Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #38- I Znowu Ta Pentatonika...

Funky #38- I Znowu Ta Pentatonika...

"Funky"

Krzysztof Inglik

Wcześniej lub później każdy z nas zastanawia się, jak efektywnie ćwiczyć. Efektywnie, czyli w sposób przynoszący efekty.


Jednakże nie dojdziemy do żadnych efektów, wpadając w rutynę i zanudzając samych siebie na śmierć. W tym miesiącu przypomnimy więc sobie, czym jest dobra zabawa. Efekty przyjdą wtedy same...

 


Jako materiał roboczy bierzemy starą dobrą pentatonikę, tym razem w tonacji A moll. Dlaczego znowu ta pentatonika? To proste - jest to najlepsza, najfajniejsza i najciekawsza ze skal. W zasadzie inne skale poza pentatoniką są Wam niepotrzebne. W tym miejscu ludzie kształceni w szkołach, szczególnie takiej jednej z miasta na "K", uśmiechną się pokątnie z niedowierzaniem. Oddaję w takim razie głos komuś o większym nazwisku: "Naprawdę wiele muzyki oparte jest na brzmieniu pentatoniki i skala ta pociąga wielu improwizatorów. Brzmienie jej jest dla człowieka fundamentalne; po prostu z nami rezonuje. I jeśli znasz jedną skalę pentatoniczną, możesz wykorzystać ją w wielu kontekstach harmonicznych..." - Pat Metheny. Notabene, o sposobach wykorzystania pentatoniki molowej do ogrywania różnych akordów pisałem w warsztacie zatytułowanym "Zabawa kolorowymi szkiełkami" (9/2008).

Jednakże umieszczanie tej skali w różnych kontekstach harmonicznych, na przykład skali A moll pentatonicznej do ogrania akordu Bbmaj7#11, to zaledwie początek zabawy. Jeśli do tych pięciu dźwięków dodamy kolejne dwa - uzyskamy skalę siedmiostopniową. Pisał o tym między innymi Robert Lewandowski w warsztatach "Od pentatoniki do chromatyki" (7/2008). Po co uczyć się A doryckiej, kiedy można do znanego już boksu pentatoniki dorzucić dźwięki F# oraz B. Tylko dwie nowe kropki do znanego już diagramu i voilà - skala A dorycka jak żywa. Jeszcze innym sposobem na wydobycie z pentatoniki nowych kolorów jest zastosowanie obiegników i dźwięków przejściowych. W ten sposób zaczynamy zapełniać całe dostępne nam chromatyczne spektrum, myśląc jednocześnie wyłącznie o pentatonice. Kto jeszcze oprócz mnie uważa, że prostsze znaczy lepsze, niech podniesie rękę. Dziękuję.

Wracając do tematu - co zrobić, żeby nasza sesja treningowa stała się zabawą? Opanowanie materiału, w tym wypadku pentatoniki, przebiega w kilku etapach. Najpierw uczymy się kropek na gryfie, czyli słynnych pięciu boksów czy - jak kto woli - pozycji (a jeśli ktoś chce być super, to nawet tzw. superpozycji). Potem upewniamy się, że znamy owe kropki na wyrywki, wgrywając sobie jednocześnie pod palce kilka przydatnych patentów za pomocą sekwencji. Przykłady ćwiczeń sekwencyjnych podawałem Wam w warsztacie "Kwartowe zagwozdki" (12/2008). Takie wprawki powinny trochę urozmaicić Wasze gitarowe sesje. Ale zapuszczając się w treningowe labirynty i upajając coraz trudniejszymi "pajączkami", nie zapominajmy o pewnej starej dobrej zasadzie: "ćwicz to, co chcesz grać", czyli "ćwicz granie". Nie ćwicz "ćwiczenia", bo możesz skończyć jako mistrz wprawek, gamek i pasaży, który nie ma do powiedzenia nic poza tą jałowizną. A tak naprawdę, aby się dobrze bawić, po wstępnym opanowaniu materiału wystarczy rzucić w kąt wszystkie te matematyczne etiudy i po prostu sobie pograć. Banalne? Owszem, i dlatego tak często o tym zapominamy.

