to interesujące rozwiązanie zarówno do ćwiczenia w domu, jak i nagrywania w studio czy nawet grania niedużych koncertów. Biorąc pod uwagę liczbę dostępnych na rynku modułów, jestem pewien, że każdy może z tego wachlarza brzmień złożyć swój idealny wzmacniacz. Kanał czysty Voxa, a przesterowany z Soldano - dla Randalla nie stanowi to żadnego problemu.


INFORMACJE
moc: 18 W RMS (8/16 Ohm)
lampy końcówki: EL84
sloty na moduły: 2
potencjometry: 2x BOOST GAIN, 2xBOOST LEVEL, PRESENCE, POWER
AMP DENSITY, BIAS ADJUST
przełączniki: CH. SEL., CH.1 BOOST,
CH.2 BOOST, POWER, SILENT/LIVE
przyłącza: INPUT, MAINS, FOOTSWITCH, SEND/RETURN (loop), EXT.
SPEAKER OUT, DIRECT RECORDING OUT, LINE OUT
pętla efektów: szeregowa
footswitch: w zestawie
Liczba odsłon: 5242


Marka: RANDALL Dystrybutorzy: MUSIC INFO


Krzysztof Inglik