Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #35 - Klisza X

Funky #35 - Klisza X

"Funky"

Krzysztof Inglik

Z czego właściwie biorą się nasze nowe pomysły? Czy jest to świadoma, czy podświadoma inspiracja muzyką, której kiedyś słuchaliśmy?

 


Czy możliwe jest wymyślenie czegoś zupełnie nowego? Czy w każdym z nas nie mieszka czasem mały inżynier Mamoń, któremu podobają się jedynie te melodie, które już raz słyszał? Obawiam się, że tak właśnie jest, a przynajmniej jest tak w moim przypadku. Przyznaję się bez bicia. Weźmy pierwszą z brzegu progresję, którą ostatnio wymyśliłem (o ile mam prawo użyć tego słowa)...

Przykład 1 to romantycznie brzmiący riff, którego budowa nawiązuje do podstawowego rytmu perkusyjnego, gdzie na "raz" i "trzy" gra stopa, a na "dwa" i "cztery" - werbel. Tutaj zamiast stopy mamy schodzące chromatycznie niskie dźwięki, a zamiast werbla - wyżej położone składniki akordu. Progresja ta wszystkim coś przypomina, ale nikt nie potrafił mi powiedzieć co. Przykład ten otrzymał więc nazwę "Klisza X" (wzorem słynnego Malcolma X). Jeśli ktoś z Was ma odpowiedź na tę zagadkę, to proszę o podzielenie się nią ze mną. W każdym razie jest to przykład kliszy stworzonej nieświadomie. Sprawdźmy więc, czy uda nam się stworzyć kliszę świadomie.

 

Przykład 2 to dość ryzykowna interpretacja riffu "Master Of Puppets" zespołu Metallica. Z premedytacją odarłem go z efektu distortion i osadziłem w triolowym pulsie. Tu i ówdzie dodałem synkopę, a wszechobecne w oryginale kwinty zamieniłem na akordy dominantowe. Riff nazywa się "Majster od tapet". A jak brzmi? Posłuchajcie na dołączonej do magazynu płycie. W każdym razie jest to przykład oczywistej i bezczelnej "zrzynki", lekko tylko zakamuflowanej dla zmylenia ewentualnego pościgu. Spróbujmy stworzyć kliszę mniej bezpośrednią i trudniejszą do uchwycenia.

 

Przykład 3 ma tytuł "Dolej mi" i oparty został (chociaż trudno będzie Wam w to uwierzyć) na pierwszych dźwiękach riffu Scotta Hendersona z utworu "Dolemite". W oryginale mamy prosty rytm szesnastkowy. Prymka grana jest na "raz", a tryton na "dwa i". Następnie mamy pull-offowy motyw na dźwiękach E-F#. W "Dolej mi" zachowujemy patent z prymką i trytonem, zmieniając lekko rytm - teraz tryton będzie na ostatnią szesnastkę pierwszej ćwiartki. Kopiujemy również słuszną ideę pull-offowej frazy, ale wykorzystamy inne dźwięki - wstępujące chromatycznie od F# do G#. Chciałoby się powiedzieć "od F# do A", ale nie - zastosujemy tu skok przez rampę w postaci substytutu trytonowego dominanty E7, czyli akord Bb7. Całość rozbujamy do pulsu triolowego. I jak teraz wygląda nasza klisza z "Dolemite"?

Jest takie jedno słowo, dość często wytaczane jak działa na mury broniące zamek przed najeźdźcą. Chodzi mi o plagiat (łac. plagium - kradzież). Terminem tym określa się przywłaszczenie sobie cudzego utworu lub pomysłu. W założeniu jednak taka kradzież intelektualna ma być świadoma. Jednakże nasza kultura obfituje w zapożyczenia i nie jest to odbierane jako coś negatywnego. Słowo "inspiracja" (czyli natchnienie, wpływ, poddawanie, podsuwanie myśli lub pomysłu, sugestia) ma zdecydowanie pozytywne konotacje. Gdzie leży więc ta nieuchwytna granica, poza którą nasza "klisza" staje się podejrzana moralnie? Czy słynne "Dani California" Red Hot Chili Peppers to jeszcze zapożyczenie i niewinna inspiracja pomysłami innych artystów, czy już plagiat, który mamy naznaczyć i pokazywać palcem na przestrogę? Czy złe jest wyłącznie dosłowne kopiowanie, a lekka modyfikacja oryginału całkowicie nas rozgrzesza?

