Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Sprzęt / Testy sprzętu / ESP Viper II Distressed

ESP Viper II Distressed

Rodzaj sprzętu:

gitara elektryczna,

marka:

ESP

ESP Viper II Distressed - gitara elektryczna
WYNIKI TESTU
Wygoda gry
Brzmienie
Wykonanie
Jakość/Cena

Posłuchaj testowanego sprzętu

Kabushiki Gaisha I Esu Pi, czyli że znane i lubiane przez wszystkich ESP ma swoją centralę w Burbank, w północnej Kalifornii, a jej prezesem jest Makoto Suzuki. Jednakże trzeba pamiętać, że firmę Electric Sound Products założył w 1975 roku w Tokio pan Hisatake Shibuya.

Jak wiele azjatyckich firm, ESP rozpoczęło działalność od kopiowania amerykańskich gitar, które notabene stały się sławne w świecie rockowych brzmień - wystarczy wspomnieć tu zespoły, takie jak Metallica, Living Colour czy KISS, które spopularyzowały markę w USA już w latach 80. Obecnie w katalogu ESP/LTD znajdziemy kilkadziesiąt różnych modeli, które zaspokajają gusta najbardziej wybrednych muzyków. Na stronie ESP Artists znajduje się blisko 500 gitarzystów, oficjalnych endorserów marki, a wśród nich takie nazwiska, jak: Alexi Laiho, George Lynch, Gus G., Jake E. Lee, James Hetfield, Jeff Hanneman, Kirk Hammett, Max Cavalera, Nergal, Richard Z. Kruspe, Richie Sambora, Ron Wood... Lista jest zbyt długa, by ją tu w całości wymienić, ale wszyscy na pewno zgodzą się z twierdzeniem, że ESP to jedna z tych firm, która zmieniła oblicze muzyki znanej nam dzisiaj.

VIPER II DISTRESSED

Viper II to ewolucja modelu, który był tak często chwalony jak krytykowany. Pierwsza jego wersja była bowiem hybrydą konstrukcji współczesnej z czysto Gibsonowskim SG. Na plus zaliczano jakość zarówno wykonania, jak i użytych komponentów, na minus - odejście od tradycyjnej menzury i liczby progów. Jaki jest więc Viper II Distressed? Testowany egzemplarz wykonany został w Japonii. Ma mahoniowy korpus wykończony w kolorze Olympic White, wklejany gryf z tego samego drewna i hebanową podstrunnicę z białym bindingiem. Markery to charakterystyczne dla ESP flagi z masy perłowej. Menzura instrumentu nareszcie powróciła do Gibsonowskiego wzorca i wynosi 628mm. Zupełnie niezgodna z tradycją SG jest natomiast liczba i rozmiar progów - 24 Extra Jumbo - to już specyfikacja rodem ze współczesnych konstrukcji. Profil tyłu gryfu to wygodne, delikatne "U" o szerokości 42mm przy główce, a radius 305mm wydaje się być kompromisem pomiędzy "starym" a "nowym".

Viper uzbrojony został w dwa humbuckery w pięknych, pozłacanych, matowych puszkach. ESP zdecydowało się zamontować tu klasykę - Seymour Duncan SH-1n pod gryfem i Seymour Duncan SH-4 pod mostkiem. Pozwolę sobie tu na krótką dygresję - "pięćdziesiątka dziewiątka" będąca reinkarnacją pierwszych przystawek "Patent Applied For" to oczywiście legenda, natomiast niezwykle popularny, reklamowany i często stosowany przez producentów "JB" jakoś nigdy nie przypadł mi do gustu ze względu na nienaturalnie podkreślone wysokie pasmo. Jestem więc tym bardziej ciekaw, jak ów SH-4 zagra w testowanym instrumencie. Sterowanie elektroniką to kolejne odejście od oryginalnego SG - pokrętła VOLUME i TONE (dwa zamiast czterech) oraz switch 3-pozycyjny. Potencjometr TONE wyposażony jest w opcję rozłączania cewek, tzw. push-push, czyli aby zmienić połączenia przystawek, trzeba za każdym razem nacisnąć gałkę. Pod względem wykończenia z pickupami koresponduje mostek Tune-o-matic oraz klucze Gotoh Magnum Lock umieszczone w układzie 3+3. Co ciekawe, klucze te wyglądają na pierwszy rzut oka jak standardowe, nieblokowane. Każdy z nich ma od góry niezbyt głębokie nacięcie, w które włożyć można śrubokręt lub chociażby monetę, jeśli nie mamy nic innego pod ręką. Dopiero po poluzowaniu zacisku można przewlec przez klucz strunę. W komplecie otrzymujemy profesjonalny futerał z logo ESP.

