Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #50 - Sajmon mówi: "zagraj coś", cz. 2

Funky #50 - Sajmon mówi: "zagraj coś", cz. 2

"Funky"

Krzysztof Inglik

Miesiąc temu zmagaliśmy się z widzimisię naszego perkusisty o imieniu Sajmon, który chciał, abyśmy wymyślali riffy do zaproponowanego przezeń rytmu. Tym razem spróbujemy wymyślić coś do beatu zapętlonego w sekwencerze.

W warsztatach "Funky" dość często podkreślam znaczenie rytmu. Dlaczego? Jak już kiedyś pisałem: Ziemia obiega Słońce w regularnym rytmie, chodzimy i mówimy we własnym tempie, nasze serce bije rytmicznie - jest to wszechobecny składnik naszego życia. Tak powszechny, że czasem przestajemy go zauważać i doceniać. Bez niego jednak wszystko jest martwe i nieruchome. Tak więc rytm to ten najważniejszy element muzyki, który organizuje pozostałe jej elementy w czasie. Niezwykle ważne jest też samodzielne komponowanie. Frank Zappa (skoro Steve Vai go słuchał, to my też możemy) powiedział kiedyś: "Muzyka pochodzi od kompozytorów, nie od muzyków. Kompozytorzy ją wymyślają, muzycy ją wykonują. Gdy muzyk improwizuje podczas gry, staje się kompozytorem, a przez resztę czasu jest interpretatorem muzycznego planu kompozytora". Jeśli więc nie chcecie być całe życie odtwórcami, to musicie zacząć zbierać własne pomysły. Wielu z Was zastanawia się jednak nad tym, jak komponować. Siadacie z wiosłem w ręku i czujecie w głowie pustkę. Wystarczy jednak sięgnąć po ów pierwotny składnik (rytm) i pomysły sypią się jak z rękawa. Fragment perkusyjnej pętli, niekoniecznie skomplikowanej, to najłatwiejszy sposób na inspirację. W tym miesiącu oprzemy się na czymś prostym, ale nieco mrocznym w charakterze, co wpłynie oczywiście na klimat wymyślonych riffów. Słuchamy więc naszego loopa, a następnie tego, co zagra nam w głowie i...

PRZYKŁAD 1 przedstawia riff pierworodny oparty na dwóch akordach i typowym funkowym podziale szesnastkowym, gdzie tłumione struny wypełniają przestrzeń pomiędzy akordowymi akcentami. Akordy pojawiają się na pierwszej i trzeciej ćwierćnucie. Tam, gdzie władzę przejmuje werbel, czyli na "2" i "4", grane są tylko tłumione struny. Zmiana pojawia się w takcie drugim, w którym na drugiej ćwiartce położone są dwa twarde akcenty ósemkowe, a zaraz po nich przesuwamy nasz akord o cały ton w dół. Jeśli za punkt odniesienia przyjmiemy nutę G (a ów niski pomruk w tle ma mniej więcej tę wysokość), to grany tu trójdźwięk x-x-x-3-3-5 będzie akordem molowym z dodaną noną wielką. Można się pokusić o dorzucenie na czwartej strunie prymy (x-x-5-3-3-5) lub septymy małej (x-x-3-3-3-5). Ja jednak uważam, że w tym przypadku mniej znaczy więcej. Jeśli chodzi o stronę wykonawczą, to grane tu akcenty akordowe powinny być możliwie krótkie, a szesnastkowy puls lekko rozkołysany. Nie jest to może do końca rytm shuffle, ale coś pomiędzy prostymi szesnastkami i pulsem triolowym.



