Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #61 - Węgierski incydent

Funky #61 - Węgierski incydent

"Funky"

Krzysztof Inglik

Kontynuujemy cykl etiud, siadając nad pustą kartką i próbując stworzyć coś z niczego. Ogrywaliśmy już na wszystkie możliwe sposoby pentatoniki i zapewne jeszcze nie raz do nich wrócimy. Tym razem jednak, parafrazując Monty Pythona, oprzemy naszą etiudę na skali z zupełnie innej beczki.

Wśród setek arcyciekawych skal i ich modusów kilka ma charakter wyjątkowo poruszający we mnie jakieś czułe struny. Jedną z nich jest molowa skala węgierska. I tutaj, na samym początku, wielka prośba do Was. Zanim zagracie cokolwiek z zapełnionej żuczkami kartki obok i zanim puścicie na Waszym gramofonie Bambino naszą płytę CD, odszukajcie na wiosłach te oto nuty: E, F#, G, A#, B, C, D# (oczywiście chodzi mi tu o międzynarodowe "B", czyli polsko- -niemieckie "H").

Zagrajcie teraz szóstą strunę "E", a w górze kolejne dźwięki minorowej skali węgierskiej. Spróbujcie wsłuchać się w każdą nutę i wychwycić napięcie, jakie tworzy z podstawą "E". Z czym kojarzy się Wam ten zbiór dźwięków? Jakie wywołuje emocje? Jakie obrazy podsuwa Waszej wyobraźni? To pierwsze wrażenie jest najważniejsze - kiedy już zagracie podane przykłady i posłuchacie CD, trudno będzie uzyskać taką czystość skojarzeń. Co ciekawe, Krzysztof Ścierański, z którym rozmawialiśmy w poprzednim numerze, powiedział, że jego kompozycje rodzą się "bardzo różnie - inspiracja może płynąć z wielu stron, a nowe pomysły czaić się dosłownie wszędzie. (...) Może pojawić się ciekawa skala wywołująca konkretne emocje lub skojarzenia".

Czas na omówienie naszej styczniowej etiudy złożonej z trzech głosów. Jako pierwszy powstał w tym wypadku riff zapisany jako GŁOS 1. Ma on nieco niepokojący charakter, a może po prostu ja go tak subiektywnie odbieram... W każdym razie został wyimprowizowany i jest owocem chwilowego nastroju, w jakim się znajdowałem. Zaczynamy od prymki "E", najpierw na szóstej strunie, potem oktawę wyżej na piątej, wchodząc potem po kolejnych stopniach aż do "B". Owo "B" zaatakowane jest z nuty "A#" i w zasadzie brzmi bardziej jak ornament niż celowo użyty kolor skali - identycznie zabrzmiałby każdy inny stopień jakiejkolwiek skali potraktowany opóźnieniem (zawieszeniem).

Dużo mocniejszy wydźwięk ma oktawa "A#" w takcie drugim - położona jest ósemką na "raz", na ostatniej ćwiartce. Po drugim powtarzamy takt pierwszy, a potem gramy takt trzeci, czyli konkluzję, podsumowanie, zakończenie całego riffu. Pojawia się tam charakterystyczny kolor tej molowej skali - septyma wielka. Jak słychać, riff ten nie pokazuje wszystkich charakterystycznych miejsc minoru węgierskiego. Powiedziałbym, że najważniejszym miejscem tego zbioru dźwięków (oprócz wspomnianej septymy wielkiej) jest zbiór trzech nut oddalonych od siebie o pół tonu: A#, B i C. Charakterystyczne i odpowiedzialne za klimat tej skali są dwie tercje małe pomiędzy dźwiękami G-A# i C-D#. Jeśli będziecie z nią eksperymentować, to warto je podkreślać.

Dlaczego więc nie wysuwam ich na plan pierwszy w stanowiącym podkład riffie? Ano dlatego, że w muzyce czasem im mniej, tym lepiej. Jeśli użyłbym tych charakterystycznych zwrotów w riffie, to nie byłoby już czego pokazać w solówce. Kolory zdewaluowałyby się. To samo dotyczy zresztą rytmu, ale to już inna historia. Tak czy inaczej pamiętajcie o takich niuansach, tworząc własne kompozycje.

