Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Metal #34 - Arpeggio Na Ostro

Metal #34 - Arpeggio Na Ostro

"Metal"

Sławomir Sobczak

Jednym z najpopularniejszych ozdobników stosowanych w grze na gitarze, szczególnie akustycznej, jest arpeggio.

Według ogólnie przyjętej definicji, arpeggio jest sposobem wykonywania akordu polegającym na szybkim następstwie jego dźwięków składowych, przy czym dźwięki te nie są uderzane jednocześnie, lecz kolejno dołączane w krótkich odstępach czasu od najniższego do najwyższego lub w odwrotnym porządku. Nazwa pochodzi od techniki wykonywania akordów na harfie (arpeggio - wł. gra na harfie). Co prawda w cyklu warsztatów metalowych nie zajmujemy się grą akordową przydatną przy ognisku i w innych podobnych sytuacjach, ale nie powinniśmy przechodzić obojętnie obok okazji, jaką stwarza nam wykorzystanie arpeggia w ostrzejszych, przesterowanych riffach. Dlatego w tym miesiącu postaram się zachęcić Was do wykorzystywania tego właśnie z pozoru banalnego ozdobnika, jakim jest arpeggio.

 

Na początek kilka "ogniskowych" akordów, podanych jednak na ostro (przykład 1). Mimo tego, że podczas gry przedstawionego tu riffu praktycznie wszystkie dźwięki możemy grać na wytłumionych strunach (P.M.), to sugerowałbym lekkie oderwanie prawej dłoni od mostka na każdej przedłużonej ósemce, w celu uzyskania lepszego efektu brzmieniowego. Niezwykle ważne jest precyzyjne tłumienie strun prawą ręką na mostku, co nie jest tu takie proste, gdyż poruszamy się zarówno po strunach basowych, jak i wiolinowych. Nie należy się jednak martwić, ponieważ zagrywka z przykładu 1 została skonstruowana w taki sposób, aby nie wprowadzała żadnych kłopotliwych dysonansów. Zresztą najlepszym sposobem na przećwiczenie zaprezentowanej wprawki jest przetestowanie kilku technik gry. A zatem nic nie stoi na przeszkodzie, by wszystkie dźwięki zagrać bez tłumienia, z maksymalnym tłumieniem, jak też i z delikatnym dociskaniem strun prawą dłonią na mostku. Osobiście skłaniam się ku tej ostatniej opcji, chociaż wszystko zależy od konkretnej sytuacji i kontekstu, w jakim wykorzystujemy dany riff.

Kolejna zagrywka (przykład 2) opiera się na podobnym schemacie rytmicznym co poprzednia, jednak zamiast grupy czterech szesnastek w ostatniej ćwiartce każdego taktu mamy tu dwie szesnastki i jedną ósemkę. Podobnie jak wcześniej, także tutaj dobrym rozwiązaniem może być rezygnacja z tłumienia najwyższych składników rozłożonych akordów. Ćwiczenie to należy traktować przede wszystkim jako wstęp do własnych poszukiwań, bowiem nic nie stoi na przeszkodzie, aby zaprezentowane pochody dźwięków zagrać w innych pozycjach na gryfie. Niezależnie jednak od tego, jak daleko odejdziemy od początkowych pozycji, kluczową kwestią nadal pozostaje właściwe wytłumienie nieużywanych strun. Jeśli coś pójdzie nie tak, to tłumione dźwięki na najniższych dźwiękach zostaną pozbawione mocy, a nie o to nam przecież tu chodzi.

Dotąd poruszaliśmy się od najniższych dźwięków do najwyższych. A co się stanie, jeśli zmienimy kierunek? Sprawdźmy to, grając riff widoczny w przykładzie 3. Pierwsze, co rzuca się w oczy (i uszy), to delikatne tłumienie wszystkich strun biorących udział w ćwiczeniu, a także ciekawe współbrzmienia. W tym riffie szczególnego znaczenia nabiera dobranie odpowiedniego poziomu tłumienia, co można osiągnąć tylko w jeden sposób - ćwicząc i eksperymentując z różnego rodzaju ułożeniem dłoni na mostku. Proponuję rozpocząć od bardzo wolnego tempa i maksymalnego tłumienia dającego wręcz "perkusyjne" dźwięki. Stopniowo zmieniając pozycję dłoni, tzn. przesuwając ją w kierunku mostka, staramy się odnaleźć takie miejsce, w którym poszczególne współbrzmienia nie sprawiają wrażenia chaotycznych, powstałych w sposób niekontrolowany.

