Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #69 - Oldschool

Funky #69 - Oldschool

"Funky"

Krzysztof Inglik

W styczniu tego roku, podczas targów The Winter NAMM Show 2011, miałem przyjemność rozmawiać z piękną i niezwykle utalentowaną basistką - Jennifer Young.

Powiedziała ona coś, co zapadło mi w pamięć:

"Musisz ćwiczyć regularnie, aby utrzymać odpowiednią sprawność, bo kiedy przestajesz ćwiczyć, ta sprawność spada. To normalny proces, a technika nie jest czymś, co jest dane na zawsze. Ale wyobraźnia jest skarbem, którego nie da się zdobyć, siedząc pół roku po dziesięć godzin dziennie. To jest coś, na co pracujesz latami. Każda wysłuchana płyta i każdy nowo nauczony kawałek to cegiełka w wielkiej budowli. Dlatego też radzę ci słuchać dobrej muzyki i słuchać jej dużo. Obcowanie przez godzinę z inspirującą płytą może okazać się cenniejsze niż poświęcenie tejże godziny na jałowe wprawki techniczne. Można bowiem grać lepiej lub gorzej technicznie, ale zawsze trzeba grać z sensem".

I dąc tym tropem, spróbujmy zagrać tym razem coś bardziej oldskulowego - coś, co będzie proste technicznie i harmonicznie, ale jednocześnie będzie miało w sobie to "coś". Nazwijcie to "sensem", jeśli chcecie.

Głos 1 to esencja oldskulowości w pigułce - pentatonika E moll (E, G, A , B, D) skupiona wokół pustej struny E 6 i piątej pozycji na trzech niskich strunach. W tym miejscu powstały miliardy riffów w stylach od bluesa po metal. W zasadzie tylko kilka zmodyfikowanych nut dzieli ten riff od The Meters lub od Metalliki (czyż od podobnego wjazdu na "B" nie zaczyna się "Nothing E lse Matters"?). Niemniej okazuje się, że riffy oparte na tak wyeksploatowanej palecie dźwięków nadal bujają jak trzeba. Zagrajcie to ze zdecydowaną artykulacją, na lekkim drivie, a przekonacie się na własnej skórze.

Zaczynamy od wspomnianego zwrotu - pusta struna E 6 i wjazd glissem na nutę "B" położoną na siódmym progu tej samej struny (można by było osiągnąć ten sam dźwięk na drugim progu struny A 5, ale tutaj chodzi właśnie o to glissando - niby niuans, ale nadaje tu odpowiedni klimat). Zaraz po nim, na drugiej ćwiartce, grane są nuty "D" i "E" na piątej strunie. Ważne jest, by zagrać je staccato, czyli krótko i zdecydowanie.

Na trzeciej ćwiartce gramy "G" na piątym progu struny D4 - tę nutę bardzo delikatnie naciągamy, ale można tu dać również subtelne wibrato. Notabene, takie detale artykulacyjne to sprawa improwizacji - nie można starać się grać tego riffu za każdym razem identycznie, bo będzie brzmiał sterylnie. Pierwszy takt kończy się synkopą, która z szesnastki wyprzedza i wślizguje się na takt drugi. Podobnie jak na początku taktu pierwszego jest to prymka "E", ale tym razem na siódmym progu struny A 5. Pojawiający się zaraz potem motyw pustej struny E 6 i glissu na siódmy próg nie ma już tej siły, co na początku taktu pierwszego.

Pierwsze skrzypce gra tu pętla "G-A- -G" na ostatniej strunie. I tutaj także, jeśli posłuchacie przykładu, dźwięki te grane są w różny sposób. Można je zagrać pełnymi nutami lub ostro i krótko, przedzielając tłumionymi ghost-notes. Można wreszcie od trzeciego i piątego progu zarwać strunę pull-offami - cokolwiek tylko przyjdzie Wam do głowy. Tak czy inaczej mamy już pierwszy głos naszej oldskulowej etiudy, który jest utrzymany w dość statycznej rytmice.

