Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Sprzęt / Testy sprzętu / Ashdown Fallen Angel 40 DSP

ASHDOWN Fallen Angel 40 DSP

Rodzaj sprzętu:

wzmacniacz gitarowy,

marka:

ASHDOWN

Ashdown Fallen Angel 40 DSP - wzmacniacz gitarowy
WYNIKI TESTU
Funkcjonalność
Brzmienie
Wykonanie
Jakość/Cena
Wnioski: najwyższej klasy wzmacniacz gitarowy dla niepoznaki zapakowany w dość niepozorną obudowę. Dla wszystkich, którzy mają świetny instrument i szukają comba, którym można go nagłośnić bez utraty prestiżu i brzmienia.

Istniejąca od niecałych dziesięciu lat brytyjska firma Ashdown Engineering przez pewien czas znana była głównie z produkcji sprzętu dla basistów. Ale to już przeszłość. Obecnie w jej ofercie znajdują się także wzmacniacze gitarowe.

Założycielem i prezesem brytyjskiej firmy Ashdown jest Mark Gooday, projektant, przez długie lata związany z firmą Trace Elliot. Zmiany własnościowe w tej ostatniej sprawiły, że Mark postanowił odejść, zarażając ideą stworzenia nowej marki także kilku innych ludzi z Trace Elliota. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Ashdown już po kilku latach stał się synonimem znakomitego brzmienia basu oraz gitar elektroakustycznych, do których także produkowano wzmacniacze.

Kolejnym rynkiem, na którym chce się pokazać Ashdown, jest rynek wzmacniaczy gitarowych. Produkty Ashdowna dla gitarzystów podzielono na trzy kategorie cenowe. Najdroższa "flagowa" głowa gitarowa z serii Fallen Angel to FA180H 180W z końcówką mocy opartą na sześciu lampach EL34 i z czterema lampami 12AX7 w preampie. Do tego dochodzi kolumna FA 412C z czterema głośnikami Celestion Vintage 30. Na drugim biegunie znajdują się tanie comba z serii All Access, przeznaczone dla początkujących muzyków oraz używane jako wzmacniacze do ćwiczeń. Środek wypełniają inne wzmacniacze z serii Fallen Angel, dostępne zarówno w wersji combo jak i stack. Są to konstrukcje zaprojektowane w Wielkiej Brytanii, ale montowane w Chinach, dzięki czemu udało się osiągnąć przystępną dla wielu użytkowników cenę. Pod względem brzmienia wszystkie wzmacniacze Fallen Angel ukierunkowano na stylistykę nu-metal, co wynika m.in. z zastosowania wysokoczułych torów wzmocnienia (hi-gain). W rodzinie całkowicie lampowych wzmacniaczy Fallen Angel (są też wzmacniacze z lampowym przedwzmacniaczem) znajdziemy dwie głowy oraz dwa comba: 60 DSP i 40 DSP. Bohaterem tego artykułu jest to ostatnie.

 

KONSTRUKCJA

Combo zbudowano w oparciu o 12-calowy głośnik w klasycznej, otwartej z tyłu obudowie. Pomyślano wreszcie o umieszczeniu przycisku nożnego, dla którego znalazło się miejsce w specjalnej wnęce w tylnej części wzmacniacza. Aby przycisk nie wypadł w czasie transportu, producent zaopatrzył wnękę w dwa paski zapinane na rzepy. Warto zaznaczyć, że przycisk nożny znajduje się w standardowym wyposażeniu wzmacniacza.

Wzmacniacz Fallen Angel 40 DSP to dwukanałowe combo, ze wspólnym dla obu kanałów cyfrowym blokiem efektów. W torze Master zastosowano interesującą funkcję Volume 1/Volume 2, która pozwala na ustawienie dwóch różnych poziomów głośności dla każdego z kanałów. Jeśli np. gramy partie solowe z różną głośnością, wówczas nie ma potrzeby angażowania do tego dwóch kanałów - wystarczy, że w kanale drugim ustawimy dwa różne poziomy gałek VOLUME 1 i VOLUME 2, a następnie będziemy je przełączać podczas gry przyciskiem nożnym. Oczywiście te same poziomy odnoszą się również do kanału pierwszego, co musimy wziąć pod uwagę podczas regulacji tych potencjometrów. Użytkownik ma jeszcze jedną możliwość szybkiej zmiany brzmienia dzięki funkcji Channel 1/2 Boost, uruchamianej tylko z poziomu przycisku nożnego (nie można jej włączyć na panelu wzmacniacza). Efektem działania tej funkcji jest zwiększenie wzmocnienia sygnału o kilka decybeli w aktualnie wybranym kanale.

