Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #98 - Grać niedokładnie?

Funky #98 - Grać niedokładnie?

"Funky"

Krzysztof Inglik

Kiedy w szkole każą nam ćwiczyć skale, najczęściej zaleceniu dokładności towarzyszy włączenie maszyny tortur o nazwie metronom. Czy odejście od tej zasady skazuje nas na granie niedokładne?

W lutym postanowiłem wrócić na moment do podstaw, głównie ze względu na powtarzające się pytania - jak ćwiczyć skale, żeby się nie zanudzić. Nie chcę tu jednocześnie wchodzić w dyskusję, czy skal trzeba się uczyć, czy wręcz przeciwnie. Załóżmy, że nie trzeba, ale chcemy i szukamy prostych pomysłów na zrobienie tego możliwie bezboleśnie. Najczęściej narzekacie na to, że ćwiczenia skalowe brzmią "kwadratowo" i nieciekawie. Faktycznie, kiedy nałoży się na siebie metronom i bezduszne ćwiczenia oparte na sekwencjach, może się zrobić sennie. Co więcej, taki mechaniczny sposób grania wchodzi w palce i ciężko się potem z niego wyzwolić. Wszakże jak mówi stare powiedzenie: jesteś tym co zjadasz. Dlatego też powinniśmy sobie zadać pytanie, które tak prześwietliłem (a nawet "przepaliłem") w tytule tego warsztatu: Czy grać niedokładnie? I tutaj dochodzimy do sedna problemu, a polega on na tym, że duża część uczących się gitarzystów (a czasem co gorsza - gitarzystów uczących innych) utożsamia dokładność ze sterylnością wykonania.

Staccato, każdy dźwięk kostkowany, wszystko równiutko rytmicznie i dynamicznie, zero artykulacji - taka "Bajka robota". No i po co? Czemu ma to służyć? Przypomina mi się tu anegdota (bodajże z serialu "Przystanek Alaska") o tym, jak Indianie robiący dywany zawsze zostawiali jeden ścieg niedoskonały - po to aby dywan był w zgodzie z naturą. Jesteśmy ludźmi i właśnie ta ludzka niedoskonałość (a nie maszynowo-cyfrowa doskonałość) nas charakteryzuje. Drobne pęknięcia, różnice nadające naszym "dziełom" indywidualny rys - to jest to co najcenniejsze. Kiedy słuchacie tych kilku gitarzystów, którzy mają swój własny styl i są rozpoznawalni, spróbujcie dostrzec w ich muzyce te elementy. Wspominałem już kiedyś o "Sco"? John Scofield, jeden z najbardziej charakterystycznych gitarzystów jazzowych, przyznał w wywiadzie: "Mój styl zrodził się z niedoskonałości; po prostu nie potrafiłem kostkować obustronnie tak szybko jak moi koledzy, więc zacząłem łączyć co drugi dźwięk legatem." Tak właśnie powstał ten słynny, pulsujący phrasing Scofielda. Dlatego też polecam ćwiczenia "mniej sterylne".

Przykłady zapisane na stronie obok podzielone są na dwie grupy. "A" to idea, czy może raczej schemat, budowa danego ćwiczenia. To suche ćwiczenie jakich są tysiące, a znaleźć je można w różnych książkach na różne instrumenty. Mnie osobiście kojarzą się one z fortepianowymi podręcznikami do doskonalenia techniki, jakie pisywał chociażby maestro Czerny. "B" to moja propozycja sposobu ćwiczenia, i to właśnie usłyszycie na załączonych trackach audio.

Przykład 1A to typowe ćwiczenie triolowe, oparte na sekwencji trójkowej, w którym schodzimy po skali w dół grupami po trzy nuty od kolejnych jej stopni. Zagrane w ten sposób brzmi kwadratowo, ale wystarczy zmienić rytm na szesnastkowy, aby akcent motywu nie zbiegał się w czasie z akcentem rytmicznym, by patent nabrał rumieńców.

Dodatkowo dodamy tu legato, dzięki któremu fraza zyska nowe akcenty - patrz przykład 1B.


Przykład 2A jest analogicznym do poprzedniego ćwiczeniem opartym na rytmie szesnastkowym i sekwencji czwórkowej, czyli schodzimy tu po skali grupami po cztery nuty.



Zamiast zmieniać rytm, zastosujemy tu inny patent: przesuniemy cały motyw o jedną szesnastkę do przodu - patrz przykład 2B. W ten prosty sposób uzyskamy akcentowanie "na i" sprawiające, że ćwiczenie stanie się mniej "kwadratowe" (oczywiście dla ubarwienia tutaj także nuty łączone są legato).


Przykład 3A to popularne ćwiczenie interwałowe polegające na tym, że od każdego stopnia skali gramy interwał tercji w dół (na dźwięk diatoniczny, z tej skali). Brzmi niezwykle topornie w jakimkolwiek podziale parzystym i najprościej zagrać go jako triole, kwintole, sekstole... cokolwiek odwróci akcentowanie wewnątrz frazy. Ale można też podłożyć pod to ćwiczenie dowolny inny rytm. Paul Gilbert proponował kiedyś wystukiwanie rytmu dłonią na kolanie i powtarzanie go w solówce/ riffie na gitarze.



To też dobry pomysł na ćwiczenie, którego moją wersję zapisałem w przykładzie 3B. Wszystkie trzy przykłady zagrane zostały po skali A doryckiej w minimum dwóch pozycjach. Należy oczywiście ćwiczyć we wszystkich pozycjach, aby opanować materiał w różnych miejscach na gryfie. Powodzenia!

Na koniec chciałbym przytoczyć jeszcze słowa Tommy'ego Denandera, którego miałem okazję ponownie spotkać na tegorocznych targach NAMM (co za gość mówię Wam!). A powiedział on w jednym z wywiadów coś takiego: "Człowiek łatwo ulega demonowi doskonałości. W rezultacie, osiągając pewien poziom, ćwiczy dalej, zamiast zająć się po prostu muzyką, graniem jej z ludźmi i czerpaniem z tego przyjemności. Co z tego, że wykostkujesz skalę miksolidyjską w tempie 300 BPM, jeśli wszystko, co grasz, brzmi kwadratowo i bez polotu? Co z tego, że będziesz miał doskonałą technikę, jeśli nie będziesz w stanie skomponować żadnego wpadającego w ucho utworu? Co z tego, że będziesz się uważał za świetnego gitarzystę, jeśli nikt nie będzie chciał cię słuchać? Jak mawiał Miles Davis: Czego nie przeżyłeś, tego nie zagrasz na swojej trąbce. Nic dodać, nic ująć. Czasem lepiej jest wyjść ze swoich czterech ścian, spotkać się z przyjaciółmi i przeżyć coś. Przynajmniej będziesz miał o czym opowiadać, kiedy weźmiesz znów wiosło do ręki." Aye!