Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Lekcje / Funky #74 - Etiuda z zupełnie innej beczki

Funky #74 - Etiuda z zupełnie innej beczki

"Funky"

Krzysztof Inglik

Termin "etiuda" pochodzi z języka francuskiego. Étude, czyli wprawka, ćwiczenie, to utwór mający na celu opanowanie i doskonalenie gry. Zgodnie ze swą naturą etiuda podejmuje i skupia się na określonych problemach wykonawczych, takich jak arpeggia, figuracje, dwudźwięki, ozdobniki, różne rodzaje artykulacji czy rytmika (a nawet polirytmia). Pomimo wielu jej zastosowań my, gitarzyści, gramy zwykle etiudy poświęcone czystej technice - na legato, na kostkowanie obustronne, na tapping.

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, w jakim celu je gracie i dokąd prowadzi ta ścieżka? Dążenie do doskonałości zawsze kończy się pytaniem o człowieczeństwo. Jakkolwiek szybko nauczymy się grać, komputer zawsze może zagrać szybciej. Jakkolwiek równo nauczymy się grać z metronomem, maszyna zrobi to bardziej precyzyjnie od nas. Miles Davis mawiał: "Zarówno w życiu, jak i muzyce chodzi przede wszystkim o styl". Ale jak można wyrobić sobie własny styl, skoro wszyscy grają sterylnie czysto, unikając błędów i niedoskonałości, że nie wspomnę o prawdziwej pladze XXI wieku, czyli wszelakiej maści emulatorach brzmień, dostarczających każdemu gitarzyście identycznego i równie sterylnego "brzmieniowego wzorca metra".

Czy w związku z tym wspomniana wcześniej doskonałość (nieważne techniczna czy brzmieniowa) jest tym, co nas charakteryzuje w muzyce? Oczywiście, że nie. Ślad ludzkiej stopy na muzycznym księżycu zostawiamy poprzez rozmaite niuanse i drobne niedoskonałości - nie bójmy się tego słowa - które stają się znakiem rozpoznawczym artysty. Przykładowo, na kanwie takiej "niedoskonałości" oparł swój styl John Scofield. Nie mogąc nauczyć się szybkiego kostkowania obustronnego, zaczął łączyć dźwięki w krótkie, czasem tylko dwudźwiękowe legato. Z tego powstał ten słynny puls "Sco". A skoro jesteśmy już przy Scofieldzie, to powiedział on kiedyś coś, co daje do myślenia - jeśli miałby szansę cofnąć się w czasie i coś zmienić, to... nie zmieniałby tak często swojego sprzętu. Według niego trzeba się przyzwyczaić do jednej gitary, jednego wzmacniacza, jednego rodzaju strun oraz jednej kostki i nauczyć się wydobywać z takiego zestawu maksimum jego możliwości.

Jak często młodzi gitarzyści rzucają się w wir szaleństwa określanego jako GAS lub GRS (odpowiednio "syndrom gromadzenia sprzętu" i "syndrom wymiany sprzętu"), sądząc, że tylko ta jedna, wymarzona droga gitara dzieli ich od sukcesu? Czy Jimi Hendrix grał na Stratocasterze z Custom Shopu wykonanym przez master buildera za skromne pięć tysięcy dolarów? Czy miał w swoim arsenale autentyczny, pięćdziesięcioletni instrument vintage za sto tysięcy dolarów? Nie. I nie przeszkodziło mu to w ułożeniu kilku piosenek, które na zawsze zmieniły bieg historii muzyki. Można by zapytać każdego młodego gitarzystę, tu na łamach magazynu: jak drogiej gitary i jak doskonałego, najnowszej generacji procesora potrzebujesz, by skomponować "Stairways To Heaven"? Do jakiej szybkości BPM musisz wytrenować z metronomem swój sweep-picking, by wymyślić riff taki jak "Smoke On The Water" czy "Layla" chociażby? Prawda jest okrutna - jeśli nie masz nic do powiedzenia, to najlepszy sprzęt i supertechnika nic w tym temacie nie zmienią.

To temat do przemyślenia, a wracając do meritum tego odcinka warsztatów: artykulacja, dynamika, specyficzny sposób wydobycia dźwięku, oddech - to są elementy, na których powinniśmy się skupić. Jednocześnie są to właśnie te elementy, które najczęściej ignorujemy i zaniedbujemy, sądząc, że przyjdą do nas same, niejako po drodze. Tak więc tym razem z premedytacją zagramy sobie "etiudę z zupełnie innej beczki".

