Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Sprzęt / Testy sprzętu / Soundbrenner Pulse

SOUNDBRENNER Pulse

Rodzaj sprzętu:

akcesoria,

marka:

SOUNDBRENNER

Soundbrenner Pulse - akcesoria
WYNIKI TESTU
Funkcjonalność
Wykonanie
Jakość/Cena

Pierwsze skojarzenie, jeżeli chodzi o rytm i metronom idzie w kierunku tego spoconego gościa, który w sali prób robi strasznie dużo hałasu uderzając w blachy i bębny. Nic dziwnego, bo jeżeli mamy bębniarza w kapeli to właśnie on odpowiada za trzymanie wszystkiego w ryzach.

Autor testu: Marcin Komorowski

Jest jednak mnóstwo innych sytuacji, gdzie potrzebujemy mieć kontrolę nad tempem, a nie ma bębniarza w okolicy. Wynika to z wielu elementów: charakter muzyki, okoliczności itp.

Dobry metronom jest bezwzględną maszynką. Pika nam w ucho sumiennie i za każdym razem jak wylecimy z time’u daje nam znać tym nieznośnym rozjazdem jaki się tworzy między naszymi dźwiękami a klikającym w ucho "klik, kilk, kilk…" Ponadto nie zawsze tak naprawdę musi być równo jak w zegarku. Kompozycje mają wyzwalać emocje, wymagają dynamiki i niektóre zespoły stosują zabiegi np. przyśpieszania w refrenie o 2-3 bpm. Mimo wszystko jest to robione równo. Ćwicząc z gitarą czasami można poczuć rozdrażnienie, gdy mamy w uchu ten beznamiętny klik. W związku z tym powstał metronom Soundbrenner Pulse. Metronom zegarek, który działa na zasadzie wibracji.

Wszystko wydaje się bardzo logiczne gdy zaglądamy do pudełka. Tarcza metronomu, dwa paski do wyboru, ładowarka. Podane i przygotowane z niemiecką dokładnością, mimo że finalnei złożone oczywiście w Chinach. Zasada jest prosta, Stukamy dwa razy w tarczę i metronom zaczyna nam wibrować. Zmianę tempa regulujemy poprzez kręcenie tarczą metronomu lub własny rytm stukając w tarczę trzy razy. Nie ma tu żadnych ekranów i informacji, po prostu sama rytmiczna wibracja wspierana przez rozbłyski tarczy. Metronom możemy założyć na nadgarstek, ramię, łydkę. Udo raczej odpada, chyba że ktoś nie dojada. I to na tyle? Nie!

Sprawa się rozwija, gdy instalujemy sobie na telefon aplikację do metronomu. Łączymy się "błękitnym zębem" z urządzeniem i otrzymujemy dostęp do wszystkich niezbędnych danych. Tempo, metrum i inne typowe funkcje jakie możemy znaleźć w dobrej jakości metronomach klasycznych, wliczając w to własną bazę rytmów z opcji "Library", oprócz tego aplikacja ma oczywiście dźwięk, a także - dla kozaków - możliwość połączenia z DAW. Jak się to ma w praktyce? Użyteczną rzeczą jest fakt, że można szybko i łatwo synchronizować razem za pomocą jednej aplikacji do 5 metronomów, czyli w zasadzie cały zespół może wspólnie wibrować.

Jak wiadomo, nie zawsze jest dobrze by cały zespół miał metronom w uchu. Wibracja jednak ma to do siebie, że nie jest tak punktowa jak klasyczny metronom, więc dylemat czy gramy do klika czy do bębniarza, który prawie zawsze ma jakieś wahania, jest rozwiązany - grajmy do garowego. Sama wibracja nie pokazuje nam dokładnie jak "kiełbasa" w Logicu jakie są ułamkowe rozjazdy, służy więc tu bardziej jako orientacja w terenie. Podobnie jest z solowymi występami, gdzie klasyczny klik by po prostu rozpraszał, a tak mamy "bzzz" w rączkę i wiadomo, czy niebezpiecznie pogoniliśmy, czy za bardzo zamuliliśmy.

Teraz kilka uwag. Pierwszą jest latencja między urządzeniem a wibracją, dlatego albo gramy wszyscy do wibracji, albo do klikania z metronomu w telefonie. Minusem są z pewnością dość słabe paski, które grożą przy dłuższej eksploatacji szybkim zniszczeniem, a wiadomo, gra się dużo, trzeba się śpieszyć, niedbale zapinamy, odpinamy, uderzymy gdzieś... Trzeci minus może być, ale nie musi. Chodzi tu o ekspresję gry. Przy naprawdę dużym szaleństwie metronom nie będzie idealnie wyczuwalny, ale tak jak mówiliśmy wcześniej jest on bardziej naszym przewodnikiem w terenie, a nie SS-manem tempa. Tym bardziej że gra np. w stylu Pete'a Townshenda nie wymaga zegara atomowego.

Cena urządzenia to 469 zł. co w perspektywie całej kapeli może być nieco kosztownym wydatkiem, ale chyba warto mieć to urządzenie na składzie. Reasumując jest to ciekawy i funkcjonalny metronom pod warunkiem, że będziemy wiedzieć, kiedy go używać i w jakim zakresie. Nagrywanie "na setkę" wydaje się idealnym przeznaczeniem (brak przesłuchów i swoboda), do tego codzienne ćwiczenia lub tez zwykła niechęć do tego pieprzonego zimnego klikania w ucho: klik, klik, klik…

www.prodrum.pl
www.soundbrenner.pl