PRZYKŁAD 2 to próba wyrwania się z tego typowo funkowego szatkowania całego taktu na szesnaście nutek. Riff zaczyna się z przedtaktu dwoma szesnastkami położonymi na "i" - druga i czwarta szesnastka ostatniej ćwiartki. W takcie pierwszym pojawia się ósemka położona na drugiej szesnastce (czyli też na "i"). W miejscu werbla (czyli na "2") gramy twardą ćwierćnutę - trzeci próg trzeciej struny w tabulaturze. Na trzeciej ćwiartce mamy rytm zaczerpnięty z przykładu 1, ale dźwięki są już inne. Ów dwudźwięk (x-x-x-3-5-x) to część akordu molowego G z dodaną sekstą wielką. Uwielbiam brzmienie seksty wielkiej w molowym kontekście. Brzmi ona bardzo bluesowo, prawie jak przełamanie trybu z molowego na durowy. Zauważcie, jak odmienny jest wprowadzany przez nią klimat do tego wyczarowywanego przez sekstę małą (patrz przykład 3). Tak więc można powiedzieć, że od strony harmonicznej operujemy tu akordami Gm6 w takcie pierwszym i Fm6 w takcie drugim (pomijając niski pomruk G w podkładzie). W wywiadzie z Robbenem Fordem przeczytałem kiedyś, że "trzeba uważać, żeby nie wpaść w pułapkę naśladowania konkretnego gitarzysty. To bardzo niebezpieczne. Nie można inspirować się jednym stylem, jednym instrumentem czy jednym muzykiem". Jednakże myśl o jakimś konkretnym muzyku może nas natchnąć do wymyślania zupełnie innych motywów niż zwykle.

PRZYKŁAD 3 to riff, który powstał, kiedy wyobraziłem sobie, co mógłby zagrać do tego podkładu Lee Ritenour lub George Benson. Oparty został o oktawy, które się świetnie sprawdzają w kontekście ukrytych w akompaniamencie melodii. W odróżnieniu od przykładu 2 pojawia się tu seksta mała (dźwięk Eb na ostatniej ćwiartce pierwszego taktu). Owa seksta mała w kontekście akordu molowego wprowadza bardzo liryczny, melancholijny nastrój. W drugiej połowie kolejnego taktu pojawiają się dźwięki Ab-G-F, które są nawiązaniem do występującego w poprzednich przykładach akordu Fm. Wszystkie trzy powyższe przykłady mieszczą się w zasadzie w jednej stylistyce, a jak powiedział kiedyś Urlo z grupy Ufomammut: "Nie chcemy ogrywać wciąż tych samych patentów. Zawsze staramy się poszukiwać nowych ścieżek wyrazu". Poszukajmy więc i my nieco innych ścieżek...



PRZYKŁAD 4 to odpowiedź na pytanie: czy do tego beatu można zagrać coś zupełnie z innej beczki? Przypomniała mi się lekcja z Birelim Lagrenem, którą opublikowaliśmy w lipcu 2008 roku, i zapytałem sam siebie: co mógłby zagrać Bireli w takim molowym kontekście? Pomyślałem od razu o pewnym bardzo popularnym zwrocie (nie chcę użyć słowa "turnaround"), jaki grają gitarzyści gypsy: Gm7-Adim-Bb6-Adim-Gm7-F7-Eb7-D7. Ograniczamy opalcowania tychże akordów do trzech nut - pryma na szóstej lub piątej strunie i najistotniejsze składniki na strunach trzeciej i czwartej. Teraz pozbywamy się toniki, a całość gramy nie jako ćwierćnuty, ale jako ósemki. To, co z tych zabiegów powstało, zapisane jest w nutach obok. Zachowujemy oczywiście tradycyjny puls staccato z akcentami na parzystych beatach. Jeśli dodacie do tego prymki, uzyskacie typowy riff gypsy.



PRZYKŁAD 5 napiszecie sami. Zostawiłem specjalnie puste miejsce, w którym wpiszecie swój własny riff. Wsłuchajcie się w ten perkusyjny loop i sprawdźcie, co przyniesie Wasza wyobraźnia. A kiedy już zapełnicie to miejsce, posłuchajcie, co radzi starszy kolega po fachu Tony MacAlpine: "Wyjdź z domu, poznaj innych muzyków i graj z nimi. Nie wystarczy siedzieć w domu i katorżniczo ćwiczyć. Muzyka jest wyrazem życia. Trzeba umieć żyć, żeby grać dobrą muzykę". Nic dodać, nic ująć.