Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Metal #95 - Brzmienie pauzy

Metal #95 - Brzmienie pauzy

"Metal"

Sławomir Sobczak

Pauza podobno oznacza ciszę i fragment frazy, w którym dany instrument muzyczny nie wydaje z siebie żadnego dźwięku. Tak to wygląda w teorii, a jak jest naprawdę?

Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to okaże się, że nie zawsze jesteśmy w stanie "zagrać" je wystarczająco starannie. Przyczyn jest tu wiele, z których jako najważniejsze można wymienić samą naturę brzmienia, jakim się posługujemy, oraz szybkie tempo. Pierwsza sprawa, czyli brzmienie, dotyczy silnych przesterowań, a one - jak wiadomo - lubią sobie spokojnie wybrzmieć. W większości przypadków jest to zaleta, jednak w sytuacji, gdy zajdzie konieczność natychmiastowego wytłumienia strun w celu uzyskania krystalicznie czystej pauzy, może to stanowić istotny problem. Drugą sprawą jest tempo, w jakim gramy. Nie trzeba chyba przekonywać, że im szybciej i gęściej kostkujemy, tym trudniej jest nam kontrolować pojawiające się we frazie pauzy. Poprzednio zagrany dźwięk będzie usilnie domagać się skupienia na nim uwagi i utrudni nam wytłumienie struny. Z powodu krótszych wartości czasowych występujących przy pauzach w większych tempach mamy relatywnie mało czasu na to, aby skutecznie wytłumić struny. Są to problemy, o których niekiedy warto pomyśleć, ponieważ ich rozwiązanie pomoże nam w tworzeniu riffów o bardziej złożonej rytmicznie konstrukcji. Urywane riffy z dużą liczbą pauz i zawieszeń są dynamiczne - oczywiście o ile zostaną zagrane właściwie.

Owszem, istnieją gitarzyści, którzy nie zdają sobie sprawy z istnienia pauz, a ich ambicją jest szczelne wypełnienie całego dostępnego w takcie, frazie czy utworze miejsca. Taka gra przypomina nieco mowę bez nabierania powietrza nie będącą zbyt przyjemną dla ucha słuchacza. Ponadto jest możliwość posiłkowania się mocno działającą bramką szumów, tyle że jej użycie w codziennej grze to jak niekończąca się nauka pływania w kole ratunkowym. Uleganie pokusie wspomagania się takimi narzędziami nie jest dobrym nawykiem. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku kompresora, ale to już temat na inny warsztat. W małym stopniu, gdy sytuacja tego naprawdę wymaga - owszem, ale w czasie pracy nad techniką stanowczo Wam tego odradzam.

W tym miesiącu przedstawię kilka riffów intensywnie wykorzystujących pauzy. Każdy z nich robi to w nieco inny sposób, jednak zasada jest wciąż taka sama - chodzi o świadome zastosowanie pauz i jednocześnie nieuleganie pokusie przesadnego walczenia o to, aby były one sterylnie odseparowane od reszty dźwięków.

Przykład 1 pokazuje to, co jest najważniejsze w początkowym okresie pracy z pauzami, czyli różnice pomiędzy dźwiękami wybrzmiewającymi oraz tymi wyraźnie i ostro zakończonymi, po których pojawiają się pauzy. Pierwsze dwa takty zawierają szereg dźwięków Fis na progu 2 struny E6 bez żadnych pauz pomiędzy nimi. Szesnastki gramy standardowo, kostkując naprzemiennie. Gdy pojawią się ósemki (lub dwie szesnastki połączone łukiem - taki zapis lepiej obrazuje konstrukcję rytmiczną riffu), to nie robimy nic, po prostu pozwalając strunie swobodnie wybrzmieć. Zwróćcie uwagę na ogólny charakter brzmieniowy riffu podczas gry realizowanej w opisany powyżej sposób. Nietrudno zauważyć, że niczego mu nie brakuje, bowiem brzmi całkiem dobrze.

Spróbujmy jednak go trochę podrasować, i tu z pomocą przyjdą nam nasze tytułowe pauzy. W taktach 3-4 zmieniamy pozycję na III i gramy ten sam riff co poprzednio, jednak tym razem wprowadzamy pauzy na drugich połówkach obszarów uprzednio zajmowanych przez ósemki. Efekt jest lepszy, lecz trzeba tu uważać, aby nie przesadzić z tym tłumieniem strun. Tak jak pisałem wcześniej, przesadne skupienie na poprawności technicznej doprowadzi do tego, iż riff zabrzmi zbyt syntetycznie i bez wyrazu. Zbyt mocne tłumienie strun prawą dłonią ułożoną na mostku (P.M.) ma swoją cenę w postaci mniej nasyconego dźwięku.



Przykład 2 jest skonstruowany w taki sposób, aby pauzy następowały po dwudźwiękach, a do tego granych na strunach A5 i D4, podczas gdy główny motyw umiejscowiony jest na strunie E6. Takie rozdzielenie wprowadza do zagrywki pewne utrudnienie, ponieważ po zagraniu serii dźwięków na strunie E6 musimy najpierw zadbać o wytłumienie tej struny, by móc czysto zagrać dwudźwięk, a po chwili stajemy przed problemem skutecznego wytłumienia go, by tym samym uzyskać czystą pauzę. Wymaga to nie tylko zerwania kontaktu strun z progami (bez odrywania palca od samych strun), ale również delikatnego dotknięcia strun prawą dłonią na mostku. Sytuacja komplikuje się w taktach 3 i 4, gdzie dochodzą zmiany pozycji i konieczność skrócenia struny E6 na progach 3 i 1. Trzymając palec wskazujący na tych progach, musimy jednocześnie zadbać o zagranie dwudźwięków na strunach A5 i D4 za pomocą palca serdecznego i później wskazującego (takt 3) lub serdecznego, a następnie środkowego (takt 4).



Przykład 3 to ćwiczenie, w którym pauzy nie są zbyt mocno zaznaczone, w nagraniu słychać wręcz, że pomiędzy nutami oddzielonymi znakiem pauzy nie znajduje się stuprocentowa cisza, lecz delikatne wybrzmienie poprzedniego dźwięku. Przy wyższym tempie wytłumienie dźwięków nie jest już tak efektywne jak przy wolniejszej grze, dlatego musimy się zdecydować, na czym nam bardziej zależy - na ogólnym brzmieniu czy na ścisłej poprawności technicznej. Moim zdaniem dążenie do doskonałości technicznej nie może przysłaniać większych korzyści, a mianowicie całościowego rezultatu brzmieniowego i ogólnego wrażenia, jakie wywiera dany riff. Niekiedy przesadna poprawność nie daje najlepszych efektów. Aby jednak za bardzo nie odchodzić od tematu, wezmę za przykład omawianą tu zagrywkę. Gdy spróbujecie zagrać ją w taki sposób, aby za wszelką cenę zaakcentować obecność pauz, to szybko przekonacie się, że ucierpi na tym cały riff - straci sprężystość i energię, w której miejsce pojawi się suche, sterylne i pozbawione życia brzmienie. Grając w wyższym tempie, po prostu nie da się tak wytłumić strun, aby uzyskać idealną ciszę bez trwającego ułamek sekundy wybrzmienia poprzedniego dźwięku na jej początku.



Przykład 4 to mieszanka pulsacji czwórkowej i triolowej. Dla większej czytelności w taktach 2 i 3 zastosowałem uproszczoną notację staccato z kropkami oznaczającymi skrócenie nut o połowę. Podstawową trudność stanowi tu fakt wyciszenia dwóch strun jednocześnie, co wymaga nieco większej uwagi.