Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Sprzęt / Testy sprzętu / Fender Deluxe VM

FENDER Deluxe VM

Rodzaj sprzętu:

wzmacniacz gitarowy,

marka:

FENDER

Fender Deluxe VM - wzmacniacz gitarowy
WYNIKI TESTU
Funkcjonalność
Brzmienie
Wykonanie
Jakość/Cena
Wnioski: rasowo brzmiące combo, na którym zagramy bezstresowo prawie każdy gig

W świecie, w którym każdy dzień przynosi świeże odkrycia i nowinki technologiczne, istnieje grupa ludzi wiernych starym, mającym często pół wieku konstrukcjom.

Ta grupa to my - gitarzyści - zakochani w sprzęcie vintage, aged, relic, worn, itp. Firma Fender znakomicie zdaje sobie z tego sprawę, gotując nam co chwilę nowe potrawy mające zaspokoić apetyt na takie właśnie instrumenty. Jednakże stary sprzęt bywa też często modyfikowany przez samych właścicieli, którzy chcą dodać do jego brzmienia coś ekstra. Odpowiedzią na ten trend jest seria Vintage Modified, w której klasyczne konstrukcje uzbrajane są we współczesne modyfikacje.

OGLĄDAMY

Fender Deluxe VM to lampowa konstrukcja combo o mocy 40W. Sercem układu są tu cztery lampy. W przedwzmacniaczu zastosowano dwie niskoszumowe podwójne triody 12AX7A, a w końcówce mocy - dwie lampy 6L6-GC. Do dyspozycji muzyka pozostają dwa kanały, czysty i przesterowany, oraz efekty generowane przez cyfrowy procesor sygnałowy (DSP). Docierające do naszych uszu fale dźwiękowe generuje solidny 12-calowy głośnik Celestion G12P-80. Wzmacniacz zamknięty jest w obudowie o wysokości ok. 44cm, szerokości 61cm oraz głębokości 25cm i waży ok. 18kg. Na srebrnoszarej siatce grilla umieszczone zostało logo firmy oraz trójkątny znaczek "VM" (Vintage Modified).

Panel kontrolny został umieszczony z przodu, czyli tak jak w oryginalnej konstrukcji Deluxe z lat 60. Znajduje się na nim jedno wejście, lampka zasilania, dwanaście potencjometrów, cztery przełączniki i pięć diod sygnalizujących tryb pracy wzmacniacza. Z lewej strony, zaraz za wejściem, znajdują się trzy gałki kanału czystego: VOLUME, TREBLE i BASS. Druga sekcja potencjometrów obsługuje kanał przesterowany. Włączyć go można znajdującym się na panelu switchem DRIVE lub przełącznikiem footswitcha, a jego aktywację sygnalizuje czerwona dioda. Barwę tego kanału kreować można za pomocą gałek GAIN, VOLUME, TREBLE, MID i BASS. Z prawej strony panelu znajduje się sekcja efektów: reverb, delay i chorus. Ustawienia wprowadza się za pomocą potencjometrów REVERB, TIME/ RATE, MIX i DEPTH (wspólne gałki dla delaya i chorusu przełączane switchem). Efekty aktywować można przełącznikami na panelu lub footswitchu.

Z tyłu wzmacniacza znajduje się drugi panel, na którym zamontowane jest wejście zasilania, bezpiecznik, przełączniki POWER oraz STAND BY, dwa wyjścia na głośniki, wejście footswitcha i gniazda pętli efektów. We wnętrzu, przesłoniętym tylko dwoma listwami, kryje się głośnik marki Celestion. Do górnej listwy przykręcona jest metalowa klatka chroniąca lampy.

GRAMY

Wzmacniacz odpala się przełącznikami umieszczonymi na tylnym panelu. Nurkuję więc i włączam POWER. Po dziesięciu minutach, jakie dałem wzmacniaczowi na oswojenie się z sytuacją, nurkuję drugi raz, by załączyć STAND BY. Pierwsza refleksja: umieszczenie przełączników z tyłu pod krawędzią obudowy nie jest najlepszym pomysłem. Wiem, że jest to rozwiązanie "vintage correct", a przełączniki można się nauczyć wyczuwać po omacku. Jednakże w niektórych sytuacjach, jak np. mocno zastawiona scena, może to być dość niewygodne.

Kanał czysty ma korekcję złożoną tylko z dwóch potencjometrów. Wpinam do wejścia Stratocastera, zastanawiając się, czy to wystarczy. Wydawać by się mogło, że to mało w czasach, w których konstruktorzy wzmacniaczy oddają nam do dyspozycji prezencję, podwójny niezależny środek czy kontrolery charakterystyki. Jednakże już po pierwszych nutach na mojej twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha. Czysty kanał Fendera Deluxe VM to sama słodycz. Dźwięk jest szlachetny, okrągły, dzwoniący, z dynamicznym dołem i aksamitną górą. Jego barwa ma w sobie wszystko to, czego spodziewać się można po klasycznej fenderowskiej konstrukcji. W przeciwieństwie do popularnych obecnie emulacji, tutaj dużo zależy od tego, co wepniemy na wejściu, i od naszego sposobu grania. Kiedy gramy lekko, wzmacniacz delikatnie dzwoni. Mocniejszym atakiem przebija się przez miks jak żyleta. Jest jeszcze jedna cecha kanału czystego, o której trzeba tu wspomnieć, a mianowicie: spory headroom. Tam, gdzie w większości konstrukcji z cleanu robi się drive, czyli koło "piątki" na pokrętle VOLUME, Deluxe VM za żadne skarby nie chce się złamać. Lekki overdrive pojawia się dopiero pod koniec zakresu, gdzie jest już bardzo głośno. Dla mnie to niezaprzeczalna zaleta. Dzięki temu to ja decyduję, a nie wzmacniacz, kiedy użyję crunchu.

