Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Warsztat / Porady / Jaki sprzęt dla profesjonalnego zespołu?

Jaki sprzęt dla profesjonalnego zespołu?

Jaki sprzęt powinien mieć gitarzysta chcący podjąć pracę w profesjonalnym zespole? Jaką ilość pieniędzy potrzeba na sprzęt do takiego zespołu?

To zależy od tego, jaki jest to zespół i jaką muzykę gra. Przy czym przez słowo "profesjonalny" rozumiem tutaj zarabianie pieniędzy, a nie wywindowany poziom trudności granego materiału. Tak więc będzie Ci potrzebny inny sprzęt do grania prostego rocka, a inny do akompaniowania gwiazdom polskiej sceny muzycznej. Najpierw musisz dokładnie określić, do czego tenże sprzęt ma Ci służyć. A tak na zdrowy rozsądek - jaki powinien on być? Przede wszystkim musisz mieć dobrze strojący instrument, na którym możesz polegać. Masz więc pewność, że przetworniki nie przestaną nagle "gadać", a kabelek od gniazda jack nie odlutuje się podczas poruszania się po scenie. Gryf powinien być dobrany do Twojej dłoni pod kątem grania na stojąco, czyli tak, aby zbytnio jej nie męczyć i nie powodować w niej naprężeń.

Dobra gitara powinna wisieć na równie dobrym pasku, z którego nie spadnie, gdy będziesz się kiwał w rytm muzyki lub schylał, by coś podnieść z podłogi. Druga sprawa to przewód gitarowy, który powinien być dobrze ekranowany, aby nie odbierał zbyt dużo szumu ze stojących obok urządzeń elektrycznych. Powinien też mieć solidne końcówki, abyś go nagle nie urwał w porywie artystycznej ekspresji. Poza tym sprawdź, czy na rozkręconym wzmacniaczu nie powoduje on zbyt dużo trzasków i stuków podczas przemieszczania go po podłodze.

Wzmacniacz - najlepiej lampowy i najlepiej z więcej niż jednym głośnikiem. Dlaczego lampowy? Według mnie, przy głośnym graniu dużo lepiej reaguje on na dynamikę niż tranzystor. Wprawdzie na lampie nie da się grać cicho w domu, ale taki wzmacniacz nie służy do grania w warunkach domowych (przykładowo Kirk Hammett z zespołu Metallica powiedział, że w ogóle rzadko kiedy używa w domu wzmacniacza).

Bardzo ważnym gadżetem jest też tuner - najlepiej taki, którego nie trzeba wypinać podczas grania. I ostatnia sprawa - ponieważ czasami zdarza się, że akustyk nie ma mikrofonu do gitary lub ten, który ma, jest zepsuty, lepiej kupić sobie własny mikrofon (np. popularny Shure Beta 57) i wozić go ze sobą jako rezerwa. Do tego wszystkiego dochodzą kolejne gadżety... wśród efektów nie powinno zabraknąć - zależnie od potrzeb i muzyki - jakiegoś dopalacza w kostce (jeśli wzmacniacz ma kanał przesterowany, wystarczy rasowy overdrive), wah-wah (pedał lub automatyczny filtr), chorus i delay.

Są to podstawowe efekty, które najczęściej się przydają. Każdy, nawet najdroższy sprzęt, musisz sprawdzić przed zakupem, nie dając się zaczarować magią znanej marki. Spytasz, dlaczego piszę o takich oczywistych sprawach, nie podając przy tym żadnych konkretów (np. cen)? Dlatego, że sprzęt to po prostu temat rzeka i można by o nim napisać kilka opasłych tomów. Ale polecałbym także poszperanie na rynku instrumentów używanych, za które zapłacisz mniej niż za nowe. Powiem tylko tyle, że ceny są różne, np. dobry markowy wzmacniacz typu head może kosztować 12 tys. zł (choćby Bogner), tyle samo może kosztować gitara z wyższej półki (np. Suhr). Jeden efekt w kostce może kosztować 1,5 tys. zł (np. Fulltone). Wszystko zależy od tego, ile masz pieniędzy przeznaczonych na sprzęt i jaki jest Ci konkretnie potrzebny do tego zespołu.

Ja na Twoim miejscu skupiłbym się raczej na własnych umiejętnościach i na niezbyt drogim sprzęcie - ale takim, który jest mi w stu procentach potrzebny (jak, powiedzmy, używana gitara pomiędzy 2 a 3 tys. i tyle samo wzmacniacz). Niestety w środowisku muzyków kwitną też rozmaite mity. Ludzie lubią się popisywać i czarować napisem na główce gitary oraz na paczce wzmacniacza (np. jakiś czas temu wszyscy znani polscy gitarzyści pokazywali się z gitarami PRS. W dobrym tonie było też posiadanie wzmacniacza Diezel itd.). Czyli w myśl zasady - jak cię widzą, tak cię słyszą. A więc wyżej oceniony zostanie ktoś grający na markowym sprzęcie, niż grający na niemarkowej podróbie, choćby nawet najlepiej brzmiącej. Wydaje się to niewiarygodne, ale niestety jest to prawda. Efekt placebo, można by rzec...

Krzysztof Inglik