Przykład 1 to krótkie solo oparte na prostym, wymyślonym na szybko podkładzie w tonacji A moll. Nie ma tu żadnych niespodzianek zarówno pod względem materiału dźwiękowego (jest to głównie pentatonika A moll: A, C, D, E, G), jak i techniki (tempo jest w miarę wolne: puls ósemkowy przy 140 BPM). Ósemki grane są tak zwaną "szuflą" (shuffle), czyli bluesowo, triolowo - tu przypomnienie dla początkujących - każde dwie nuty grane są w trioli jako ćwierćnuta i ósemka. Na takim "płótnie" malujemy naszą etiudę, która wykorzystuje dynamikę (głośność granych nut), rytmikę (ich czas trwania i umiejscowienie w takcie), artykulację (staccato versus legato) i oddech (przerwy między frazami). Przyjrzyjmy się poszczególnym taktom, które proponuję opanowywać częściami.

Pierwsza fraza (część do opanowania) zawiera się w taktach od pierwszego do czwartego. Zaczyna się prostymi, mocno szarpniętymi akcentami (oznaczone nad nutami strzałkami), w pierwszym takcie, leżącymi dokładnie tam, gdzie werbel. Jednakże najważniejsze jest to, czego nie słychać na pierwszy "rzut ucha", czyli zagrane dużo ciszej i niejako w domyśle, oznaczone nawiasami ghost-notes, które nadają frazie puls. Ważna jest także długość tych akcentowanych nut - pierwsza i druga są krótkie, trzecia jest dłuższa (wybrzmiewa cała ćwierćnuta), czwarta krótka i piąta dłuższa, ozdobiona delikatnym podciągnięciem. Zwróćcie też uwagę na cztery ósemki pod koniec taktu trzeciego - pierwsze trzy są na pierwszym planie, a czwarta zagrana ciszej i na lekkim tłumieniu. Właśnie takie niuanse nadają życie muzyce. Następna fraza leży w taktach piątym i szóstym (a zaczyna się właściwie na końcu czwartego od przednutek). Tu trzeba zwrócić uwagę na dźwięk "G" na piątym progu czwartej struny, i to zarówno ten rozpoczynający legato w takcie piątym, jak i akcent na "i" w takcie szóstym.

Początek taktu siódmego to dwie ćwiartki pauzy - to jest ów "oddech" - tak jak w rozmowie robimy krótką pauzę pomiędzy zdaniami, żeby zaczerpnąć powietrza. Zobaczcie, jak nienaturalnie brzmią solówki shredderów, którzy praktycznie nigdy się nie zatrzymują, grając maszynowy potok dźwięków. Kolejna fraza, rozpoczynająca się w drugiej połowie taktu siódmego, oparta jest na trioli. Posłuchajcie kilka razy w pętli, jak ta fraza jest wycieniowana zarówno poprzez pauzy, jak i synkopę (pierwsza i druga ćwiartka taktu ósmego), ale przede wszystkim przez opadającą dynamikę - końcowe nuty tej frazy są na granicy domysłu. Czyż nie brzmi to smacznie?

Po dwóch ćwierćnutach oddechu (!) kolejna fraza i tym razem zupełnie inne podejście do rytmu - w kontrze do pulsu triolowego osadzamy proste szesnastki (takt dziesiąty), które wywołują pewien dysonans rozwiązany w kolejnym takcie nutami położonymi twardo na "raz". Znów oddech, tym razem nieco dłuższy, i bluesowe legato w takcie trzynastym - tu ważne są akcenty na "i" - oraz w kolejnych dwóch taktach nuty oznaczone kropkami; zwróćcie uwagę na czas ich trwania. Resztę tych niuansów zostawię Wam do samodzielnego odkrycia. Jak już mówiłem - to one są w naszej etiudzie najważniejsze. Posłuchajcie więc przykładu wiele razy, aż zapamiętacie ich położenie i sposób wykonania poszczególnych nut. Następnie poćwiczcie razem z nagraniem przykładu 1. Dopiero potem zagrajcie solo z załączonym podkładem. Ostatnim etapem zabawy powinna być samodzielna improwizacja z wykorzystaniem zróżnicowanej dynamiki, rytmiki i oddechami pomiędzy frazami, które zaświadczą, że gra człowiek, a nie maszyna. Powodzenia!