OSWAJAMY ŻMIJĘ

Testowany Viper (ang. "żmija") wpisuje się w modę postarzania instrumentów, które z założenia mają się prezentować jak weterani rockowej sceny - powycierane krawędzie, tu i ówdzie odprysk lakieru, obtarcia na gryfie, lakier Olympic White pożółkły od promieni UV - to właśnie oznacza słowo distressed użyte w nazwie modelu. Gitara z daleka wygląda jakby była grana przez ostatnie kilkanaście lat, ale kiedy weźmiemy ją do ręki, pachnie jeszcze fabryką, osprzęt uderza nowością, a wykończenie gryfu i progów poraża precyzją. Napisałem "pachnie", ale przyznam, że woń wydostająca się z futerału jest dość specyficzna i porównywalna jedynie z niektórymi Gibsonami, jakie miałem okazję w swoim życiu oglądać. Wiecie, co mam na myśli? Osprzęt w matowym złocie prezentuje się znakomicie sam w sobie, chociaż idea połączenia złota z kremowym lakierem mogłaby startować w konkursie na kicz roku. Ale jak to ktoś trafnie ujął - o gustach się nie dyskutuje. Jednakże samo wykończenie instrumentu, dopasowanie elementów, faktura hebanowej podstrunnicy, potrójny binding główki czy chociażby sposób wypolerowania progów - to robota lutnicza na najwyższym poziomie.

Gryf trzyma się w ręku komfortowo, a otaczający podstrunnicę binding okłamuje nasz umysł, że szyjka jest węższa niż w rzeczywistości. Korpus wykonany z mahoniu jest zadziwiająco lekki i gdyby ktoś mi powiedział, że pod lakierem kryje się lekki swamp ash, to wcale bym nie protestował. Zdradza to poniekąd jego właściwości akustyczne, a chwila gry na sucho potwierdza pierwsze przypuszczenia - krótki, perkusyjny atak, dość długi sustain i selektywność poszczególnych głosów granych na Viperze akordów.

Podłączenie gitary do wzmacniacza tylko potwierdza te wrażenia. Przyznam, że bardzo nie lubię, gdy charakter gitary "na sucho" i "na mokro" zbytnio się różni, co najczęściej jest skutkiem niedopasowania elektroniki do drewna i braku idei stojącej za budową takiego, a nie innego instrumentu. Tutaj czuje się wyraźnie myśl stojącą za powołaniem do życia "żmii" - stworzenie uwspółcześnionej wersji ikony rocka, czyli Gibsona SG. A więc jak brzmi nasz owoc gitarowej ewolucji? Pickup pod mostkiem, którego się najbardziej obawiałem, brzmi zupełnie inaczej niż JB znany mi dotąd. Brzmienie jest wyraziste i nasycone, ale nie ma w sobie drażniącej góry i skrzących się jak fajerwerki harmonicznych, nad którymi tak trudno zapanować. Czy to na pewno jest SH4? Z pewnością nie jest to klasyczny PAF. Przystawka jest dość mocna, dlatego przester nasyca się szybko w miarę rozkręcania gałki GAIN. Na mniejszych zakresach brzmienie jest plastyczne, klasyczne w dobrym znaczeniu tego słowa, hardrockowe do szpiku kości. Wszelkie kwinty i kwarty brzmią jak marzenie i zachęcają do dłuższego obcowania z instrumentem. Na mocniejszym drivie selektywność zostaje zachowana, a dzięki skręcaniu gałki VOLUME w gitarze dostajemy do dyspozycji cały wachlarz brzmień pośrednich. Ale to, co mnie najbardziej zaskoczyło, to sposób, w jaki gitara reaguje na maksymalny GAIN. Brzmienie nie robi się bzyczące i przesaturowane, lecz tłuste i lejące się.

