Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Metal #68 - Pochody szesnastkowe

Metal #68 - Pochody szesnastkowe

"Metal"

Sławomir Sobczak

Jeśli chcemy na poważnie zajmować się grą rytmiczną, szczególnie w świecie muzyki z kręgu szeroko pojętego rocka czy metalu, to nie mamy wyjścia - musimy polubić gęstsze podziały rytmiczne.

Co prawda nie każdy musi być od razu fanem szybkiej gry, jednak faktem jest, że im więcej potrafimy, tym łatwiej jest nam wykorzystać posiadane umiejętności do kreowania własnego muzycznego świata. Naprzemienne i jednocześnie precyzyjne kostkowanie nie jest tak trudne, jak może się to z pozoru wydawać, jednak pod warunkiem, że podejdziemy do tego tematu w sposób odpowiedzialny i będziemy sumiennie ćwiczyć. Z pewnością łatwo jest nauczyć się paru efektownych riffów i zagrać je w stosunkowo wysokim tempie, ale aby poradzić sobie z coraz to bardziej złożonymi strukturami dźwiękowymi, trzeba już nieco więcej pracy. Początki nie są nigdy proste, zwłaszcza gdy zależy nam na osiągnięciu odpowiedniej kontroli nad strunami i precyzji wykonawczej.

Jak już wspomniałem na początku, w tym miesiącu nie będziemy poruszać się w zbyt dużych tempach, co powinno pozwolić na łagodniejsze wejście w świat gęstszych podziałów rytmicznych. Niezależnie od tego, jakie tempo jest przyporządkowane do każdego z przykładów, zawsze pamiętajcie o tym, że to Wy sami ustalacie, jak szybko należy grać poszczególne dźwięki. Jedyne dobre tempo gry to takie, w których jesteście w stanie maksymalnie czytelnie wydobyć z instrumentu wszystkie nuty. Jeśli coś wymaga obniżenia tempa, to nie wahajcie się tego zrobić. Zapewniam, że odbędzie się to z ogromną korzyścią dla rozwoju Waszej techniki. A le już dosyć tego gadania, czas zabrać się do roboty!

Przykład 1 składa się z czterech taktów, przy czym drugi z nich to powtórzenie pierwszego (podobnie jest z trzecim i czwartym). Pierwsza połowa każdego taktu została zbudowana z czterech ósemek, które pełnią tu funkcję - że tak powiem - rozbiegową, choć nie tylko. Z jednej strony te proste miarowe dźwięki przygotowują nas do zagęszczenia faktury rytmicznej, obecnej w drugiej części każdego taktu, z drugiej zaś strony - dzięki konieczności nieustannego poruszania się w obrębie podziałów ósemkowego i szesnastkowego - zapobiegają zbytniemu przyzwyczajeniu się do jednego z nich.

Okazuje się, że ćwiczenie kilku aspektów gry jednocześnie (i nieważne, czy mowa tu o konkretnej technice, sposobie kostkowania, podziale rytmicznym itd.) przynosi lepsze efekty niż uporczywe wałkowanie jednego tylko tematu. W tym przypadku mamy zatem ósemki oraz szesnastki, z którymi musimy się zmierzyć.

Przejście z podziału ósemkowego na szesnastkowy jest stosunkowo łatwe, ponieważ w każdym z nich prawa ręka porusza się w tym samym tempie i kierunku, a jedyna różnica polega na dołożeniu kostkowania podczas ruchu z dołu do góry. Bardzo ważne jest zadbanie o to, aby nie było tu słychać żadnej niepewności i zachwiania rytmicznego. Choć może się to wydawać umiejętnością banalną, to tak de facto nie jest. Nasz umysł ma tendencję do kurczowego trzymania się pewnych schematów, dlatego świadome rozwijanie umiejętności elastycznego poruszania się w obrębie różnych zjawisk muzycznych, choćby takich jak rytm, jest bardzo ważne.