GŁOS 2 to miejsce, w którym odkryjemy nasze karty. Trzydźwiękowe akordy, które się tutaj znajdują, nie muszą być nazywane ani analizowane. Zasada ich odnajdywania na gryfie jest prosta - ponieważ jest to skala molowa "E", jako pierwszy zagramy trójdźwięk E moll w pierwszym przewrocie na dwunastym progu najwyższych trzech strun (x-x-x-12-12-12). Każdy kolejny trójdźwięk wykorzystuje kolejne stopnie w dół na każdej ze strun. Jak widać, pierwsze cztery akordy to sprawa dość standardowa - Em, F#m, C i B - zwykłe, molowe i durowe trójdźwięki, jeśli spojrzeć na każdy z nich z osobna. Jednakże razem występują w postaci, jakiej nie znajdziemy w żadnej innej skali.

To jest właśnie moment, w którym odkrywamy koloryt skali węgierskiej molowej. Ale najlepsze jeszcze przed nami. W piątym takcie mamy trójdźwięk zbudowany z nut C, E i A# (x-x-x-5-5-6). Jeśli w basie podłożylibyśmy prymkę "A#", mógłby być to A#6/9, a jeśli dalibyśmy niskie "C", to trójdźwięk ten należałby do akordu C7. Ale riff w tle jednoznacznie sugeruje "E", wobec którego grane tu nuty stanowią interwały napięcia, czyli tryton i smutną, chopinowską sekstę małą. W kolejnym takcie mamy trójdźwięk zwiększony - B, D#, G - zagrany o pół tonu niżej od prymki "E" (x-x-x-4-4-3), stanowiący wraz z tą charakterystyczną septymą wielką (D#) akord Emmaj7. Następny trójdźwięk (x-x-x-3-1-2) tworzy napięcie również przez wykorzystanie wspomnianych przed chwilą nut A# i C.

Rozwiązanie przychodzi w ostatnim takcie tej formy - czysty trójdźwięk E moll zagrany na pustych strunach. Dlaczego warto opanować te akordziki? Przede wszystkim dlatego, że będą one działać jak mapa do melodii - widząc na gryfie dwa, trzy kolejne trójdźwięki na najwyższych strunach, mamy gotowy diagram kropek na gryfie do wykorzystania podczas grania solówki.

Przed nami ostatni głos, czyli solo (GŁOS 3). Zaczynamy również od dwunastego progu na pierwszej strunie - dokładnie tam, gdzie leży najwyższa nuta granego akurat w tle trójdźwięku (x-x-x-12-12-12). Cały motyw jest tu oparty na tradycyjnym zejściu tercjowym, czyli takim, gdzie od kolejnych stopni gamy gramy tercje w dół. Spróbujcie to najpierw zagrać prostymi rytmicznie nutami. Każdy z trzech pierwszych taktów jest w zasadzie taki sam - zaczyna się od najwyższej nuty trójdźwięku, który grany jest w tym takcie w tle.

Odstępstwo następuje w takcie czwartym, gdzie do głosu dochodzi dynamiczny, wyimprowizowany lick trzydziestodwójkowy. Nie wiem czemu, ale ilekroć słucham tego miejsca, kojarzy mi się ono z Nuno Bettencourtem z czasów "Waiting For The Punchline". Do tercjowego motywu wracamy w takcie piątym, tym razem na jedenastym progu drugiej struny - jest to nuta "A#", a więc również najwyższy składnik akordu znajdującego się w takcie piątym. Podobnie jak wcześniej, po trzech taktach zejść następuje szybka fraza - tym razem w górę. Co ciekawe, pierwszy szybki lick kończy się na dźwięku "B", czyli na kwincie tej tonacji, a lick drugi - na "E", czyli na prymce. Mamy tu więc niejako stosunek dominanta-tonika w skali mikro.

Na koniec wypada odpowiedzieć na pytanie: dlaczego właściwie skala węgierska? Warto czasem sięgnąć po kolory pochodzące z innego rejonu świata. Jak powiedział wspomniany już Krzysztof Ścierański: "Od wielu, wielu lat wsłuchuję się w muzykę i rytmy całego świata. To jest jak puls tej planety. Ta różnorodność, wielobarwność, odmienność nieustająco mnie pociąga". Życzę Wam więc, aby i Was pociągnęła dźwiękowa różnorodność tego świata, który przecież nie kończy się na skali pentatonicznej i bluesowej.