Oba kanały wyposażone są w standardową, ale jakże kreatywną, trójpasmową barwę dźwięku. Po raz pierwszy zastosowany w historycznych już wzmacniaczach Fendera układ ten pojawiał się następnie w wielu różnych wzmacniaczach i wielu różnych odmianach. Moje doświadczenia z tego typu regulacją barwy dźwięku doprowadziły mnie do wniosku, że najlepiej sprawdza się ona we wzmacniaczach o całkowicie lampowym torze sygnałowym, i że dobór elementów, choć jest ich tam niewiele, ma kluczowe znaczenie dla uzyskanego efektu brzmieniowego.

Tylny panel wzmacniacza zawiera trzy złącza do podłączenia przycisków nożnych: pierwsze służy do aktywacji podbicia wzmocnienia w obu kanałach, drugie do włączania i wyłączania efektu (oprócz pogłosu), a trzecie jest gniazdem wielofunkcyjnym, służącym do podłączenia dostępnego w zestawie 4-przyciskowego footswitcha. Zmieniamy w nim kanały, aktywujemy funkcję Boost dla kanału drugiego, przełączamy między poziomem głośności Volume 1 a Volume 2 oraz włączamy i wyłączamy efekty (bez pogłosu, który pozostaje stale aktywny).

Dwa kolejne gniazda to wejście i wyjście szeregowej pętli efektów (poziom sygnału wracającego możemy ustawić potencjometrem RETURN LEVEL). Nie zapomniano też o wyjściu linowym, które dodatkowo wyposażono w obwód symulujący pracę głośnika. Dzięki temu możemy nagrywać wzmacniacz bez konieczności użycia mikrofonu. Szkoda tylko, że wyjście nie jest symetryczne i nie wyposażono go w przydatną funkcję odcięcia masy (np. w przypadku wystąpienia przydźwięku).

Combo posiada 16-omowy głośnik, ale wzmacniacz może współpracować także z zewnętrznymi głośnikami o impedancji wypadkowej 4 lub 8 omów. Do tego celu wyposażono go w dwa gniazda przyłączeniowe jack. Na tylnym panelu wzmacniacza znajdziemy włącznik wentylatora, z pomocą którego możemy dość szybko wystudzić nagrzane lampy. Możemy to zrobić np. po zakończeniu koncertu, przed przeniesieniem wzmacniacza w chłodne miejsce, gdy lampom grozi zbyt szybka zmiana temperatury, mogąca powodować naprężenia w ich strukturze. Z wentylatora można także korzystać, gdy gramy letni koncert na powietrzu przy pełnym słońcu i wzmacniaczowi grozi przegrzanie.

Przy okazji kilka uwag, które nasunęły mi się w czasie testów. Wykonane czerwoną farbą na czarnym tle opisy gałek i gniazd są słabo czytelne, zwłaszcza w nienajlepszych warunkach oświetleniowych. Gniazdo, do którego podłączono wewnętrzny głośnik comba opisane jest jako EXTERNAL SPEAKER, a opis gniazd pętli szeregowej SERIAL EFFECTS LOOP jest wyraźnie przesunięty w prawo, tak jakby dotyczył także wyjścia liniowego.

CHANNEL 1


Pierwszy kanał wzmacniacza to kanał czysty, w którym delikatny overdrive możemy uzyskać dopiero pod koniec zakresu regulacji czułości. Kanał ten oferuje wyjątkowo precyzyjne, klarowne i nasycone szczegółami brzmienie. Znakomity czas reakcji na sygnał i delikatna kompresja pozwalają pięknie wyeksponować wszystkie niuanse artykulacji. Znakomicie prezentuje się także faza wybrzmiewania. Dzięki specyficznej charakterystyce dynamicznej tego kanału nawet słabsze instrumenty potrafią zabrzmieć soczyście i z klasą. Ustawienie większej głośności na sumie natychmiast budzi do życia cztery pracujące w stopniu mocy lampy EL84. Uzyskujemy wówczas ciepły, choć nieco zadziorny w swoim charakterze przester, na którym z przyjemnością zagramy zarówno akordy, jak i solówki. Mimo swoich "zaledwie" 40 watów i użycia jednego 12-calowego głośnika wzmacniacz oferuje taką dynamikę, jakiej nie powstydziłby się niejeden większy wzmacniacz.

