Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Tapping #50 - Manifest Fulary, cz. 2

Tapping #50 - Manifest Fulary, cz. 2

"Tapping"

Adam Fulara

Ten odcinek warsztatów jest dokończeniem mojego manifestu, w którym przestawiam poglądy, jak również program działania, starając się odpowiedzieć na pytanie: "po co gram na gitarze i o czym właściwie marzę?"

W poprzednim odcinku napisałem o tym, jak ważna jest rola umysłu w muzycznej drodze gitarzysty. Pomysły są na wagę złota. Są one cenniejsze niż setki godzin beznamiętnego treningu palców. Podałem też kilka swoich pomysłów: brzmienie jazzowe tappingu oburęcznego, portato (rodzaj artykulacji) oraz dwugryfówkę stworzoną na potrzeby wykonywania utworów Bacha. Pomysłem, na którym zakończyliśmy nasze rozważania, była improwizacja polifoniczna. Zaproponowałem nuty do prostej improwizacji na temat utworu "Careless Whispers" George’a Michaela. W kluczowym momencie zadałem sobie pytanie: do czego można wykorzystać tapping oburęczny? Czy warto zmagać się z jednoczesnym graniem np. walkingów i solówek, skoro basista lepiej zagra walking? Mam przecież świetnego basistę w zespole. Chciałem tu wykorzystać improwizację, którą uwielbiam, i jednocześnie skorzystać z miłości do muzyki Bacha, wiedzy i umiejętności, które nabyłem w czasie godzin spędzonych przy nutach tego wielkiego kompozytora. Postanowiłem wtedy spróbować czegoś nowego - improwizacji polifonicznej. Temat jest dość stary, bo wiadomo, że sam Bach był wielkim improwizatorem (co zostało skutecznie przemilczane w szkołach muzycznych). Zresztą nie tylko on spośród wielkich osobowości muzyki poważnej. Improwizacja polifoniczna pojawia się u niektórych współczesnych pianistów, ale raczej marginalnie, i jest traktowana bardzo osobiście (Keith Jarrett, Brad Mehldau, Lennie Tristano). Znalazłem też gitarzystę Steve’a Herbermana, który gra jazz, mainstream i stamtąd czerpie motywy polifoniczne. Ale ja szukałem czegoś bardziej... wywodzącego się z muzyki Bacha.

Improwizacji polifonicznej nie gra się tak jak zwykłej. Normalnie gitarzyści grają na dwa sposoby: mniej zaawansowani dopasowują gamę do tonacji utworu i grają swoje licki, natomiast bardziej zaawansowani śledzą zmiany harmoniczne w utworze i ogrywają kolejne akordy z podkładu na różne sposoby. Tu jest inaczej. Metoda jest dość złożona i nie opiszę jej tu w całości, ale wywodzi się z muzyki Bacha. Nie ogrywa się ani skalą utworu, ani kolejnych akordów. Buduje się całonutową melodię wiodącą (np. z ważnych dźwięków harmonii), do tego dopisuje się drugą całonutową melodię (kontrapunkt) zgodnie z zasadami polifonii (które sam ustalam). Ten drugi głos niekoniecznie musi się "zgadzać" z harmonią utworu. Następnie uczę się grać te melodie razem. Brzmi to bardzo interesująco, choć melodii nie ma. Podobna metoda z muzyki poważnej nazywana jest cantus firmus i kontrapunkt (dalej będę je nazywał C.F.K.) i pochodzi z epoki renesansu (zob. nuty).

Kolejny etap to praca motywiczna. Te dwa głosy to moja "nowa harmonia". W tym momencie mogę całkiem zapomnieć o akordach. Wystarczy mi centrum tonalne i te dwa głosy. Następnie staram się improwizować, wykorzystując pracę motywiczną tak, by opisać te dźwięki (C.F.K.) frazami prawej i lewej ręki. Można to zrobić na wiele różnych sposobów. Opiszemy je innym razem.

Można tą metodą grać standardy jazzowe, można i zwykłe piosenki z radia. Polifonię tego typu można zastosować jako solówkę i jako podkład gitarowy (proste motywy z powtarzającym się rytmem). Można w ten sposób komponować (co też czynił J.S. Bach), jak również na różne sposoby aranżować muzykę itd. Możliwości jest naprawdę wiele, teoria jest piękna - no właśnie... a co z praktyką? Pomysł pochodzi z 2004 roku. W zasadzie do tej pory nie było moich nagrań polifonicznych w Internecie. Teraz zaczną się pojawiać. Mamy pomysł i co dalej? Drugim krokiem jest uczynienie tego pomysłu tak bardzo muzykalnym, jak to tylko możliwe. Musimy to uczynić z dwóch powodów. Po pierwsze - dla siebie.