Kanał Drive podejmuje wątek tam, gdzie skończył go kanał Clean. Przy minimalnym rozkręceniu gałki GAIN mamy prawie czyste brzmienie. Głośność jest jednak dużo mniejsza, nawet w porównaniu do ledwo odkręconego kanału czystego, co zrekompensować trzeba śmiałym odkręceniem potencjometru VOLUME. Przesterowanie ma bardzo klasyczny charakter, co sprawia, że jego domeną powinny być brzmienia hardrockowe. Wtedy brzmi on najlepiej. Bez zewnętrznego dopalacza nie da się tu osiągnąć nowoczesnego, hi-gainowego "kompresu" nawet na humbuckerach. Oczywiście na upartego da się grać większość heavy- i thrashmetalowych riffów na maksymalnie rozkręconym gainie. Jednakże nawet wtedy barwa jest oldschoolowa.

Na pokładzie zainstalowano cyfrowy procesor DSP, który oddaje w ręce muzyków kilka najbardziej potrzebnych efektów. Reverb jest symulacją tradycyjnej sprężyny i trzeba przyznać, że jedną z najwierniejszych, jakie dotychczas słyszałem. Trochę nietrafione jest wyskalowanie pokrętła odpowiadającego za jego ilość. Efekt jest tak intensywny, że nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek potrzebował rozkręcić gałkę poza "dwa" lub "dwa i pół". Zarówno delay jak i chorus są bardzo dobrej jakości i da się za ich pomocą ustawić naprawdę przydatne brzmienia. Brakuje tu czegokolwiek w stylu banku pamięci, ale w przypadku konstrukcji Vintage Modified byłaby to już przesada. Za pomocą wspólnych gałek, aktywowanych specjalnym switchem, ustawić można jedynie jedno brzmienie każdego z efektów, które jest zapamiętywane aż do następnego poruszenia potencjometrów. W efekcie delay modyfikować można jego czas (TIME/ RATE), głośność powtórzeń (MIX) i ich ilość (DEPTH). W efekcie chorus ustawiamy szybkość (TIME/ RATE), głośność (MIX) oraz intensywność (DEPTH). Co ciekawe, jego charakter jest dość miękki i przywołuje na myśl oparte na fotoelementach efekty typu univibe.

Jedyny minus, jeśli już miałbym się tu koniecznie do czegoś przyczepić, dotyczyłby nie brzmienia, a materiału użytego do wykonania dwóch tylnych listew przesłaniających wnętrze wzmacniacza. Są dość cienkie i uginają się pod naciskiem. Dolna listwa w warunkach bojowych może się po prostu złamać. Górna listwa jest na tyle elastyczna, że jej popchnięcie przy dolnej krawędzi powoduje uderzenie w spód lamp metalowej klatki, mającej je chronić. Jeśli miałbym cokolwiek zmieniać w całej tej konstrukcji, to wymieniłbym właśnie te dwie listwy na grubsze, dodał metalowe okucia na narożnikach i rozkładaną podpórkę umożliwiającą ustawienie wzmacniacza pod kątem.

WNIOSKI

Fender Deluxe VM to średnich rozmiarów meksykański amigo, który może Wam towarzyszyć w najróżniejszych muzycznych sytuacjach. Jak na 40-watowe combo nie jest aż tak głośny, by nie dało się na nim grać w domu. Jednocześnie jest wystarczająco skuteczny, by dało się na nim grać głośne próby i koncerty w średniej wielkości klubach bez dodatkowego nagłośnienia. Brzmienie jest rasowe, jak na fenderowski blackface przystało. Ale mamy tu też dodatkowy twist w postaci pokładowego DSP. "Zmodyfikowany vintage" oddaje do naszej dyspozycji na tyle dużo, by ubarwić nasz dźwiękowy krajobraz, i na tyle mało, by nie przestać być vintage. Te dwa dodatkowe efekty w zupełności zadowolą kogoś, kto nie chce się bawić z zewnętrznymi kostkami, plątaniną kabli i zasilaczami. Bardzo duży plus należy się firmie za dołączenie do zestawu porządnego footswitcha z czterema przełącznikami, dzięki któremu pod nogą mamy zarówno kanały, jak i dodatkowe efekty. Podziękować należy też za dobrej jakości pokrowiec. Takie wyposażenie nadal nie jest standardem nawet w przypadku dużo droższych wzmacniaczy.

Krzysztof Inglik
Zdjęcia: Ivan Sitsko


INFORMACJE
moc: 40W/ 8Ohm głośnik:
1×12" Celestion G12P-80
lampy: 2×12AX7A (przedwzmacniacz)
2×6L6-GC (końcówka mocy)
kanały: Clean, Drive
efekty: reverb, delay, chorus
wymiary: 444×610×254mm (W×S×G)
waga: 18,2kg
Liczba odsłon: 9553


Marka: FENDER Dystrybutorzy: FENDER