Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #73 - Arpeggiator

Funky #73 - Arpeggiator

"Funky"

Krzysztof Inglik

W pierwszym miesiącu wspaniałego roku 2012, w którym wszystko się odmieni i spotykać Was będą same dobre rzeczy, sięgamy wzrokiem w dół przepastnej studni mądrości, zwanej potocznie Internetem, aby odnaleźć hasło będące tytułem niniejszych warsztatów.

Arpeggiator - jak mówi Pani Profesor Wikipedia - to "najczęściej występujący jako wewnętrzny moduł syntezatora sprzętowego lub programowego, umożliwiający uzyskanie arpeggia wedle zadanych parametrów. Arpeggiatory wyewoluowały z analogowych sekwencerów powstałych w latach 60 i 70 ubiegłego wieku. Sterowanie arpeggiatorem, oprócz zewnętrznych kontrolerów syntezatora, możliwe jest także za pomocą komunikatów MIDI". I tyle, ani kropki czy przecinka więcej. Przynajmniej jeśli chodzi o polską Wikipedię, bo anglojęzyczna podaje hasło około czterech razy dłuższe - ale możliwe, że "oni" mają jakieś inne arpeggiatory. W każdym razie rację mają ci, którzy zarzucają internetowym encyklopediom niekompletność. Najlepszym sterownikiem dla arpeggiatora jest bowiem umysł człowieka, któremu do tego zadania nie są potrzebne żadne komunikaty MIDI.

Piszę to oczywiście z lekkim przymrużeniem oka, mając jednocześnie nadzieję, że zaintrygowałem Was na tyle, abyście zechcieli nauczyć się kilku czterodźwięków, bardzo przydatnych w improwizacji. Dlaczego? Otóż dość często spotykam ludzi, którzy narzekają, że pomimo opanowania kilku najpopularniejszych skal i paru tuzinów zagrywek popadli w stagnację, a z ich solówek wieje nudą. Już Ornette Coleman, słynny jazzowy saksofonista, powiedział kiedyś: "Musicie sobie zdać z tego sprawę. W zachodnim świecie, niezależnie od koloru skóry i tytułu, jaki nosi muzyka, wszystko grane jest za pomocą tych samych nut". Coś w tym, nie da się ukryć, jest - mamy bowiem do dyspozycji jedynie dwanaście dźwięków.

Dlatego jednym ze sposobów na przełamanie nudy są z pewnością arpeggia i tym samym zagramy sobie kilka przykładów opartych na czterodźwiękach. Będą to czterodźwięki diatoniczne zbudowane na kolejnych stopniach skali doryckiej w tonacji A (moll - oczywiście). Jak zbudowana jest ta skala, wszyscy wiemy, prawda? Jest to skala molowa, której charakterystycznym kolorem jest bluesowo brzmiąca seksta wielka. W tonacji "A" będą to następujące nutki: A , B , C, D, E, F# (czyli nasza seksta) i G. Dla porównania skala eolska będzie się różniła wyłącznie tym, że jej seksta jest mała (F) - jeśli wyobrazicie sobie jakąś smutną, smęcącą melodię, to będzie to właśnie ten kolor. Seksta mała potęguje "smutek i zadumę". Seksta wielka natomiast krzyczy: "fuck it". To taki składnik podobny do nony zwiększonej w akordzie dominantowym, która przełamuje jego słodko durowy charakter. Seksta wielka przełamuje ów romantyczny smutek, dodając nieco bluesowego twista. Spróbujcie to usłyszeć, grając ją przez chwilę do załączonego podkładu, na zmianę ze zwykłym A moll. OK, skalę mamy już omówioną. A co z arpeggiami? Wspomniane wcześniej czterodźwięki potraktujemy jak krótkie motywy. Podczas grania improwizacji możecie je wplatać we frazy w dowolnej liczbie i konfiguracji. Na początek jednak trzeba się nauczyć ich położenia na tyle dobrze, by nie zastanawiać się, gdzie stawiać palce.

Przykład 1 to moja pierwsza propozycja na ćwiczenie czterodźwięków. Zaczynamy od pierwszej struny, schodząc kwartami - czyli trzymamy się możliwie blisko piątej pozycji. Mamy tu po kolei D7, A m7, Em7 i Bm7. W drugim takcie wchodzimy w pozycję "o jeden" wyższą: Cmaj7, F#m7b5, Bm7 i Em7. Trzeci takt jest powtórzeniem taktu pierwszego, z tą różnicą, że potem schodzimy z arpeggiami w pozycję niższą. W czwartym takcie mamy zatem Am7, D7, Gmaj7 i Cmaj7. Miejsca, w których pojawiają się dźwięki grane na jednym progu różnych strun, proponuję grać jednym palcem (tzw. rolling fingers), co znacznie ułatwi opalcowanie.

