Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Blues #17 - Glissando w bluesie

Blues #17 - Glissando w bluesie

"Blues"

Jarek Dobrzański

Glissando to chyba druga (po podciąganiu) ulubiona technika artykulacyjna gitarzystów bluesowych


Na pewno wynika to z popularności techniki slide w świecie bluesa i z tego, że glissandowy charakter grania metalową lub szklaną rurką przedostawał się do gry także tych gitarzystów, którzy nie używają tej techniki. Jest to jeszcze jeden sposób na nadanie gitarowym solówkom tak charakterystycznego dla bluesa, wokalnego posmaku.

Zacznijmy od podstaw, czyli od tego, czym właściwie jest glissando. Technikę tę stosujemy zawsze wtedy, gdy po zagraniu jakiegoś dźwięku na gryfie przesuwamy palec na inny próg, nie odrywając go od gryfu. Ponieważ nie odrywamy palca od gryfu, struna brzmi w trakcie takiego przesunięcia, dając efekt płynnego przejścia od jednego dźwięku do drugiego. Oczywiście gitara ma progi, dlatego przejście nie będzie idealnie płynne, lecz skokowe (krokami o pół tonu), ale kiedy wykonujemy takie przejście odpowiednio szybko, wówczas powstaje wrażenie płynności. Idealną płynność, a tym samym większą śpiewność, można uzyskać już tylko wspomnianą na wstępie techniką slide, o której na pewno nie zapomnę napisać w dalszej części niniejszego cyklu. Tym razem jednak skupimy się na normalnej gitarowej technice zwanej glissando.

Jeszcze kilka słów na temat notacji. Glissando w zapisie nutowym oznaczane jest pochyłą kreską (wznoszącą się lub opadającą - w zależności od tego, czy chodzi o glissando w górę, czy w dół) prowadzącą od jednej nuty, lub pozycji na tabulaturze, do drugiej. Jeżeli pomiędzy dwiema nutami występuje taka kreska, to znaczy, że po zagraniu pierwszej nuty trzeba przesunąć palec na jednej strunie do dźwięku wskazywanego przez drugą nutę. Jeżeli oprócz kreski dwie nuty połączone są łukiem legato, to po dotarciu do drugiego dźwięku nie uderzamy go.

Ślizg na gryfie oznacza przeważnie zmianę pozycji. Stąd technika glissando jest bardzo często stosowana do płynnego przechodzenia pomiędzy pozycjami na gryfie, ułatwiając opalcowanie pewnych skal, umożliwiając objęcie jedną zagrywką większego rejestru i dodając grze - przy okazji - bluesowego charakteru. Oto przykład: Spróbujmy zagrać zwykłą pentatonikę molową w tonacji A, pozostając w V pozycji, a następnie spróbujmy zagrać tę samą pentatonikę w sposób pokazany w przykładzie 1.

 

 

Jak widać, dzięki stopniowemu przesuwaniu się glissandami w górę gryfu udało się zagrać tę skalę jednym ciągiem przez trzy oktawy. To samo możemy zrobić w drugą stronę, co widać w przykładzie 2. Tym razem wybraliśmy jednak inną "trasę" dla palców, która przy grze zstępującej wydaje się akurat bardziej wygodna.



Szczególną śpiewność mają zagrywki, w których glissando łączone jest z przednutkami. Przykład 3 - to zagrywka również utrzymana w molowej pentatonice w tonacji A z zastosowaniem glissandowych podjazdów z góry i z dołu z przednutek. Ciekawy też efekt daje zestawianie ze sobą podjazdów z góry i z dołu poprzez granie ich naprzemiennie. Dzięki temu nawet najprostszy zestaw dźwięków do grania bluesa (pentatonika molowa) może zabrzmieć dość intrygująco. Kiedy w cichszych fragmentach utworu chcemy wydobyć z gitary bardziej subtelne tony, możemy spróbować połączyć glissanda z techniką legato. Taką właśnie zagrywkę znajdziemy w przykładzie 4. Sprawdzi się ona na tonice w durowym bluesie w tonacji C. Jak widać, większość dźwięków wydobywana jest tutaj techniką legato lub glissando, dzięki czemu całość brzmi delikatnie i płynnie. Bluesowy charakter tej zagrywki dodatkowo podkreślają podciągnięcia o pół tonu i ćwierć tonu oraz skontrastowanie pentatoniki durowej z molową. Zagrywkę tę otwiera i kończy sekwencja czterech niemal takich samych nut, granych w tym samym miejscu w takcie, czyli na "4 i" (za drugim razem sekwencja ta grana jest oktawę wyżej). Jedyne, co różni obie te sekwencje, to drugi dźwięk. Za pierwszym razem jest to seksta (A) należąca do pentatoniki durowej, a za drugim - septyma mała należąca do pentatoniki molowej - i to właśnie tworzy wspomniany wcześniej kontrast.

 

 


Za pomocą glissanda można wykonać też pewien ciekawie brzmiący trik artykulacyjny. W zagrywce w przykładzie 5 mamy prostą bluesową zagrywkę w rytmie triolowym. Trzecia nuta to dźwięk G grany na strunie E, po którym następuje ponownie dźwięk G, ale grany na strunie B, do którego dojeżdżamy glissandem z przednutki E na strunie B. W dalszej części zagrywki następuje podobny trik. Tym razem po dźwięku Bb na strunie E następuje dźwięk Bb na strunie B, do którego także dojeżdżamy glissandem z przednutki G na strunie B. Gitarzystów bluesowych, którzy upodobali sobie ten efekt artykulacyjny, nie trzeba szukać daleko - wystarczy przysłuchać się choćby grze Jurka Styczyńskiego z Dżemu.



Bardzo żywe i ekspresyjne efekty da się uzyskać, łącząc glissanda z podciąganiem. Możemy na przykład dojeżdżać do jakiegoś dźwięku glissandem, po czym od razu go podciągnąć. Wymaga to oczywiście pewnej wprawy i dobrego opanowania zarówno techniki glissando, jak i precyzyjnego podciągania. Przykład 6 to przykład takiej właśnie zagrywki. Mamy tu glissando z podciągnięciem o pół tonu po dotarciu do progu docelowego, a następnie podobne glissando z podciągnięciem o półtora tonu. Ćwicząc tę zagrywkę trzeba zwrócić uwagę nie tylko na rytm, ale przede wszystkim na dokładność podciągnięć. Tym sposobem możemy zasymulować brzmienie techniki slide. Skoro już powołujemy się w tym odcinku na rodzimych gitarzystów, należy dodać, że wiele zagrywek z zastosowaniem tejże techniki można usłyszeć na płycie solowej Jana Borysewicza "Wojna w mieście".

 


Oczywiście przedstawione tu przykłady to tylko kilka pomysłów na wykorzystanie techniki glissando. Jest to bowiem jeden z tych zabiegów artykulacyjnych, który najczęściej stosowany jest przez gitarzystów - można by rzec - w półświadomy i intuicyjny sposób. Czasami jednak, jeżeli w czasie swobodnej improwizacji wyjdzie nam coś, co zabrzmi ciekawie i jest godne włączenia do arsenału gitarowych środków wyrazu, to warto się nad tym zatrzymać, pochylić i dopracować. W końcu słuchacze rozliczą nas nie z tego, jak dobre mamy pomysły, ale z tego, jak dobrze je wykonujemy.