Korekcja kanału czystego działa dość głęboko w odniesieniu do częstotliwości średnich i wysokich, a nieco płyciej wobec niskich tonów. To dość charakterystyczna cecha tego typu regulacji stosowanej w kanałach oferujących czystą barwę. Dzięki temu nie ma kłopotów z dudniącymi dźwiękami przy graniu akordów czy solówek, których dźwięki schodzą na najniższe struny.

CHANNEL 2

Kanał numer dwa oferuje ten rodzaj przesterowania, którego próżno szukać w zdecydowanej większości wzmacniaczy z tzw. średniej półki, a który objawia się zazwyczaj w najdroższych produktach. Przy maksymalnym wysterowaniu odnosimy wrażenie, że przester jest jakiś niemrawy, nie do końca pełny, że jakby czegoś mu brakuje. Ale to tylko wrażenie. Kilka akordów, kilka zagranych riffów i już wiemy, że to właśnie ten overdrive, jakiego szukaliśmy: mocny, nasycony, soczysty, pełen energii i przyjemnie brzmiących alikwotów. A przy tym wzmacniacz nie wyje w notorycznych sprzężeniach, dźwięki się nie wzbudzają, a każdy akord brzmi z jednakową głośnością i wspaniałym atakiem. Po kontakcie z takim wzmacniaczem jak Fallen Angel 40 DSP zaczynamy rozumieć, że prawdziwy hi-gain nie oznacza wykręconego do granic możliwości wzmocnienia, ale takie przesterowanie sygnału, by zachował on plastyczność i dynamikę naturalnego brzmienia gitary, okraszając je smacznie brzmiącymi harmonicznymi. A zatem nie siłą, a sposobem...

Nawet jeśli ustawimy GAIN na maksimum, na maksimum ustawimy też głośność kanału (wszak mamy do czynienia z konstrukcją Master Volume, więc możemy w ten sposób postąpić bez narażania na szwank naszego słuchu), to wciąż mamy pełną kontrolę nad dźwiękiem. Doskonale słychać artykulację, a każda zmiana przystawki w gitarze niesie z sobą wyraźną zmianę brzmienia. Kanał numer dwa ma jeszcze jedną korzystną cechę, która występuje też w kanale pierwszym, ale w nieco mniejszym wymiarze. Fallen Angel po prostu pomaga w grze. Każdy, kto przesiadł się z kiepskiego wzmacniacza czy z kiepskiej gitary na nieco lepszy sprzęt, zapewne wie o czym mówię. Mimo swej nazwy (Upadły Anioł), ten wzmacniacz uskrzydla, zachęca do tego, by na nim grać i wykorzystywać jego możliwości brzmieniowe.

Korekcja w kanale przesterowanym działa podobnie jak w kanale czystym. Tu też głębokość regulacji niskich tonów nie jest przesadna, ale odkręcenie gałki na maksimum i zagranie kilku riffów natychmiast wywoła falowanie nogawek w spodniach.

EFEKTY

Z początku nie byłem przekonany do cyfrowego procesora efektów (i do tego bez żadnej regulacji oprócz wyboru presetów) na pokładzie takiego rasowego lampiaka jakim jest Fallen Angel, ale po pewnym czasie stwierdziłem, że to wcale nie jest zły pomysł. Dostępne w procesorze efekty modulacyjne są w stanie ubarwić brzmienia na kanale czystym, a flanger o długim czasie przemiatania nieźle sprawdził się także w przypadku brzmień przesterowanych. Nie od rzeczy będzie też wykorzystanie efektu delay, który - pozbawiony regulacji czasu powtórek - występuje w ośmiu odmianach. Zawsze więc będzie można znaleźć jakieś tempo choć trochę zbliżone do tego jakiego aktualnie potrzebujemy.

