Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #78 - Wsłuchać się w siebie

Funky #78 - Wsłuchać się w siebie

"Funky"

Krzysztof Inglik

Za chwilę po raz kolejny powołamy do życia coś z niczego, czyli do wymyślonego na kolanie podkładu domalujemy sobie trzy kolejne głosy, tworząc w ten sposób 78. etiudę funky.

Zanim się to jednak stanie, chciałbym nawiązać do wywiadu z Grześkiem Skawińskim, który czytaliście miesiąc temu w numerze majowym Gitarzysty. Skawa zapytany o komponowanie solówek powiedział coś, co pięknie nawiązuje do tego, co tutaj robimy: "Przede wszystkim słucham utworu i tworzę w myślach kręgosłup solówki, czyli z grubsza jak ma ona przebiegać, jaka ma być temperatura i dramaturgia. Potem po prostu gram na ucho, starając się przekazać obraz, który powstał w wyobraźni". Mamy więc wybrany podkład i bierzemy się za wymyślanie riffów, a najważniejsze to wsłuchać się nie tylko w muzykę, ale i w samego siebie.

Najpierw przyjrzymy się temu, co dzieje się w partii basu - mamy tu prymkę "C", standardowe odejście na septymę małą (o cały ton w dół), a potem skok na tercję małą (o kwartę czystą w górę), czyli najprostszy z możliwych podkład opisujący akord C moll. To w zasadzie określa i podpowiada pierwszą możliwość, którą jest skopiowanie przebiegu granego przez basistę i zagranie go oktawę wyżej. Tak właśnie powstał riff 1.

Oczywiście nie możemy basowej linii powtórzyć dosłownie. Trzeba tu dodać kilka smaczków, takich jak tłumione szesnastki wypełniające przestrzeń pomiędzy dźwiękami (zapisane w nutach jako "iksy") oraz bluesowe zaciągnięcie ostatniej nuty w takcie. Zwróćcie też uwagę na rytmikę i akcenty. Mamy tu do czynienia z luźno pojmowanym shuffle szesnastkowym, czyli każdą parę szesnastek gramy tak, jakbyśmy mieli do czynienia z pulsem triolowym: ósemka z kropką plus szesnastka pod łukiem trioli. "Luźno pojmowanym", bo w zasadzie trzeba pilnować tylko akcentów, a pozostałe nuty nie muszą być zagrane stuprocentowo w punkt. Właściwie jeśli byłyby tak zegarmistrzowsko dokładne, muzyka brzmiałaby zbyt komputerowo, sterylnie i nieludzko - człowiek wszakże jest istotą niedoskonałą.

Oczywiście nie namawiam tu do grania niechlujnie i nierówno - wszystko ma swoje granice - ale przeważnie im więcej zaaplikujecie luzu, tym lepiej będziecie brzmieli. Co do akcentów, to riff zaczyna się twardo "na raz", a dwie pierwsze szesnastki mogłyby być zapisane jako ósemki skrócone kropką (gdyby nie wypełniające ghost notes). Na drugiej ćwierćnucie mamy trzy tłumione dźwięki i akcent "na i" na ostatniej szesnastce. Od tego miejsca wchodzi trójkowe grupowanie nut (jeden normalny dźwięk plus dwa tłumione), w rezultacie czego ostatni akcent w takcie pojawia się na drugiej szesnastce ćwiartki. Mamy więc nasz "szkieletor" utworu - zobaczmy, co się da tutaj zrobić dalej.



Riff 2 będzie uzupełnieniem riffu 1, opartym na pentatonice C moll (C Eb F G Bb). Tym razem zaczniemy z przedtaktu od dwudźwięku Eb-G (tercja mała i kwinta czysta na strunach G3-B2) granego na ostatniej szesnastce drugiej ćwiartki. Podciągamy go lekko i synkopą przeciągamy na pierwszą ósemkę trzeciej ćwiartki. Ważne jest, by dobrze wyczuć ten moment, bo jeśli spojrzeć w nuty, to takt zaczyna się od tłumionej nuty, a pierwsza "normalna" wchodzi na drugą szesnastkę i tutaj zaczynać byłoby dużo trudniej. Drugą ważną sprawą jest tłumienie strun, tym razem nadgarstkiem (palm muting), a nie lewą ręką. Nuty tak wykonane oznaczone są w zapisie skrótem P.M. i linią określającą, które jeszcze mają być stłumione. Zabieg taki wprowadza dodatkowe zróżnicowanie w granej frazie.