A zatem płynne przechodzenie pomiędzy poszczególnymi podziałami jest równie ważne jak sama precyzja wykonawcza. Co z tego, że dany gitarzysta potrafi perfekcyjnie wykonać partię złożoną z gęstych szesnastek, skoro po zmianie rytmu nie udaje mu się w nim odnaleźć? Chyba znacie takich perkusistów, którzy potrafią czarować niesamowitymi przejściami i sztuczkami, po których jednak nie potrafią trafić w prosty i miarowy rytm... Niestety zdarzają się tacy "wymiatacze". Zresztą tak samo jest z innymi muzykami, w tym również z gitarzystami, dlatego ćwiczenie każdej techniki powinno być od początku podporządkowane rytmowi. A jeśli kompletnie nic nam nie wychodzi, to zawsze możemy opatrzyć swoją twórczość etykietką "muzyka eksperymentalna" i wymyślić do tego mniej lub bardziej absurdalną ideologię, która dobrze sprzeda się w mediach, tyle że to już zupełnie inna historia. Ja jednak proponuję się trochę wysilić i solidnie popracować nad rytmiką, a dopiero później myśleć o tym, w jaki sposób wykorzystać posiadany potencjał, daje to bowiem w praktyce znacznie większe pole manewru.

Jest jeszcze jedna kwestia dotycząca przykładu 1, która wymaga krótkiego wyjaśnienia. Otóż ósemki gramy jako powerchordy, przy czym w przypadku G5 stosujemy palce środkowy i mały, co jest nie tylko wygodne, ale też lepsze pod względem brzmieniowym (nie trzeba przesuwać po strunach całej dłoni).

Przykład 2 jest złożony z samych pojedynczych dźwięków, z których wszystkie są tłumione prawą dłonią ułożoną na mostku (P.M.). Podobnie jak w poprzednim ćwiczeniu, także i tutaj rozpoczynamy od czterech ósemek, a później gramy szesnastki. Jak widać, drugie połówki taktów zawierają bardziej złożone pochody, które wspinają się aż do dźwięków e na progu 2 struny D4 (takty 1 i 2) oraz g na progu 5 tej samej struny (takty 3 i 4).

Najtrudniejszym fragmentem omawianego przykładu jest przejście ze struny D4 na strunę E 6, które ma miejsce na początku każdego taktu. Jak sobie z tym poradzić? Nie ma innego sposobu, niż staranne ćwiczenie w bardzo wolnym tempie. Pamiętajmy, że mamy tu do pokonania spory dystans dzielący struny D4 i E 6, trzymając się przy tym - co powinno być oczywiste - rytmu.

Przykład 3 wprowadza dwie istotne zmiany do tego, co już poznaliśmy. Po pierwsze, są tu inaczej rozmieszczone ósemki i szesnastki: w taktach 1 i 3 rozpoczynamy trzema ósemkami, natomiast w taktach 2 i 4 - dwoma. Pozostałe nuty to oczywiście szesnastki, choć z małym wyjątkiem, bowiem ostatnia ćwiartka w taktach 2 i 4 składa się z dwóch ósemek. Drugą kwestią jest odmienne rozmieszczenie dźwięków na strunach, które może sprawić większe trudności podczas gry. Jak widać w zapisie nutowym, tym razem musimy zmierzyć się z koniecznością kilkukrotnej zmiany struny z E 6 na D4 (ostatnia ćwiartka taktów 1-3) oraz w odwrotnym kierunku (początek każdego z taktów oprócz 1). W omawianym riffie tłumimy jedynie pierwsze ósemki w każdym takcie, a pozostałym dźwiękom pozwalamy wybrzmieć.


Przykład 4 jest najtrudniejszym ze wszystkich prezentowanych w tym miesiącu. Największym problemem jest tu zachowanie odpowiedniej rytmiki podczas gry każdego fragmentu, czyli ósemek, szesnastek i triol ósemkowych. W takcie 1 znajdują się ósemki oraz szesnastki, jest to więc ten sam materiał rytmiczny, z którym spotkaliśmy się już w poprzednich riffach. Największą zmianą jest to, co widać w taktach 2 i 3, czyli triole ósemkowe. Całość należy ćwiczyć w wolnym tempie w taki sposób, aby został zachowany charakter każdej z pulsacji. Tym razem tłumimy wszystkie dźwięki wchodzące w skład zagrywki, jednak możemy pokusić się o wprowadzenie drobnych modyfikacji polegających na delikatnym oderwaniu prawej dłoni od mostka przy niektórych dźwiękach w taktach 2 i 3. Powodzenia!