Wszystkie trzy zaprezentowane do tej pory przykłady zakładały, że wędrówkę po strunach odbywamy niezbyt pośpiesznie, odmierzając każdy krok ósemkami. Tym razem spróbujemy zrobić to, korzystając z szesnastek, lecz utrzymując tempo które niezmiennie wynosi 170BPM. Rozpoczynamy od miarowych, tłumionych ósemek granych na pustej strunie E6, po których następuje szybkie przejście po trzech strunach aż do D4. Jest to zadanie dosyć trudne, dlatego też powinniśmy rozpocząć od wolniejszego tempa, zwracając jednocześnie uwagę na właściwą selektywność granych fraz. Podobnie jak wcześniej, tak i teraz pozostawiamy najwyższe dźwięki niewytłumione. Podczas przemiatania strun z góry na dół istnieje możliwość stosunkowo łatwego poradzenia sobie z problemem wybrzmiewających strun - wystarczy prowadzić palce lewej ręki (wskazujący gra dźwięk a na 5 progu struny E6, natomiast serdeczny - pozostałe dwie nuty na strunach A5 i D4) w podobny sposób, jak podczas sweepingu, o którym była już mowa w warsztatach "Solo" oraz "Rock". Przejście po strunach, poczynając od pozycji III, również nie będzie stanowiło problemu, kłopoty może natomiast sprawić sekwencja dźwięków fis, a, d pojawiająca się w takcie 2. Cała trudność polega na tym, aby wytłumić puste struny. Tu już nie jesteśmy w stanie posiłkować się delikatnym oderwaniem palców lewej ręki od aktualnie nieużywanych strun. Cóż więc zrobić? Prześledźmy całą frazę: najpierw gramy dźwięk fis na 2 progu struny E6, następnie kostkujemy pustą strunę A5, unosząc jednocześnie palec wskazujący, co spowoduje zerwanie kontaktu struny E6 z progiem. Później gramy dźwięk d na pustej strunie D4, wytłumiając strunę A5 za pomocą... tego samego palca, którego zadaniem jest po prostu dotknięcie (bez dociskania do progu) struny A5 na wysokości mniej więcej 2 progu. I to wszystko. Dzięki temu zabiegowi, który trwa co prawda ułamek sekundy, jesteśmy w stanie doprowadzić do sytuacji, kiedy nawet bardziej skomplikowane arpeggio nie będzie dla nas straszne, i to nawet na silnym przesterze. W takcie 4 przechodzimy w wyższe rejony gryfu i gramy grupy trzech dźwięków (c, e, a oraz c, e, b) w identyczny sposób, jak to robiliśmy na początku omawianego riffu. Zagrywka kończy się krótkim arpeggiem na strunach D4, G3 i B2, które zostało umieszczone w takcie o metrum 2/4.

Z analizy powyższych riffów wynika, że pewne elementy arpeggia mogą zostać z powodzeniem wykorzystane podczas tworzenia riffów w ostrzejszych odmianach rocka. Mam nadzieję, że udało mi się Was przekonać, iż wykorzystanie arpeggia w grze rytmicznej jest w stanie znacząco ubarwić typowe, cięższe riffy. Kolejny raz okazuje się, że niezależnie od tego, jaki gatunek muzyczny uprawiamy, mamy do dyspozycji olbrzymi zasób technik i sposobów gry, o ile tylko rozejrzymy się wokół i bez żadnych uprzedzeń sięgniemy po inne stylistyki, czasem bardzo odległe od tych, w których zwykle się obracamy.

Zajmując się arpeggiem warto też wspomnieć o tzw. arpeggiatorze, bez którego wiele osób zajmujących się muzyką elektroniczną i wykorzystujących syntezatory nie wyobraża sobie życia. Mówiąc w skrócie, arpeggiator to moduł pozwalający na automatyczne wygenerowanie różnorodnych przebiegów tworzących arpeggia na podstawie określonych wzorców. Czemu o tym piszę? Przecież nie możemy sobie pozwolić na podłączenie do gitary generatora jakichś wzorców... To prawda, jednak w przypadku gitary funkcję takiego arpeggiatora przejmuje nasza ręka. Może się więc okazać, że ćwiczenie tego typu patternów na gitarze może być bardzo przydatne w procesie nabierania wprawy w grze precyzyjnie osadzonych w rytmie riffów. Wystarczy tylko zmierzyć się z arpeggiatorem dostępnym w jednym z syntezatorów. Tym właśnie zagadnieniem zajmiemy się w jednym z kolejnych odcinków naszych warsztatów metalowych. Powodzenia!

(Sławomir Sobczak)