Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #100 - Podążając za pałkerem

Funky #100 - Podążając za pałkerem

"Funky"

Krzysztof Inglik

Wielokrotnie już pisałem, że dobry perkusista w zespole to połowa sukcesu. Niestety muszę tu przyznać, że myliłem się. Dobry perkusista to dziewięćdziesiąt dziewięć procent sukcesu!

Gitarzystom najczęściej wydaje się, że są najważniejsi w zespole, a największym problemem Świata jest to, jaką skalę zagrać do G7 i w której pozycji na gryfie. To gitarzyści przynoszą nowe kawałki na próbę, to oni stają w świetle reflektorów, żeby zagrać popisową solówkę. "Jak mi nie pójdzie w życiu, to zostanę perkusistą" - tak brzmi znane powiedzonko. W rzeczywistości to właśnie od perkusisty zależy, czy Wasze mozolnie tworzone riffy będą żarły, czy nie będą. Dobry może nadać im blask, a kiepski całkowicie pogrążyć. Co więcej, kiedy będziecie mieli przyjemność grania ze świetnym pałkerem, spróbujcie wsłuchać się w jego grę. Co gra na taktowym, co na werblu, co na hi-hacie i jak to wszystko łączy się w całość. W większości wypadków już po chwili będziecie mieli głowę pełną pomysłów, a riffy posypią się jak z rękawa. Tak więc teraz weźmiemy na warsztat kolejny, 1-taktowy zaledwie loop perkusyjny i zobaczymy co na jego podstawie uda się wymyślić.

Głos 1 to riff położony na piątej i szóstej strunie, kopiujący linię basu. Ta z kolei podąża dokładnie ze bębnem taktowym perkusisty - posłuchajcie przez chwilę nagranego przykładu. Gitara gra tu prymki molowych akordów: Dm, Bbm, Gm i Am. Każdy z nich panuje na obszarze jednego taktu. Taka progresja nieodparcie kojarzy mi się z Megadeth, ale nie pamiętam tytułu kompozycji. Pomożecie mi? Od strony technicznej jest to ćwiczenie na tłumienie strun lewą ręką. Prawa kostkuje praktycznie przez wszystkie struny (chociaż dla czytelności zapisu, "iksy" oznaczające tłumione dźwięki zapisane zostały tylko na jednej). Lewa ręka jest odpowiedzialna za to, aby słyszalnym był jedynie jeden. Reszta to efekt perkusyjny, dodający całości dynamiki. Reasumując - pierwszy głos powstał przez skopiowanie rytmu granego przez perkusistę na bębnie taktowym.



Zobaczmy teraz co możemy zrobić dalej, ale najpierw prośba: posłuchajcie jeszcze raz przykładu numero uno, ale tym razem swą uwagę skupcie na hi-hacie. Głos 2 to nawiązanie do hi-hatu właśnie, który w tym przypadku nie gra wypełniających cały takt ósemek lub szesnastek, a konkretny rytm. To ułatwienie, bo konstruując drugi głos możemy powtórzyć ów rytm nuta w nutę. Podkładamy pod niego dźwięki pentatoniki molowej, odpowiadającej prymce, granej aktualnie w głosie pierwszym. Zaczynamy od pentatoniki D moll w dziesiątej pozycji. Zauważcie, że ostatnie dwie szesnastki w takcie pierwszym są wyprzedzeniem - właściwie należą już do kolejnego taktu, w którym gramy pentatonikę Bb moll w szóstej pozycji. Następnie gramy pentatonikę G moll w pozycji trzeciej oraz A moll w piątej. Za każdym razem pamiętając o wyprzedzeniu kolejnych taktów ostatnimi dwoma szesnastkami.

Zanim przejdziemy do ostatniej partii gitarowej, spróbujcie wsłuchać się w oba omówione przed chwilą głosy jednocześnie. W jaki sposób się uzupełniają? Odpowiedź na to pytanie będzie kluczowa w zrozumieniu funkcji ostatniego głosu w tej odsłonie warsztatów funky, który będzie stanowił klamrę spinającą całość. Spójrzcie na stronę z nutami i połączcie w myślach rytmikę pierwszych dwóch głosów. Otrzymamy w wyniku tego prawie kompletny szereg szesnastek, a głos 3 odziedziczy ten element.

Co można jednakże zrobić, aby równy i prosty rząd nut szesnastkowych nie zanudził nas na śmierć? Na przykład opuścić pierwszą z nich - pentatoniczna fraza rozpoczyna się wprawdzie od czterodźwiękowego motywu, ale jest przesunięta o jedną szesnastkę w prawo. Dzięki temu solo mija się z mocnym początkiem taktu, w którym nutkę na "raz" grają bębny, bas i gitara z pierwszego głosu.

Drugim elementem urozmaicenia są motywy - czterodźwiękowy i trzydźwiękowy, powtórzone dwukrotnie plus jedna nutka na końcu, przesuwająca akcent frazy. Teraz parę słów na temat wykorzystanych w głosie trzecim dźwięków. W głosie drugim przesuwaliśmy rękę do kolejnych pozycji, realizując za każdym razem to samo opalcowanie skali. Tym razem założeniem jest trzymanie się możliwie blisko jednej pozycji. Zaczynamy od pentatoniki D moll w siódmej pozycji na gryfie - jest to boks położony na lewo od najpopularniejszego układu pentatoniki w pozycji dziesiątej. Kolejnym akordem jest B moll - tu dla odmiany użyjemy pentatoniki sekstowej, ogrywającej akord Bbm6/9. Składa się ona z następujących dźwięków: Bb, C, Db, F i G. Moglibyśmy tu oczywiście zagrać zwykłą pentatonikę Bb moll - pierwszy jej 4-dźwiękowy motyw dostępny jest zaledwie pół tonu wyżej. Wystarczyłoby przesunąć o pół tonu motyw grany do D moll i bylibyśmy w domu. Jednakże brzmi to, jak na moje ucho, zbyt miękko i bez wyrazu. O wiele bardziej pasuje mi tu klimat motywu zawierającego sekstę i nonę tego akordu.

Kolejne 2 takty ogrywane są już zwykłymi pentatonikami. Najpierw G moll w 8. pozycji, a potem A moll w pozycji 7. Co ciekawe, pierwszy i ostatni akord w tej progresji wykorzystuje motyw składający się z tych samych dźwięków. Zmienia się tylko ich znaczenie w stosunku do prymki. Dla położonego w I takcie D moll, będzie to w kolejności: pryma, septyma mała, kwinta czysta i kwarta czysta. Dla położonego w IV takcie A moll, będzie to: kwarta czysta, tercja mała, pryma i septyma mała.

Posłuchajcie teraz jak wszystkie te głosy grają razem, a następnie spróbujcie wymyślić swoje własne, grając do audio z pierwszego przykładu. A "następną razą" kiedy spotkacie się na próbie zespołu, spróbujcie odwrócić sytuację. Zamiast kazać pałkerowi wyklepać coś do przyniesionego riffu, poproście go, aby zagrał jakiś fajny groove. Posłuchajcie chwilę i zagrajcie to co usłyszycie w odmętach swojej wyobraźni. To może być ciekawe doświadczenie.