Mamy więc z grubsza nakreśloną ideologię. Teraz przejdę do objaśnienia tego roju żuczków, jakie kłębią się niecierpliwie na stronie obok. Jest to moja próba pokazania Wam w prosty sposób, jak ja sam podszedłbym do trenowania pentatoniki w formie zabawy. Na samej górze w PRZYKŁADZIE 1 znajdują się cztery boksy pentatoniki, na przestrzeni których rozegra się dramat w ośmiu t-aktach, czyli moje improwizowane ćwiczenie-zabawa. Posłuchajcie nagrania na załączonej płycie CD i przeanalizujmy sobie, co tam właściwie się stało.

Na wstępie mamy pustą piątą strunę, czyli prymkę A, która pojawia się na początku każdego taktu (z wyjątkiem czwartego, gdzie nie pozwala na to fraza). Takt pierwszy i drugi to boks numer dwa pentatoniki z dodatkiem dźwięku Fis. Jest to seksta wielka od A, co sugerowałoby skalę dorycką. Jednak tutaj myślę wyłącznie pentatoniką, traktując F# jako kolor. Podobnie rzecz się ma z noną wielką, która pojawia się na drugiej ćwiartce trzeciego taktu (dźwięk B). W drugiej połowie taktu następuje ślizg do dziesiątego progu - wchodzimy w boks numer trzy. Pojawia się tam dźwięk C# (dziewiąty próg pierwszej struny) będący nutą przejściową pomiędzy C i D (to w nawiązaniu do poruszonego wyżej tematu ubarwiania pentatoniki dźwiękami przejściowymi i obiegnikami). Na początku czwartego taktu jest kolejny ślizg, tym razem do trzynastego progu - wchodzimy w boks numer cztery. Zaraz na początku w pierwszej ćwiartce pojawia się kolejna nuta przejściowa Es (jedenasty próg pierwszej struny). Od drugiej ćwiartki zaczynają się najprostsze pod słońcem sekwencje czwórkowe: 4-3-2-1 grane w dół od kolejnych dźwięków pentatoniki. Takt piąty to powrót do boksu numer dwa i naszego dodatkowego koloru w postaci nutki F#. Zwróćcie uwagę na bluesowo zaciągniętą tercję (piąty próg na trzeciej strunie). W szóstym takcie pojawia się krótki motyw double-stop inspirowany frazami country. Dwudźwięki na siódmym progu trzeba szarpnąć drugim i trzecim palcem prawej ręki. Pod koniec siódmego taktu grany jest ślizg pierwszym palcem do progu trzeciego - wchodzimy w boks numer jeden. W takcie ósmym pojawia się fraza inspirowana zagrywkami Zakka Wylde’a. Nuty leżące na piątej strunie trzeba mocno szarpnąć drugim palcem prawej ręki. Dźwięk Eb, leżący na początku trzeciej ćwiartki (szósty próg piątej struny), to typowy bluesowy greps.

Oczywiście taka zabawa może trwać o wiele dłużej, tak długo, jak Wam inwencja pozwoli. Możecie zabawić się w call & response - grać takt jakiegoś fajnego riffu na zmianę z taktem solówki. Trening taki nie tylko bezboleśnie ugruntowuje znajomość ćwiczonej skali czy arpeggia, ale także niesamowicie rozwija wyobraźnię. W naturalny sposób osłuchujecie się z ćwiczonym materiałem, w tym przypadku pentatoniką, ale w zasadzie może to być każdy inny wybrany temat muzyczny. Jest to niezwykle ważne, bo celem każdego z nas jest świetnie wykształcony słuch, a nie wyłącznie czysto mechaniczna pamięć palców. Przede wszystkim jednak ten sposób ćwiczenia nie jest tak nudny i nużący, jak klepanie skal od góry do dołu, które i tak w takiej formie w muzyce raczej nie występują. Tak więc mój apel do Was na kolejny miesiąc - zamiast męczyć się z kolejną gamą z wielkiej encyklopedii skal i arpeggiów, skupcie uwagę na czymś, co dobrze znacie, i zamieńcie sesję treningową w dobrą zabawę. Nawet jeśli miałoby to być coś naprawdę prostego, jak... pentatonika.