Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #93 - Ja kwintolę... cz.2

Funky #93 - Ja kwintolę... cz.2

"Funky"

Krzysztof Inglik

Temat kwintol poruszałem już w numerze 42 Gitarzysty, w czerwcu 2009. W tym warsztacie powracamy do niego, próbując wymyślić riff, którego wartością nie będzie sama nietypowa ilość nut, ale który będzie miał w sobie jakiś konkretny drive...

Nie jest tajemnicą, że 99,99% muzyki oparte jest na prostych podziałach na dwa i trzy (a także ich wielokrotnościach: 4, 8, 16 oraz 6, 9, 12 itd). Są to grupy nut tak powszechne i tak wtłoczone w nasz krwiobieg, że wszelkie od nich następstwa traktujemy tak jak leukocyty traktują patogeny. Dlatego też namawiam: eksplorujcie takie grupy jak 5 czy 7 i roznoście tę zarazę wśród słuchaczy - muzyka na tym skorzysta. A namawianie to podeprę przykładem do dowolnego wykorzystania. Pracy jest sporo, więc bez zbędnego owijania w filozoficzną bawełnę wymyślamy kwintolowy riff...

Na pewno pierwszym, oczywistym, banalnym pytaniem jest: jak to zrobić? A najbardziej lakoniczna odpowiedź to: jakkolwiek, byle skutecznie. Opowiem więc może, jak zrobiłem to w tym przypadku. Na początku był rytm - zupełnie jak w życiu - nigdy dosyć podkreślania, że jest to najważniejszy element muzyki, daleko ważniejszy niż trzy tomy "Harmonii" Sikorskiego i wszystkie modusy harmonicznego minoru razem wzięte. Dlatego też najlepiej zacząć od znalezienia jakiegoś patentu rytmicznego, na którym nasz przyszły riff się oprze. Oczywiście aby znaleźć patent rytmiczny w kwintolach, trzeba spędzić trochę czasu na wystukiwaniu i graniu tych nieregularnych grup rytmicznych. Kiedy już osłuchamy się z brzmieniem pięciu nut na każde uderzenie metronomu (lub tupnięcie nogi), można się wziąć za wycinanie poszczególnych nut z tych grup. W ten sposób uzyskamy 4 podstawowe warianty rytmiczne: ósemka + trzy szesnastki (zamiast pięciu szesnastek), szesnastka + ósemka + dwie szesnastki, dwie szesnastki + ósemka + szesnastka oraz trzy szesnastki + ósemka. Z każdego z tych rytmów można zrobić oddzielne ćwiczenie, a potem łączyć je - np. na pierwszy "click" trzecią grupę, na drugi "click" grupę pierwszą - i tworzyć dowolne warianty. W przypadku tego warsztatu, wybrałem grupę pierwszą i czwartą z wymienionych. Żeby jednak ułatwić liczenie tych kwintol, zagramy te ósemki jako szesnastkę + perkusyjny "ghost-note" (oznaczony w nutach jako "x"). Mamy więc nasz podstawowy rytm - co dalej?

Drugim niezbędnym składnikiem gotowanej przez nas potrawy jest skala. Wiem, że wiele osób słysząc słowo "skala" dostaje dreszczy jakby nagle nad uchem zabrzęczał komar. Skala, czyli w zasadzie paleta kolorów, czy może lepiej - nawiązując do naszej kulinarnej analogii - smaków. Tak jak bowiem z czasowego chaosu musimy wyłonić jakiś konkretny rytm, tak z dźwiękowej palety musimy wybrać kilka nut, które dadzą nam specyficzny charakter, smak, koloryt. Tym razem, oprę się na pewnej pentatonice, która chodzi mi po głowie, za sprawą tworzonego przez te pięć nut klimatu: G-Ab-C-D-F. Jak się ta pentatonika nazywa? Szczerze mówiąc nie wiem - nie znam jej nazwy, ukutej przez cywilizację zachodnią. Pytałem nawet w tej sprawie specjalisty, w osobie Jacka Królika, ale bez skutku. Znalazłem natomiast (dzięki Ci o wielki Google'u) informację, że pentatonika ta występuje w muzyce japońskiej pod nazwą "Sen-In". Bogatsi o tę wiedzę, zagrajmy sobie teraz pierwszy przykład naszych warsztatów.

Przykład 1 to omówiony przed chwilą rytm kwintolowy, obleczony w dźwięki pentatoniki Sen-In. Zaczynamy od prymki "G" w trzeciej pozycji, na szóstej strunie, idąc w górę tropem wyznaczonym przez rzesze basistów - kwinta czysta, septyma mała, powrót do kwinty i prymka o oktawę wyżej. Następnie powrót w dół poprzez "Ab" - właśnie ta sekunda mała od "G" nadaje tej skali intrygujący klimat. W drugiej części taktu sytuacja się powtarza, z tą różnicą, że docierając do wyższego "G" przechodzimy także dalej do wyższego "Ab", a do prymki wracamy przez niższą, diatoniczną sekundę - czyli przez dźwięk "F", położony na pierwszym progu szóstej struny. OK, mamy już nasz riff - czas zagrać nad nim kilka fraz, również utrzymanych w kwintolowym pulsie.



Przykład 2
to wejście, jakie można by zagrać dla urozmaicenia pomiędzy riffem przedstawionym w przykładzie 1. Na pierwszych dwóch "beatach", najpierw od "G", a potem od "C", zagrany jest ten sam motyw - 1-2-3-4-2 - czyli pierwsze cztery dźwięki ze skali i powrót do drugiego. Na trzeciej ćwiartce wchodzimy od "F" (3 próg, struna D4) legatem o cały ton wyżej na "G", a następnie glissem do "Ab". Kolejny motyw, w ostatniej ćwiartce, zabiera nas z "Ab" (6 próg, struna D4) o oktawę wyżej, skąd legatem lądujemy w kolejnym takcie na prymce "G" (8 próg, struna B2) - tu trzeba uważać, żeby ta ósemka trwała dokładnie tyle ile trzeba. Aby to lepiej usłyszeć, radzę chwilę postukać ten rytm (ósemka + trzy szesnastki jako kwintola) do klika metronomu. Cały drugi takt tego przykładu to zejście, prowadzące nas do rozwiązania na niskim "G", dzięki czemu można to ćwiczenie zapętlić i grać bez przerwy.

Przykład 3 to tradycyjne ćwiczenie w nowej oprawie. "Tradycyjne", bo oparte na popularnym motywie 1-3, granym od kolejnych stopni skali - czyli pierwszy dźwięk ze skali, następnie trzeci, a potem to samo od kolejnego stopnia pentatoniki (czyli drugi + czwarty, trzeci + piąty i tak dalej). A "w nowej oprawie", ponieważ dziś bawimy się kwintolami i pentatoniką Sen-In.



Przykład 4, natomiast, to próba urozmaicenia naszych pięciodźwiękowych motywów jakimś rytmem. Prawdziwa zabawa zaczyna się bowiem wtedy, kiedy zaczynamy już słyszeć ten puls i nie musimy trzymać się sztywno całkowicie wypełnionych szesnastkami grup. Fraza ta schodzi od wysokiego "G" (8 próg, struna B2), występującego tu z sekundowym opóźnieniem, do niższego "G" (5 próg, struna D4) w kolejnym takcie. "Z sekundowym opóźnieniem", czyli na mocnym metrycznie miejscu położony jest dźwięk o sekundę (w tym przypadku wielką) oddalony od dźwięku docelowego (tutaj ruch legatem z "F" do prymki "G").