Przetwornik przy gryfie, Seymour Duncan ’59, początkowo wywołał moje zakłopotanie, bo był zbyt ciemny. Powiedziałbym nawet - niewiarygodnie ciemny. Ponieważ jednak był dość nisko pod strunami, zdecydowałem się na jego przybliżenie o połowę. To ożywiło nieco pozycję pod gryfem oraz pokazało, jak czuły jest Viper na zmiany wysokości przystawek. Brzmienie na "pięćdziesiątce dziewiątce" nadal jest ciemne, ale już użyteczne. Mógłbym zaryzykować twierdzenie, że potwierdza to w pewnym sensie moją niechęć do łączenia w parę JB i ’59 czy JB i Jazz (popularny set Seymour Duncana). W takich konfiguracjach przetwornik pod mostkiem jest zbyt jasny, a pod gryfem zbyt ciemny. Mahoniowy korpus i wklejany gryf łagodzą więc harmoniczne JB, ale sprawiają, że nadal trudno ożenić go z nosowym PAF-em spod gryfu, który nadaje się w zasadzie tylko do santanowskich solówek w wyższych pozycjach gryfu. Nie szkodzi, bo jak dla mnie, to ESP Viper mógłby mieć tylko przystawkę pod mostkiem - wachlarz brzmień, jakie tam można uzyskać, oraz ich jakość (żeby nie rzec "rasowość"), to wszystko, co potrzebne do szczęścia muzykowi z krainy hard & heavy. O barwach czystych nie będę pisał, bo ich nieco druciany charakter wskazuje na to, że gitara nie została do nich stworzona. Nie ma się co oszukiwać - miękkości i "szklanki" Stratocastera tutaj nie znajdziemy. Można co nieco uzyskać, manipulując tonami na przystawce pod gryfem oraz w środkowej pozycji przełącznika, dającej nam oba pickupy naraz. Nie mamy wprawdzie do dyspozycji czterech pokręteł jak w SG, ale kto używał tak naprawdę wszystkich czterech? Mamy za to rozdzielanie cewek przetworników, dzięki czemu można zmiękczyć nieco barwę i odjąć jej gainu, co może być przydatne w niektórych sytuacjach.

KONKLUZJA

ESP Viper II Distressed z pewnością nie jest gitarą uniwersalną. Czy to wada? Moim zdaniem nie, bo uniwersalność to cecha sztucznie wywyższana we współczesnym świecie do poziomu cnoty. Uniwersalność to też nijakość, a instrument do wszystkiego często nie nadaje się do niczego. Viper II poczuje się jak ryba w wodzie, gdy nakarmimy go choćby odrobiną przesteru. Odwdzięczy się znakomitymi brzmieniami o rozmaitym natężeniu gainu - od vintage’owych, hardrockowych, po te nowoczesne, nasycone, używane w nowoczesnych odmianach metalu. Jedynym "ale" może być budyniowa kolorystyka przesłodzona złotem osprzętu. Ale czy na pewno chcecie ubrać się w kolejną wymuskaną gitarkę wykończoną w bezpiecznej barwie Black lub w nudnym jak flaki z olejem kolorze Sunburst? No proszę Was - prawdziwy mężczyzna różu się przecież nie boi. Jeśli szukacie rasowego wiosła do każdego rodzaju przesterów, japońskiej precyzji wykonania, wysokiej klasy komponentów ukrytych pod wykończeniem Relic, to ESP Viper II Distressed jest tam gdzieś i czeka, aż go przygarniecie, a potem oswoicie.

 

INFORMACJE
konstrukcja: set-thru
korpus: mahoń
gryf: mahoń
podstrunnica: heban
progi: 24 Extra Jumbo
mostek: Tune-o-matic
skala: 629mm (24,75")
klucze: Gotoh Magnum Lock
układ elektryczny: przetworniki Seymour Duncan SH-1n (1) i Seymour Duncan SH-4 (1), potencjometry VOLUME (1), TONE (1), przełącznik 3-pozycyjny
Liczba odsłon: 6343


Marka: ESP Dystrybutorzy: SOUND SERVICE

Krzysztof Inglik