Oprócz efektów modulacyjnych i delaya procesor posiada oddzielny moduł pogłosu, działający niezależnie od pozostałych efektów i posiadający własną gałkę głośności. Pogłosu nie można wyłączyć przyciskiem nożnym oraz z poziomu płyty czołowej - można go jedynie wyciszyć do zera. Zarówno pogłos jak i pozostałe efekty są wspólne dla obu kanałów i ich przełączanie nic nie zmienia w brzmieniu efektów. Jakość pogłosu, choć nie budzi mojego entuzjazmu, jest wystarczająca do zastosowań scenicznych. Podczas pracy w studiu z pewnością znajdą się lepsze narzędzia do uzyskania tego efektu.

PODSUMOWANIE

Chyba nie tylko ja mam słabość do wzmacniaczy, w których w stopniu mocy pracują lampy EL84. Swoista słodycz brzmieniowa przez nie oferowana może być słyszalna jednak tylko wtedy, gdy konstruktorzy porządnie przyłożą się do pracy. W przypadku Fallen Angel 40 DSP praca została wykonana na szóstkę. To znakomity wzmacniacz na małe sale, do studia, a nawet na duże koncerty, pod warunkiem, że znajdzie się akustyk, który będzie umiał to combo dobrze nagłośnić. Oba kanały sprawdzają się bardzo dobrze, rozwiązanie z dwoma przełączanymi regulacjami Master Volume świetnie sprawdza się w praktyce, a sekcja DSP w wielu sytuacjach pomaga zrezygnować z dodatkowych efektów.

To co mi najbardziej przeszkadzało, to kompletnie nieczytelne napisy na płycie czołowej. Na sali prób, na scenie czy w studiu, gdzie zazwyczaj panuje inspirujący półmrok, trzeba będzie się posłużyć zapalniczką albo latarką, by oświetlić sobie np. skalę z przełącznikiem procesora efektów. Świetnie za to sprawdza się podświetlany na czerwono wychyłowy wskaźnik wysterowania - charakterystyczny element Fallen Angel po prostu pomaga w grze. Każdy, kto przesiadł się z kiepskiego wzmacniacza czy z kiepskiej gitary na nieco lepszy sprzęt, zapewne wie o czym mówię wszystkich wzmacniaczy Ashdown. Dzięki niemu możemy się zorientować jakim zapasem mocy dysponujemy i czy to już wszystko co wzmacniacz może z siebie dać jeśli chodzi o głośność. Pochwalić też trzeba dołączenie do wzmacniacza przycisku nożnego oraz zaprojektowanie zmyślnego schowka na jego przechowywanie w czasie transportu. Niby drobiazg, ale wyjątkowo praktyczny.

Przeniesienie produkcji do Chin, zwłaszcza jeśli chodzi o takie produkty jak wzmacniacze lampowe, to dla każdego producenta spore ryzyko. Nie tyle ryzyko związane z wykonaniem, bo Chińczycy produkują już połowę elektroniki jaka dostępna jest na światowym rynku i robią to naprawdę dobrze, ile ryzyko związane z przyjęciem tego faktu przez europejskiego i amerykańskiego klienta. W przypadku Fallen Angel 40 DSP nie mam wątpliwości, że jedynym efektem produkcji w Chinach (w dodatku korzystnym dla nabywcy) jest niska cena. Tej klasy wzmacniacz wykonany w Wielkiej Brytanii musiałby kosztować dwa razy tyle. I chyba w dalszym ciągu byłby wart tej ceny...

Tomasz Wróblewski

INFORMACJE
wejścia: instrumentalne (impedancja 1MOhm, 100mV-1V),
powrót efektów (50kOhm, 0dBu);
wyjścia: wyjście pętli efektów (impedancja 4,7kOhm, 0dBu);
korekcja: trójdrożna, klasyczny układ pasywny;
lampy: przedwzmacniacz - 4×12AX7 (żarzenie zasilane napięciem stałym),
wzmacniacz mocy - 4×EL84;
moc wzmacniacza: 40W RMS przy obciążeniu 4, 8 lub 16 omów;
zasilanie: sieciowe, pobór mocy 80W;
wymiary: 450×530 × 230mm (W×S×G); waga: 17kg.
Liczba odsłon: 6943


Marka: ASHDOWN Dystrybutorzy: SOUNDTRADE