Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #95 - Motywacja

Funky #95 - Motywacja

"Funky"

Krzysztof Inglik

Jak mawiał Jimi Hendrix, przyjdzie dzień kiedy się zniechęcicie i będziecie chcieli porzucić gitarę, ale jeśli przy niej wytrwacie - zostaniecie nagrodzeni.

Jak więc sprawić, by grając na gitarze całymi latami, zachować jednocześnie dziewiczo nieskazitelne chęci do dalszego parania się tym niecnym procederem i nie rzucić wszystkiego w kąt? Gdzie szukać motywacji? Najlepiej się myśli przy muzyce, więc najpierw sobie pograjmy...

Przykład 1a utrzymany jest w tonacji E moll - jest to w zasadzie dążący do molowej toniki turnaround. Zaczynamy od otwartej struny E6, by na ostatnią szesnastkę pierwszej ćwiartki wejść glissem na wyższe o oktawę "E", leżące na VII progu struny A5. Zarówno ta nuta, jak i kolejna ("G" na V progu struny D4), są synkopowane - zagrane są na słabej części metrycznej, a ich wybrzmiewanie przechodzi na mocną. Kolejna nuta - "G" na strunie E6 również grana jest "na i", ale tym razem jest krótka. Od tego miejsca mamy tu właściwie do czynienia z rozłożonymi akordami kwintowymi, schodzącymi chromatycznie w dół do "F". Tak więc, upraszczając, mamy tu zapętlone E-G-Gb-F-E (lub też inaczej -E-G-F#-F-E), które brzmi dość satysfakcjonująco, zupełnie jakbyśmy mieli do czynienia z progresją II-V-I... No bo w rzeczywistości mamy. Owo czyste II-V-I do "E" korzystałoby z prymek F#-B-E, a jeśli wyprzedzilibyśmy to "F#" jeszcze jedną dominantą: C#- F#-B-E. Teraz wystarczyłoby wykonać jazzową sztuczkę zamiany "C#" i "B" na ich trytonowe substytuty i voila: mamy G-F#-F-E, czyli naszą małą pętelkę.

Co ciekawe ten sam prosty patent działa w innych stylach muzycznych, na przykład w metalu - wystarczyłoby zagrać na przesterze tłumione kwinty: G5-F#5-F5-E5, by powstał całkiem rasowy riff thrashowy. Tak więc nawet metalowcy (pozdrawiamy tu kolegę z działu METAL) mają wiele wspólnego ze swoimi jazzowymi kolegami, ubranymi w garnitury i uzbrojonymi w arch-topy. To po prostu wspólne dla wszystkich zasady muzyki (harmonii). Omówiony riff zapętlamy dwukrotnie, za drugim razem kończąc go tylko na "F" o oktawę wyżej.



Przykład 1b to taki bardzo prosty "smaczek", który jednak dodaje całości nieco klimatu. Są to zwykłe flażolety na XII oraz V progu. Jedna uwaga - gramy je od drugiej szesnastki pierwszej ćwiartki (czyli zaczynamy "na i"). W ogóle wartości rytmiczne są tu niezwykle ważne, więc polecam abyście najpierw wystukali sobie powoli rytm zapisany w nutach na stronie obok (następnie z nagraniem). Dopiero potem ćwiczcie z załączonym podkładem (na płycie dla prenumeratorów lub do ściągnięcia z www.media.avt.pl). Pomiędzy główne nuty można tu wprowadzać typowe funkowe, tłumione szesnastki, ale to już kwestia wyczucia i powinno być improwizowane - dla jasności zapisu nie umieszczałem tego w nutach.



Przykład 2 wykorzystuje tercjowy riff tak często używany niegdyś przez Jimiego Hendrixa, a współcześnie nadużywany chociażby przez bohatera naszej listopadowej okładki - Andy'ego Timmonsa. Spróbujcie różnych układów takich tercji przesuwanych równolegle po jakiejkolwiek skali - to prawdziwa kopalnia pomysłów. Tutaj wykorzystałem metrum 12/8, zagęszczając w nim rytm do szesnastek. Wspomniane tercje opóźniane są nutami o cały ton niżej, tzn pierwszym palcem gramy kwartę - na przykład próg IX na strunach A5 i D5 (początek przykładu) - następnie hammer-onem dokładamy nutę "docelową" o cały ton wyżej i uderzamy dwudźwięk (tercję małą F#-B) raz jeszcze. Potem są trzy tłumione szesnastki i patent się powtarza dwukrotnie - za każdym razem o cały ton niżej. Pod koniec każdego z taktów jest krótka fraza komplementująca całość. Proste i efektywne.

Mamy tu także w tle nierozpisany w nutach przykład 2b (jest zbyt prosty by marnować nań papier). Podobnie jak wcześniej, jest to smaczek wykorzystujący flażolety w najbardziej podstawowej postaci - czyli te na XII progu. Na czwartą szesnastkę gramy jednocześnie te flażolety na strunach G3-B2-E1 i pozwalając im wybrzmiewać przez resztę taktu jedną ręką naciskamy główkę gitary od tyłu, a drugą przytrzymujemy korpus w okolicy łączenia gryfu (lub górnego rogu). Dzięki temu uzyskamy bardzo subtelne vibrato.

Całość ma wydźwięk popularnego, rockowego akordu E7#9 - wprawdzie na początku pojawia się tercja wielka, ale już na trzeciej ćwiartce wchodzi nuta "G" czyli nona wielka (tercja mała, jak kto woli). Także w partii flażoletów mamy "G", czyli teoretycznie tercję małą. Ponieważ jednak pojawienie się tercji wielkiej w jakimkolwiek układzie harmonicznym dominuje tonalność (ma to związek z kolejnością kolejnych składowych harmonicznych dźwięku), stąd E7#9.

Przyszedł czas odpowiedzi na postawione wcześniej pytanie. Chciałbym więc przytoczyć coś, co powiedział Joe Satriani w wywiadzie dla nieistniejącego już miesięcznika Guitar One (a szkoda, bo był zacny). W numerze 09/2006 Satch powiedział: "Na klinikach gitarowych ludzie często mnie o to pytają. A ja im odpowiadam, że po pierwsze przemysł muzyczny jest okrutny, a po drugie nie ma żadnej nagrody za robienie tego wszystkiego. Kiedy już to zrozumieją, zaczynają zadawać sobie pytanie: 'Po co ja to ciągnę dalej?' Jeśli odpowiedzią jest - 'Bo kocham to robić!' - znaczy to, że wszystko będzie OK."

Gdzie zatem szukać tytułowej motywacji do grania? Ano nigdzie. Nie są nią żadne zewnętrzne gratyfikacje, takie jak poklask publiczności, sława czy pieniądze. Tak jak prawdziwa miłość, tak i pasja muzyczna nie wymaga żadnej specjalnej motywacji do pozostania "razem". Po prostu albo się ją ma, albo się jej nie ma. I tak jak najlepszą definicją przyjaźni jest "Znam wszystkie twoje wady, ale nadal cię lubię", tak my gitarowi pasjonaci znamy wszystkie wady tego "zawodu", ale po prostu cholernie lubimy to robić. Wystarczy nie dać sobie wmówić, że jest inaczej - wystarczy o tym w natłoku codziennej szarzyzny nie zapomnieć...