Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #53 - Lekcja archeologii

Funky #53 - Lekcja archeologii

"Funky"

Krzysztof Inglik

Mówią, że w każdej gitarze zaklęta jest jakaś melodia i naszym zadaniem jest jej odkrycie. Myślę, że melodie ukryte są wszędzie - w powietrzu, drzewach, kamieniach. Jeśli dobrze się wsłuchać, cały wszechświat gra w skali makro swoją własną melodię.

Dlaczego archeologia? Jakiś czas temu, od pracowników naszej redakcji, dostałem na urodziny zestaw Kidz Labs Velociraptor z dopiskiem "dla wiecznego chłopca". W środku bryła gipsu udająca skałę, a w niej ukryty efektowny szkielet dinozaura, który po mozolnej pracy można sobie złożyć. Dołączone narzędzia do wykopalisk... Wtedy coś do mnie dotarło - kiedy bierzemy na warsztat jakiś podkład perkusyjny, basowy lub jakąkolwiek muzyczną frazę, która ma nas zainspirować do stworzenia czegoś nowego, jesteśmy w gruncie rzeczy jak archeolodzy odkopujący z nieznanego schowane tam skarby. Pamiętajcie, że melodie ukryte są wszędzie, wystarczy je tylko odkryć. W takim razie weźmy naszą gipsową bryłę - loop perkusyjny - i zobaczmy, co się w niej kryje...

PRZYKŁAD 1 oparty jest w całości na pentatonice A moll: A, C, D, E i G.



Pierwsze trzy dźwięki tej frazy gramy z trzema przednutkami zapisanymi jako "x" przed każdym z nich. Wykonujemy je jednym, ale za to dość dynamicznym ruchem kostki w dół, a dźwięk docelowy mocno szarpiemy palcem środkowym. Po trzecim, położonym na drugim progu trzeciej struny, trzeba szybko przenieść dłoń do piątej pozycji i mocno uderzyć kostką pierwszy dźwięk legato z progu piątego na siódmy. Ostatnia nuta w pierwszym takcie położona jest na "i" oraz zawibrowana. Drugi takt rozpoczynamy pauzą. Na drugiej ćwierćnucie, czyli tam gdzie normalnie perkusista kładzie werbel, gramy cztery szesnastki. Jest to trójdźwięk A moll w pierwszym przewrocie. Jak można zauważyć, chociażby po załączonym obok zapisie nutowym, przykład 1 ma sporo pauz. Uważajcie, żeby podczas gry nie starać się zapełnić przestrzeni niezliczoną ilością dźwięków. Niezrównany wizjoner Ian Anderson zwykł mawiać: "Każdy młody gitarzysta powinien nauczyć się doceniać wartość ciszy między dźwiękami, bo bez ciszy dźwięki te nie znaczą nic. One ożywają tylko na tle ciszy".

PRZYKŁAD 2 zaczyna się oktawami, które współgrają z bębnem taktowym podkładu perkusyjnego.



Poruszamy się tutaj w środowisku eolskim, w tonacji A moll. Sam ruch od A, sekundę w dół do G, a potem kolejną do F, zawsze przypomina mi utwór "Hey Baby (New Rising Sun)" Jimiego Hendriksa, ale progresja ta jest wykorzystywana w niezliczonej ilości różnych kompozycji. Na ostatniej ćwiartce pierwszego taktu wślizgujemy się na dziesiąty próg czwartej struny. Moglibyście zapytać: a czemu aż w dziesiątej pozycji, skoro te same nuty można znaleźć na trzeciej strunie w piątej pozycji? Po pierwsze, można wykonać dłuższy slide. Po drugie, owijana struna brzmi inaczej, szczególnie przy mocnym ataku kostką, jaki jest tutaj niezbędny. Takt drugi witamy synkopą - pamiętajcie, żeby tę nutę na dwunastym progu mocno zawibrować. Na drugą ćwiartkę tego taktu wracamy do piątej pozycji, gdzie gramy typowy, funkowy podział - akcenty nieparzyste (co trzeci dźwięk jest nietłumiony) nakładają się na puls parzysty (podział szesnastkowy).