Muzyka ma wyrażać emocje, zatem te pomysły i metody to tylko narzędzia, które nie dadzą nam frajdy, jeśli sami nie będziemy przeżywać wzniesień w czasie grania. Po drugie (mniej ważne), nie przekonamy nikogo, że to jest coś warte, jeśli będzie zimne. Tu się otwiera pole do popisu. Wszystko, czego się nauczyłem przez lata o harmonii, melodii, frazowaniu, artykulacji i kompozycji, grając homofonicznie: teraz trzeba przełożyć na polifonię tak, by żarło. Tu potrzeba ucha, cierpliwości, wytrwałości i pracy - ćwiczeń. To jest dopiero etap, na którym ćwiczenie czegokolwiek ma głębszy sens. Ćwiczenie latami w sposób przypadkowy (z tym nauczycielem, potem z innym, potem z książki) nie ma głębszego sensu. Jest to też dobry moment, w którym kopiowanie innych nagrań ma jakiś cel. Mając taki osobliwy "swój" kręgosłup, trzeba czerpać z dorobku muzycznego ludzkości, ile się da. Kopiować najlepsze wzory i włączać do swoich metod. Jeśli ktoś miał wybitne frazowanie, może da się to przełożyć na polifonię?

Najważniejsze jednak, że złych pomysłów w muzyce nie ma. Mogą być jedynie źle zrealizowane, źle nagrane, źle zagrane itp. W Nowym Testamencie jest przypowieść o skarbie zakopanym na polu. Pewien człowiek go przypadkiem odkopał, a następnie znów zakopał. Sprzedał wszystko, co miał i kupił to pole, żeby stać się właścicielem wielkiego skarbu. Z pomysłami jest tak samo. W zasadzie to mój plan na nadchodzące lata. Mam już pierwsze zadowalające próby z tymi metodami za sobą. Myślę, że za kilka lat będzie znacznie lepiej. Czuję teraz kompletną wolność muzyczną. Mam też wiele małych pomysłów odnośnie tej metody, które na pewno będę rozwijał. Na przykład można czerpać garściami z zaawansowanego "czasu" (time) stosowanego w muzyce hip-hop (przesuwanie beatów), przesuwając względem siebie nuty C.F.K... W tym miesiącu będzie fragment utworu The Cranberries "Zombie" w wersji polifonicznej. Harmonia tego utworu jest prosta i w zasadzie opiera się na czterech akordach: Em7 | Cmaj7 | G7 | F#m b57 :||. Mój cantus firmus to cztery całe nuty: G | B | B| A (dwie nuty B łączymy w jeden długi dźwięk). Kontrapunkt dla tego głosu to E | D | C | F#. W nutach zapisałem to na końcu. Te dwa głosy to jest mój C.F.K. Zapominam teraz o harmonii i improwizuję, opisując te nuty. Czyli w pierwszym takcie lewa ręka gra np. jakąś frazę opisującą dźwięk G, a prawa ręka gra inną frazę opisującą dźwięk E. Tutaj zaczyna się pole do popisu, jeśli chodzi o wykorzystanie podręczników do polifonii i do improwizacji. Jedna z zasad mówi np. o wykorzystanych rytmach. Nie można losowo dobierać rytmu. Linia melodyczna powinna mieć charakterystyczne motywy rytmiczne, które mogą przechodzić z jednego głosu do drugiego itd. Nie sposób tu opisać wszystkiego.

Zachęcam do ćwiczenia z podkładem i spróbowania tej metody w oparciu o własne licki. W następnym odcinku zrobimy sobie podsumowanie mojego manifestu z wykorzystaniem przykładów z mojego podręcznika "Tapping oburęczny - szkoła na gitarę". Być może ktoś będzie chciał rozwijać polifoniczne metody tworzenia muzyki. Ale nie dlatego napisałem ten artykuł. Chciałem tylko pokazać pewien mechanizm. Sposób pracy nad własną osobowością muzyczną. Celem jest tworzenie wartościowej muzyki, czego wszystkim życzę. Pomysły dotyczyć mogą przecież każdej techniki i każdego elementu granej muzyki.