Głos 2 to próba przełamania tych położonych na ćwiartkach akcentów. Akord tu wykorzystany to typowy hendriksowski E 7#9. Jego opalcowanie wygląda następująco: x-7-6-7-8-x. Ponieważ jednak mamy już nieco zajęty dół, wykorzystamy tylko jego trzy najwyższe składniki: x-x-6-7-8-x. Bardzo ważne jest, by grać akord krótko, ostrym i zdecydowanym uderzeniem kostki. Jeśli chodzi o rytmikę, to mamy tu do czynienia z grupowaniem trójkowym - jeden akcent na trzy konsekwentne szesnastki na przestrzeni dwóch taktów. Opuszczamy jedynie pierwszą ósemkę w takcie.

Posłuchajcie nagranego na załączonej płycie CD przykładu - jak ładnie się to przesuwa rytmicznie. Na ostatniej ćwiartce drugiego taktu przesuwamy zagrany trójdźwięk o pół tonu w górę, na F7#9, czyli substytut trytonowy akordu B7. Razem z graną przez bas i gitarę rytmiczną nutą "G" (na ostatniej ósemce w takcie) tworzy to dysonans pełniący rolę alterowanej dominanty. Przestrzeń pomiędzy akcentami granymi w głosie 2 można wypełnić tłumionymi nutami - to może pomóc, jeśli nie czujecie jeszcze zbyt dobrze tego trójkowego podziału.

Głos 3 pełni rolę efektu sonorystycznego za sprawą sposobu, w jaki został zagrany. Wprowadza także nieco więcej kolorów, które odpowiednio dopełniają całość i sprawiają, że nasza oldskulowa etiudka nie brzmi mdło. Spójrzcie na stronę z nutami - mamy tu cztery trójdźwięki zapełniające nam najwyższe pasmo (głos 1 zajmował dół, a głos 2 środek).

Rolę wspólnego mianownika pełni w nich nuta "E" (a więc nasza prymka) położona na dwunastym progu struny E 1. Dwa niższe składniki tych akordów przesuwają się półtonami od progu dwunastego do dziewiątego. Osobiście proponowałbym nie analizować, jakie to są akordy. Miles Davis często stosował podobny zabieg, nazywając to "the device" - narzędzie, przyrząd, urządzenie dające mu odpowiedni klimat (i po co wnikać, co to jest, jeśli działa?). Jednakże jeśli ktoś chciałby się pokusić o analizę, to ja widzę tu akordy: Em, Gb7, Fmaj7 i E - ta obecność E m i E doskonale wpisuje się w nasze E7#9, czyli dzielenie jednej przestrzeni brzmieniowej przez tercję wielką i małą (zapisywaną zwykle jako #9, czyli nonę zwiększoną).

Wspomniane akordy nie mają oczywiście wszystkich składników (ale doświadczenie uczy nas, że często nie są one wymagane). E m to oczywiście kompletny czysty trójdźwięk molowy w drugim przewrocie: x-x-x-12-12-12. W akordzie Gb7 brakuje kwinty (będącej najbardziej jałowym kolorystycznie składnikiem oprócz prymy). Jego pełna postać wyglądałaby następująco: x-x-11-11-11-12. Kolejny trójdźwięk to akord Fmaj7, w którym także brakuje kwinty - kompletny wygląda tak: x-x-10-10-10-12. No i ostatni, w którym mamy w zasadzie jedynie prymkę i tercję wielką (tu także brakuje kwinty, ale to nie znaczy, że się na ten czysty interwał uwziąłem - po prostu tak wyszło).

Kluczową sprawą w głosie 3 nie są jednakże same akordy, a sposób, w jaki zostały zagrane. Rozpisałem to na przykładzie trójdźwięku E m na ostatnim systemie z nutami. Otóż przed każdym taktem należy zagrać akord ze skręconą gałką VOLUME, a następnie otwierać ją i skręcać na tyle szybko, by stworzyć puls triol ósemkowych. Ten zabieg to przysłowiowa wisienka na torcie dodająca do naszej oldskulowej etiudy masę koloru, i to bez wykorzystywania żadnego, zewnętrznego efektu.

Na koniec proponuję spróbować tego pochodu (Em, Gb7, Fmaj7, E) w nieco innej jeszcze postaci - zupełnie w oderwaniu od poprzednich przykładów: 0-x-5- 4-5-x | 0-x-2-3-2-x | 0-x-2-2-1-x | 0-x-2-1-0-x. Czyż w połączeniu z nutą pedałową "E" nie brzmi to pięknie?