PRZYKŁAD 3 to próba nawiązania do stylistyki country, a w zasadzie do sposobu łączenia kostkowania z szarpaniem strun palcami.



Materiał dźwiękowy to skala bluesowa, czyli pentatonika molowa z dodanym trytonem, w tym wypadku: A, C, D, Eb, E, G. Od wspomnianego trytonu odbijamy się tutaj na septymę małą akordu A moll. Podkreślony jest tutaj ów dysonans nazwany swego czasu przez Kościół "diabolous in musica" - jeśli dobrze się wsłuchać, zwrot ten przywodzi na myśl akord durowy położony o kwintę zmniejszoną od "A". Jednakże nie dźwięki są w przykładzie 3 najważniejsze. Pierwsze skrzypce gra tu artykulacja. Dźwięki mają być grane krótko i niedokładnie. Tak, tak - nie starajcie się tego grać zbyt precyzyjnie. Niektóre nuty muszą zostać przytłumione, inne urwane, w tym jest właśnie największy smaczek. OK, a czemu by nie odłożyć w ogóle kostki? Ćwiczymy nią tak długo, że czasem zdobyta technika zaczyna grać za nas. Larry Carlton rzekł kiedyś: "Ćwiczcie dużo, bo tylko wtedy będziecie coraz lepsi, ale jednocześnie grajcie to, co sprawia wam autentyczną przyjemność. Jeśli gracie tylko po to, żeby zrobić na kimś wrażenie i popisać się umiejętnościami, to nie jest to dobra droga". Odłożenie kostki na bok jest jedną z metod, żeby zacząć grać inaczej i spojrzeć na muzykę z nieco innej perspektywy.

PRZYKŁAD 4 to maksymalnie prosta fraza, której głównym materiałem dźwiękowym są dwie nuty położone na trzeciej strunie (C i D) z krótką odbitką na G i A pod koniec taktu drugiego.



Również i tutaj kluczem frazy jest zastosowana artykulacja. Całość wykonujemy bez użycia kostki - kciukiem i palcem wskazującym. Jeśli spojrzycie na pięciolinię obok, pierwsze, co rzuci Wam się w oczy, to akcenty przypadające co trzy nuty. Czujecie już, co chcę powiedzieć? Akcenty wynikające z konstrukcji frazy połączone z akcentami wynikającymi z szesnastkowego podziału oraz faktu grania wszystkiego dwoma palcami (w tym mocniejsze nuty spod kciuka, a bardziej strzelające spod palca wskazującego), czyli znów mamy nałożenie nieparzystego na parzyste. Bardzo fajny, a jednocześnie prosty zabieg. Powiem szczerze, że z tego odcinka warsztatów jest to mój ulubiony przykład. Jednakże dotąd czerpaliśmy inspirację jedynie z partii perkusji. Przychodzi mi na myśl coś, co powiedział w jednym z wywiadów Robben Ford: "Trzeba uważać, żeby nie wpaść w pułapkę naśladowania konkretnego gitarzysty. To bardzo niebezpieczne. Nie można inspirować się jednym stylem, jednym instrumentem czy jednym muzykiem".

PRZYKŁAD 5 nawiązuje do linii basu z przykładu 3.



Tam była ona momentami w opozycji do gitary, a tutaj grają razem. Tak jak inspirujemy się grą perkusisty, tak możemy uważniej słuchać basisty w naszym zespole, który może stać się źródłem ciekawych riffów. Jeśli chodzi o materiał dźwiękowy, to mamy tu do czynienia ze skalą bluesową: A, C, D, Eb, E, G.

Grajcie jak najwięcej, ćwiczcie i słuchajcie muzyki, prowadźcie swoje prywatne wykopaliska muzyczne, a przede wszystkim nie chodźcie nigdzie bez gitary. Steve Vai powiedział kiedyś: "Bywało, że zabierałem gitarę do szkoły, do łazienki, a nawet z nią spałem. Dosłownie się z nią nie rozstawałem. Kiedy nie miałem gitary przewieszonej przez ramię, czułem się nieszczęśliwy". Pasja czy obsesja? A kogo to obchodzi, skoro z nią jesteśmy szczęśliwsi. Do zobaczenia za miesiąc!