Każdy z nas, komponując utwory czy chociażby riffy jak te tutaj, musi się liczyć z krytyką i czasem jest to doświadczenie dość bolesne. W tym przypadku powinniśmy posłuchać kogoś, kto z niejednej beczki sól jadł. Przywołany na wstępie Grzesiek Skawiński pytany, jak przyjmuje krytykę, mówi tak: "Jak facet - przyjmuję ją na klatę. Zawsze mam tylko jedną prośbę: posłuchajcie materiału w całości, zanim się wypowiecie. Niech muzyka ma szansę się obronić - niech wpadnie w ucho, zanim otworzycie usta". Generalnie rzecz biorąc, w muzyce tak jak w życiu - nigdy nie będzie sytuacji, że wszyscy będą Was lubić. Zawsze pojawią się głosy krytyki i jest to bardziej pewne niż śmierć. Pozostaje kwestia, jak sobie z nią poradzicie. Nie możecie bowiem pozwolić na to, by byle podmuch wiatru wyrzucił Was z drogi do celu. Tymczasem skomponujmy sobie drugi riff naszej etiudy.



Riff 3 to ostatnia część czerwcowej etiudy funky pokazująca, jak ważne jest akcentowanie nut - w tym wypadku za pomocą odpowiedniej artykulacji. Akcent może być bowiem nie tylko dynamiczny (dźwięk wybijający się głośnością), ale także artykulacyjny, czyli wyróżniający dany dźwięk poprzez sposób jego zagrania. Jak już pisałem powyżej, przy riffie numer dwa, wyróżniać dźwięki można, umieszczając je w towarzystwie "stłumionych" koleżków. Od wieków stosowane jest to w muzyce metalowej, kiedy jedne dźwięki tłumione są nadgarstkiem, a inne wypuszczane w przestrzeń tak jak je Bozia stworzyła. Z premedytacją więc zagramy sobie tutaj najbardziej kwadratową kombinację z możliwych, czyli standardowe wejście 1-2-3-4 w górę po skali pentatonicznej (nadal C moll). W dodatku szesnastkami, czyli po cztery dźwięki na "beat". Jednakże w przeciwieństwie do zwykłego sposobu zagrania takiego ćwiczenia, czyli akcentu "na raz" w każdej czteronutowej grupie, stłumimy sobie trzy pierwsze nuty, a czwartą nie tylko zagramy bez tłumienia, ale jeszcze nieco mocniej szarpniemy. I jak to brzmi? Na moje ucho buja się jak diabli.

Tym samym doszliśmy do końca warsztatów "Funky" numer 78. A ponieważ mówiliśmy sobie już o krytyce, to czas rzucić hasło dużego kalibru: wolność. Ludzie uwielbiają porządkować świat, co samo w sobie jest sprzeczne z naturą wszechświata, który jest ciągłym ruchem i ciągłą zmianą (żeby nie użyć słowa "chaos"). A ponieważ lubią porządkować, to bardzo niechętnie zmieniają swoją raz wyrobioną na jakiś temat opinię. Mówi się, że tylko krowa nie zmienia poglądów, ale mówię Wam - niektórzy ludzie są dużo bardziej zabetonowani w swych przekonaniach. Zaczęliśmy od Skawy, więc zakończymy również w jego towarzystwie, bo on także nie raz miał z tym do czynienia. We wspomnianym wywiadzie powiedział on również coś takiego: "Mam wrażenie, że słuchacze chcieliby często zakuć muzyka w kajdany i zamknąć w złotej klatce. Tymczasem dla każdego artysty najważniejszą sprawą jest wolność. Jeśli jednego dnia będę chciał poruszyć ściany mocnym, przesterowanym riffem, a innego zagrać prostą melodię w rymie disco, to kto miałby prawo mi tego zabronić?". Pozostaje mi się tylko podpisać pod tym wszystkimi czterema łapami - korzystajcie ze swojej wolności i nie przejmujcie się tym, co szepcą Wam do ucha nieżyczliwi. Jak to mówią: "psy szczekają, a karawana jedzie dalej"…