Z powodu małej ilości miejsca są tu tylko trzy pozycje, ale grać to trzeba na całym gryfie. Próbujcie grać to zarówno w górę, jak i w dół, a także w interwałach - na przykład zacząć od Am7 na szóstej strunie, skoczyć o tercję wyżej do Cmaj7, po czym wrócić do Bm7 i znów skoczyć o tercję do D7. Pomysłów na to może być naprawdę wiele. Obyście się tylko nie nudzili i nie grali w kółko tego samego. Jednakże w prawdziwej improwizacji ciekawsze są krótkie motywy. A by się przygotować do takiego sposobu wykorzystania czterodźwięku, trzeba sobie znaleźć krótką frazę opartą na nim, a następnie grać ją od kolejnych stopni skali.

Przykład 2 przedstawia jedno z możliwych rozwiązań. Przepis na nie jest następujący (na podstawie pierwszej frazy przykładu 2): zaczynamy o półton niżej od pierwszej nuty arpeggia (czyli "A"), wchodzimy przez triolę szesnastkową na najwyższą jego nutę (na "G"), wracamy w dół do owej pierwszej nuty (do "A"), cofamy się o diatoniczną sekundę tej skali, skaczemy do drugiego składnika arpeggia (do "C") i kończymy chromatyczną pętelką złożoną z pierwszej nuty arpeggia i nutki położonej o półton niżej. Tak więc początek i koniec będzie zawsze niższym półtonem, a wspomniana "diatoniczna sekunda" może być położona cały ton niżej lub pół tonu, w zależności od tego, jak będzie w tym miejscu zbudowana skala. Ten patent grany jest w górę od kolejnych stopni skali położonych na czwartej strunie, czyli opisane tu będą akordy: Am7, Bm7, Cmaj7 i D7.

Zagraliśmy sobie przed chwilą ćwiczenie, w którym fraza zbudowana była z pojedynczego arpeggia. Przykład 3 oparty jest na trzech arpeggiach oddalonych od siebie o kwartę, czyli tak jak w przykładzie 1 - takie zagrywki mają w zasadzie funkcję jedynie treningową, bo brzmią dość sterylnie i kwadratowo. Oczywiście można je w prosty sposób przełamać - na przykład zaczynając to samo zejście o szesnastkę wcześniej. Fraza od razu zacznie być interesująca dzięki przesunięciu akcentu - pierwsza nuta motywu znajdzie się wtedy na "i". Ten właśnie zabieg wykorzystany jest w omawianym przykładzie, a dla wzmocnienia efektu (akcentu) druga nuta grana jest pull-offem. Fraza kończy się na nucie położonej o kwartę wyżej od ostatniego dźwięku ostatniego arpeggia, na którą wchodzimy glissem z dźwięku o pół tonu niżej. Wyjątkiem jest końcówka w takcie czwartym - fraza jest tam nieco skrócona, aby całość ładniej się zapętlała.

Zachęcam Was, abyście potraktowali te przykłady jako wstęp do opracowania własnych ćwiczeń. Gwarantuję, że już wkrótce Wasze solówki nabiorą nowych kolorów. Jednakże ćwicząc, nie zapominajcie o czymś, co powiedział kiedyś znany gitarzysta jazzowy Jimmy Bruno: "W graniu chodzi o coś więcej niż nuty, skale, teorię, układy wertykalne, horyzontalne, wzmacniacze, struny, gitary etc. - to wszystko jest »tą łatwiejszą « częścią". Pięknie ujął to także Maciej Grzywacz, rozwijając nieco słowa Charliego Parkera: "Trudno sobie wyobrazić, żeby muzyka powstawała wyłącznie w wyniku matematycznych eksperymentów z harmonią, melodyką i rytmem. Ktoś powiedział mądrze - chcesz być muzykiem? Czytaj książki, chodź po górach, przeżyj prawdziwą miłość. Myślę, że te doświadczenia i jeszcze wiele innych aspektów sprawiają, iż artysta może mieć coś ciekawego do powiedzenia na scenie. Szczególnie w muzyce improwizowanej grasz o tym, co przeżyłeś". Pamiętajcie o tym, aby czasem nie pomylić sali treningowej z życiem.