Steve Morse powiedział kiedyś, że lata spędzone w szkolnej ławce nauczyły większość z nas, że suche fakty i zapamiętane cyfry przeprowadzą nas przez egzaminy lepiej niż kreatywność i wyobraźnia. Doświadczenia takie przenosimy do dorosłego życia i wybieramy rozwiązania już sprawdzone, unikając odmienności i kontrowersyjności. Często muzycy mają taki problem: "Potrzebujemy przeboju, utworu, który będzie się podobał wszystkim". Większość użyje gotowej formułki, która polega na skopiowaniu tego, co aktualnie znajduje się na liście przebojów. Czy nie tak zaczęli kombinować muzycy pewnej znanej polskiej kapeli na "B", kiedy okazało się, że ich numer z nazwą tańca w tytule sprzedaje się jak świeże bułeczki? Nie ma się jednak co dziwić. Muzyka to obecnie taki sam biznes jak produkcja wyposażenia łazienek. Muzykę się projektuje i produkuje pod gust określonego targetu, z którego wydoić można najwięcej srebrników. Zespół ma być firmą wytwarzającą przewidywalny i chwytliwy rynkowo produkt, a co za tym idzie - przynoszącą zyski. Sponsor zespołu musi być pewien, że nie tylko wycofa swój wkład, ale zarobi na akcjach. Czy nie tak się dzieje obecnie z innym znanym zespołem na "F"?

Gdzieś u stóp tego biznesowego parnasu są zwykli ludzie, tacy jak Wy, którzy trzymają w rękach gitarę nie z wyrachowania czy potrzeby utrzymania niezwykle kosztownej żony i najnowszej sportowej bryki. Oni trzymają gitarę z prostej przyczyny - to jest dla nich coś, co się kocha i pasja, dla której warto każdego dnia rano wstać z łóżka. Nie ma znaczenia, czy zagra się kilka dźwięków wygrzebanych z głębi własnej duszy, czy kilka prostych kwart ze "Smoke On The Water".

Na tym etapie trzeba odrzucić strach przed kopiowaniem, bo jest to jedyny sposób, żeby się w ogóle czegokolwiek nauczyć. Trzeba brać po cegiełce od Hendriksa, Page’a, Becka, Satrianiego czy jakiegokolwiek innego artysty, którego gra powoduje, że krew szybciej krąży w naszych żyłach. Ważne jest jednak również to, by próbować te cegiełki układać po swojemu. Proponuję przeanalizowanie podanych wyżej przykładów. Na końcu strony z nutami znajduje się miejsce specjalnie dla Was. Zapiszcie tam swoją własną "kliszę" i zachowajcie ten numer na pamiątkę. Kto wie, być może kiedyś jedna z takich klisz będzie królować na naszych listach przebojów.

Na koniec parę słów od człowieka, który jest dla mnie niezwykle ważny - od Zbyszka Hołdysa. Powiedział on kiedyś tak: "Muzyka jest energią i talentem. Talent zaś objawia się również i w tym, że się umie w muzyce znaleźć miejsce dla siebie. Że się odrzuci strach przed zagraniem prosto, zwyczajnie, po ludzku. Że się potrafi postanowić, iż wyścigi o jakość, szybkość, technikę i układy nie mają znaczenia - znaczenie ma tylko to, by nasze maleńkie coś, co potrafimy, było komuś potrzebne. Jak powietrze do oddychania".

(Krzysztof Inglik)